Babyonline.pl
 
 
Rozwiń menu

Prawdziwe historie: Jak matka pozbyła się dziecka

| 11.07.2014, aktualizacja: 11.07.2014 | 9

39-letnia Natalia opowiada o tym, jak adoptowała syna, a kilka lat później została zmuszona wybierać między jego dobrem, a dobrem swojej córki. Sprawdź, jak skończyła się ta poruszająca historia.

separator
Wyślij e-mailem
separator
Oceń :
(3)
dziecko, przedszkolak, smutek
fot. fotolia

Ile można czekać na ukochane dziecko?

Rok, dwa lata? Nam upłynęło pięć wiosen i zim odmierzanych kolejnymi wizytami u lekarzy, kolejnymi cudownymi przepisami, kolejnymi straconymi złudzeniami. Aż do dnia, kiedy się zdecydowaliśmy na adopcję. Ale po kolei...
– Nic tu nie widzę – kolejny specjalista rozkładał ręce. – Medycyna bywa bezradna w takich przypadkach. Państwo chyba za bardzo chcecie. Wyjedźcie gdzieś, nacieszcie się sobą, a dziecko samo się pojawi.
Wyjeżdżaliśmy więc. Spacerowaliśmy po Sopocie niczym para zakochanych nastolatków, by zaraz stracić humor na widok uśmiechniętej mamusi z wózkiem. Albo spotykaliśmy się ze znajomymi, by po chwili wrócić do rzeczywistości przywołani słowami koleżanki:
– Chcieliśmy się z wami podzielić radosną nowiną... Ojej, przepraszamy – gryzła się poniewczasie w język przyszła mama.

Potem było tylko gorzej

Wiele razy zadawałam sobie pytanie, które pewnie stawiają sobie wszyscy w podobnych sytuacjach: Dlaczego właśnie my?
Znaliśmy się długo, jeszcze z jednej ławki w ogólniaku. Pasowaliśmy do siebie idealnie. Oboje spokojni, poważni. Kiedy Artur mi się oświadczył, wydawało się, że wszystko fantastycznie się ułoży. Trzeba przyznać, że zawsze mogłam na nim polegać i nigdy się nie zawiodłam, zwłaszcza w tamtym trudnym okresie. I jak płakałam, po raz kolejny wracając od lekarza. I jak odpowiadał na coraz bardziej natarczywe pytania rodziców:
– Powiedzcie nam, czemu nie jesteśmy jeszcze dziadkami?

Droga do adopcji

Artur zawsze stanowił dla mnie ogromne wsparcie. To właśnie on po tych pięciu latach pełnych niepokoju i straconych nadziei powiedział:
– Dość już tego czekania na cud. Natalka, adoptujmy dziecko.
Skłamałabym, gdybym stwierdziła, że nigdy o tym nie myślałam. Ciągle łudziłam się jednak, że uda nam się mieć własne dziecko. Poza tym trochę się bałam.
W końcu to inne geny, nie wiadomo czyje. Obaw miałam mnóstwo. Artur jednak potrafił je wszystkie rozwiać:
– Ja to sobie dobrze przemyślałem. Ze swoim dzieckiem też nigdy nie wiesz, po kim odziedziczy to czy tamto, a tu spełnimy też dobry uczynek. Pokochamy to dziecko jak własne i damy mu wszystko co najlepsze. To co? Chcesz?
Okazało się, że to nie takie proste. Musieliśmy przejść serię wielomiesięcznych testów, rozmów z psychologiem, lekarzem, pracownikami domu dziecka, którzy zachowywali się tak, jakby wcale im nie zależało, aby oddać nam podopiecznego.
– Nie rozumiem tego – żaliłam się nieraz Arturowi – tyle dzieci czeka na dom, a oni robią trudności. Przecież powinno im zależeć, żeby ktoś wziął te maluchy.
Mąż cierpliwie tłumaczył mi, że to bardzo ważne:
– Muszą dobrze poznać motywację rodziców, żeby potem nie było takich sytuacji, że ktoś bierze dziecko i je oddaje.

Przyznawałam mu rację, ale w duchu wciąż miałam wątpliwości. Muszę też się przyznać, że ja zawsze gorzej wypadałam na tych testach. Tak jakbym nie była do końca pewna, czy chcę adoptować dziecko. Kiedy zwierzyłam się ze swoich wątpliwości Arturowi, zbył to machnięciem ręki:
– To nic takiego, będziesz cudowną matką. Zapytaj koleżanek, ile kobiet w ciąży ma wątpliwości.
Postanowiłam więc ukryć swoje myśli bardzo głęboko i wykazać więcej entuzjazmu. Trzeba przyznać, że wychodziło mi się to całkiem nieźle. Kiedy w końcu w naszym domu pojawił się Przemek, nie musiałam już udawać.

Zobacz też: Adopcja - wybawienie dla wielu maluchów
separator
Wyślij e-mailem
separator separator
Komentarze (9)
avatar

Paweł
Paweł | 2017-04-04 09:13 Zgłoś komentarzZgłoś komentarz do moderacji

Jestem dorosłym facetem przeczytałem to opowiadanie i widziałem tam siebie ludzie dorośli potrafią być podli dla własnej zachcianki zrobia wszystko jestem naturalnym sierota podobno jak miałem niecale pol roku moi biologiczni rodzice zgineli tluklem się po bidulach w wieku 6 lat trafiłem do adopcji kochany synus byłem do czasu moi adopcyjni rodzice tak jak w opowiadaniu niemogli mieć swojego byłem u nich dwa lata i bog wyagrodzilich w końcu własnym dzieckiem no i skonczyla się milosc oddali mnie spowrotem do bidula jako już 1o letni chlopiec znowu znaleźli się chetni na zabawke niebieskooka ciemnoblond odzieczecej urodzie po roku podobna sytuacja i znowu do bidula trzeci raz trafiłem do adopcji w wieku 12 lat byłem slicznym chlopcem miałem wzięcie niemłode już malzenstwo mnie wzielo majc 13 lat oznajmili mi zresztą sam widziałem ze będę miał siostrzyczke no coz ucieszyłem się żeby ich niezmartwic i zaczolem powoli szykować się do powrotu do bidula ich znajomi krewni gratulowali im i oddacie chłopaka do bidula siedziałem sam w swoim pokoju i slyszalem cala rozmowe moi rodzice adopcyjni odzywaja się i mowia nigdy Pawelek jest naszym ukochanym synkiem nikomu go nieoddamy dzięki niemu boga nas wynagrodzil i dal nam cureczke kochali mnie naprawdę prawdziwa miloscia uczestniczyłem od samego początku w wychowywaniu ich córeczki i mojej siostzryczki milay lata dziś jestem dorslym facetem mam swoje dzieci i najukochańsze wnuczki MOICH WSPANIALYCH KOCHANYYCH RODZICOW z siostzryczka rownez mam wspanialy kontakt wie o tym ze jestem adoptowanym bratem i zna cala historie często mi mowi kochany braciszku to dzięki tobie tu jestem kocham cie ................zycie plynie dalej to wszystko co chciałem powiedzieć Paweł

Odpowiedz

celina
celina | 2016-11-15 19:36 Zgłoś komentarzZgłoś komentarz do moderacji

czsem zycie nas tak zaskakuje ze popelniamy bledy wierzac ze nasze dzialania sa sluszne ,ja ne oceniam tej pani,ona po prosty cieszyla sie swoim macierzynstwem tak bardzo ze tracila syna ,myslac ze w slusznej sprawie.Bardzo zal tej rodziny,sama nie moge miec dzieci ,to bol przeogromny,i czy mozna to pania potepic za wlasne szczescie?raczej juz tego nie robmy bo to szczescie ja zniszczylo.

Odpowiedz

koko
koko | 2016-05-12 21:41 Zgłoś komentarzZgłoś komentarz do moderacji

tak rozwiązanie adopcji nie powinno istnieć .... mój mąż był adoptowanym dzieckiem, stwarzał problemy to się go pozbyli jak psa ... rozwiązali adopcję ... po tym jak zaczął uciekać gdy znęcali się nad nim i bili ... On miał 13 lat był samotny i zagubiony, często głodny i zmarznięty. Tułał się po sąsiadach bo bał się wracać do domu tak go bili. Brali kasę po jego matce wysoką rentę ... a on nie miał nawet na bułeczkę i spał na dworcu. Jak skończył 18 lat to sąd rozwiązał adopcję a raczej powinien ich był pozbawić praw rodzicielskich. Teraz po prawie 40 latach nawet po nich nie dziedziczy ... bo został ukarany przez sąd i jego oprawców. To jest straszne, że tak można postąpić ... najpierw adoptować a potem pozbyć się jak psa.

Odpowiedz Pokaż odpowiedzi

sowa
sowa | koko | 2016-06-16 22:58 Zgłoś komentarzZgłoś komentarz do moderacji

takie sytuacje są bardzo częste jeżeli rodzice nie mogę mieć własnych dzieci widocznie natura im tego odmawia nie nadają się adopcja to próżność zaspokojenie własnej ambicji A dziecko czy się to ktoś pyta nikt zdecydowana większość adoptowanych laduje na ulicy opowieści niektórych morza krew w zylach

Odpowiedz

ja68
ja68 | koko | 2017-05-21 17:14 Zgłoś komentarzZgłoś komentarz do moderacji

Miałam podobnego ananaska pod opieką, na dodatek z FAS i RAD, zniszczył nam życie - nasze małżeństwo.Zniszczył życie młodszemu rodzeństwu ( nasze dzieci adopcyjne- nie mieliśmy rodzonych), znęcając się nad nimi codziennie, bił popychał nakłaniał innych z zewnątrz na pobicie. Tylko trafiał zawsze na rozsądne inne dzieci, które nie dały się podpuścić. Musieliśmy rozdzielić go od innych dzieci. W szkole agresywny do każdego.Był zawsze traktowany na równi z innymi dziećmi, oczywiście to był błąd. Takich dzieci nie można traktować na równi z innymi zdrowymi! Chory psychicznie, leczony psychiatrycznie od 6 roku życia, miał mózg zniszczony alkoholem, bo matka piła ( oczywiście o tym dowiedzieliśmy się później). Prowokował do kłótni, z pięściami skakał do męża, mnie kopał bo rano kazałam wstać do szkoły. Każdy dzień było to jego walka przetrwanie, walka z samym sobą.Chorzy ludzie na brak miłości, odrzucenia, niedolni do przyjęcia ponownie miłości...chorzy z FAS i RAD nie powinni trafiać do rodzin. Nie umieją żyć normalnie, nie znają upływu czasu, zmian pór roku, że jak przyjdzie wiosna to trzeba zmienić kurtkę na wiosenną, że skarpetki zmienia się codziennie tak samo jak majtki...że trzeba się myć any nie śmierdzieć. Chory mózg nie wiedział nawet, że musi iść spać. Całe szczęście nie doszło do adopcji, byliśmy dla niego rodziną zastępczą.

Odpowiedz

Zażenowana
Zażenowana | 2016-04-15 11:36 Zgłoś komentarzZgłoś komentarz do moderacji

Historia wyssana z palca przez "redaktorzynę", który nie ma pojęcia o psychicznym aspekcie leczenia niepłodności, procedurach adopcyjnych i sądowym rozwiązaniu adopcji.

Odpowiedz Pokaż odpowiedzi

pfff
pfff | Zażenowana | 2016-12-25 01:56 Zgłoś komentarzZgłoś komentarz do moderacji

Dokładnie. Taka naciagana bajeczka. Ktos kto to napisał nie zna ani jednego rozwiazania adopcji. To nie sa historyjki typu był niegrzeczny juz go nie chcemy

Odpowiedz

trudno to pojąć
trudno to pojąć | 2016-02-16 10:14 Zgłoś komentarzZgłoś komentarz do moderacji

Chora kobieta, wiedziała, ze nie chce adoptować, a mimo to zrobiła.
Chłopcu zabrakło miłości od matki, szkoda mi tez ojca. Ta kobieta rozwaliła rodzinę.

Odpowiedz

mama3dzieci
mama3dzieci | 2015-12-22 22:44 Zgłoś komentarzZgłoś komentarz do moderacji

To jakiś żart?;(

Odpowiedz
X

Logowanie

avatar

Nie masz jeszcze konta ?

Zarejestruj się




Zapomniałeś hasła?