Babyonline.pl
 
 
Rozwiń menu

„50 twarzy Greya" – porno dla mamusiek?

| 25.02.2015, aktualizacja: 27.02.2015 | 4

W recenzjach "50 twarzy Greya" najczęściej pojawiają się dwa określenia: „gniot” albo „porno dla mamusiek”. I jak to pierwsze dobrze rozumiem, to z drugim mam problem. Skąd wzięły się te mamuśki? Czemu akurat poród i pojawienie się dziecka miałoby zmieniać nas w miłośniczki sado-maso?

separator
Wyślij e-mailem
separator
Oceń :
(3)
„50 twarzy Graya”
fot. scena z filmu „50 twarzy Graya”

W recenzjach „50 twarzy Greya” najczęściej pojawiają się dwa określenia: „gniot” albo „porno dla mamusiek”. To pierwsze określenie zupełnie zupełnie mnie nie zastanawia, ale z drugim mam problem. Rozumiałabym bardziej ogólne hasło: porno dla kobiet, ewentualnie dla nastolatek, singielek, mężatek – ale akurat mamuśki? Czemu akurat po porodzie  nasze preferencje seksualne i książkowe miałyby skręcać w stronę sado-maso?

Mnie wydaje się właśnie wprost przeciwnie, „50 twarzy Greya” jest owszem, książką w dużym stopniu erotyczną, ale mamuśki akurat sięgają po nią dużo rzadziej niż inne kobiety. I to z kilku powodów.

Oszałamiające tempo akcji?

Anastazja budzi się. Anastazja się myje. Anastazja układa włosy, te wcale nie dają się tak łatwo ułożyć („Patrzę w lustro i krzywię się. Do diaska z tymi włosami, zupełnie się nie chcą układać. (...) Poddaję się. Mogę jedynie związać niesforne włosy w koński ogon i mieć nadzieję, że jakoś się będę prezentować (...) desperacko próbuję nad nimi zapanować"). Anastazja nakłada makijaż, a mówiąc konkretnie: najpierw maluje rzęsy, a potem (napięcie rośnie…) na usta nakłada odrobinę błyszczyku. Wreszcie – Anastazja zerka na Greya, on odzerkuje, ona odwraca wzrok, ale po chwili nie wytrzymuje i znowu zerka, on – no, nie zgadniecie – odzerkuje po raz kolejny, a „w jego oczach tańczy rozbawienie”...
Już śpicie? No właśnie.

Autorka „Greya” smakuje życie w każdym jego szczególe, ale my, mamuśki, nie mamy sił, żeby przedzierać się przez drobiazgowe opisy ubrań głównej bohaterki, a także ubrań wszystkich, którzy znajdą się w zasięgu jej wzroku. Jak mamy do wyboru: albo przerzucać kolejne nudne strony, albo dać opaść powiekom – to zawsze wybierzemy to drugie. „50 twarzy Greya” to lektura dla zdecydowanie bardziej wyspanych czytelniczek niż matki małych dzieci.

Obejrzyj zwiastun „50 twarzy Greya”:

Gdzie te sceny?

No, ale z drugiej strony nie dla fabuły czyta się tę książkę, ale dla „tych scen” przecież. Tylko, na św. Barnabę, jak mówi Anastazja, gdzież one są? No bo chyba nie chodzi o takie, jak ta: „Zbierając się z podłogi leniwie jak dziki kot, dotyka końcem szpicruty mojego pępka i powoli zatacza wokół niego koła, drażniąc mnie (...) Przy drugim okrążeniu nagle trzaska pejczem, który uderza mnie pod pośladkami w moją kobiecość. Krzyczę zaskoczona, a wszystkie moje nerwy stają na baczność”.

Uderzenie pejczem w kobiecość rzeczywiście mogło Anastazję zaskoczyć i pobudzić, ale czytającej opis tej sceny mamuśce przypomina się wtedy tylko jedno: poród, a po porodzie szycie krocza – wtedy też nerwy stały na baczność. No przepraszam, nic na to nie poradzę, że ten pejcz działa inaczej niż powinien. Znośnych scen erotycznych znalazłam na 600 stronach dokładnie dwie, dlatego czytanie „Greya” tylko w tym celu to kompletna strata czasu. A czasu, jak każda mamuśka, mam tyle samo co sił. Czyli w ogóle.

Grey?

No to skoro ani akcja, ani sceny, to może bohater? OK, władczy, bogaty, elegancki i tajemniczy – to może się podobać. Tylko, że po porodzie najbardziej pociągają nas jednak inne cechy. Czułość na przykład. Nie jest to wyłącznie moje osobiste doświadczenie – mówiła mi o tym też kiedyś seksuolog Alicja Długołęcka: Bezpośrednio po porodzie inne hormony działają na kobietę. Nie jest wówczas nastawiona na ekstatyczne przeżycia seksualne, ale raczej na bliskość i czułe pieszczoty” (całą rozmowę znajdziecie tutaj). A że takich czułych pieszczot ze strony Greya w książce jak na lekarstwo, to nic dziwnego, że wszystkie znajome mamuśki, z którymi rozmawiałam o „50 twarzach...” mówiły prawie to samo:
– Przeczytałam, bo słyszałam, że to prawdziwe „porno dla mamusiek”, a tu nic. Nuda, panie, nuda...

Obejrzyj rozmowę o „50 twarzach Greya” w Pytaniu na Śniadanie:

separator
Wyślij e-mailem
separator separator
Komentarze (4)
avatar

aga
aga | 2015-07-15 13:23 Zgłoś komentarzZgłoś komentarz do moderacji

cóż nie da się nie zgodzić z autorką ..... przeczytałam bo podobno super, ale w pierwszym tomie wieje nudą drugi ma trochę akcji więc z nadzieją przeczytałam trzeci ale mnie rozczarował czysty melodramat, całość to przydługie opisy o niczym i rozmyślania bohaterów, sceny erotyczne cóż mogą pobudzić wyobraźnię ale czytałam lepsze opisy bez tych sado...... jedno trzeba przyznać czytającego nie zmusza do myślenia ani nie wciąga tak że zarywa nocki a czytałam takie
co do filmu, hm... kiedy był promowany jeszcze przed nagraniem myślałam z trzech grubych książek są w stanie coś skleić ale jak się dowiedziałam że robią tylko pierwszą część to zadałam pytanie film będzie miał 20 minut? jak się okazało poza muzyką film dno dobrze że męża nie zmuszałam do oglądania i na kino nie wydałam (obejrzałam w necie)

Odpowiedz

Ja
Ja | 2015-04-22 15:18 Zgłoś komentarzZgłoś komentarz do moderacji

film nuda, nuda i jeszcze raz nuda. Mąż mnie zabrał z okazji Walniętynek. Żenada, dno, muł i bagno są powyżej przekazu, sensu, realności i ciekawości tego filmu. Uważam, że straciłam około 2h na bzdurny film. A w tym czasie mogłam iść na romantyczny spacer.... Książka mnie odstręcza samymi opisami (nudnymi, nudnymi, nudnymi) aktów seksualnych sado-mach plus pseudo-pensjonariuszkową postawą bohaterki. Jakbym miała mieć takie rozterki, jak Anastazja, to wolałabym się zastrzelić. To czytadło jest tak porównywalne jak w Polsce książki Ewy Nowackiej, zwłaszcza jej tandetna "Bransoletka".

Odpowiedz

loutka
loutka | 2015-02-25 18:07 Zgłoś komentarzZgłoś komentarz do moderacji

Książka to zupełne dno dla nikogo, nie tylko dla mamusiek, jej sukces to zasługa dobrej promocji i tyle!

Odpowiedz

Paulaa
Paulaa | 2015-02-25 14:53 Zgłoś komentarzZgłoś komentarz do moderacji

Dla mnie największą zaletą tej lektury (na spacerze w parku z maluchem) było to, że nie zmusza do myślenia i nie wciąga na tyle, bym straciła z oka dziecko na huśtawce. Opisy zbliżeń faktycznie, nuuuuuuda i powtórzenia. MOże film ciekawszy, jeszcze nie byłam

Odpowiedz
X

Logowanie

avatar

Nie masz jeszcze konta ?

Zarejestruj się




Zapomniałeś hasła?