Babyonline.pl
 
 
Rozwiń menu

Anna Dereszowska w roli mamy

| 21.03.2008, aktualizacja: 21.03.2008 | 0
separator
Wyślij e-mailem
separator
Oceń :
(0)
fot. ONS
Już niedługo zobaczymy Annę Dereszowską w nowej roli – będzie mamą. W życiu, nie w filmie.
Już pięć lat czaruje nas swoim uśmiechem jako policjantka w serialu „Złotopolscy”. Ostatnio Anna Dereszowska zagrała w największych hitach kinowych i telewizyjnych: „Tajemnicy twierdzy szyfrów”, „Testosteronie” oraz „Świadku koronnym”. W lutym zobaczymy ją na dużym ekranie w filmie „Lejdis” w roli wojującej feministki Korby. Potem czeka ją długi urlop – macierzyński...

– Pani kariera nabrała ostatnio niebywałego tempa. A tu szykuje się przerwa. Na wiosnę zostanie Pani mamą.
Nie chciałabym na długo wycofywać się z pracy, ale moi znajomi, którzy już są rodzicami, mówią, że kiedy dziecko przychodzi na świat, to priorytety zupełnie się zmieniają. Będę musiała jakoś pogodzić pracę z wychowaniem. Nie wyobrażam sobie, żebym cały czas grała, a moim dzieckiem zajmowała się opiekunka.

– Jak Pani zareagowała na wiadomość, że jest Pani w ciąży?
Najpierw był lęk. Nawet kiedy się bardzo pragnie dziecka, to chyba zawsze na początku pojawia się niepewność, jak będzie dalej. Zwłaszcza przy pierwszej ciąży. Trzeba życie podporządkować czemuś nowemu. Na szczęście przez dziewięć miesięcy można się z tą myślą oswoić. Mój strach wynikał również stąd, że mam spore zobowiązania finansowe, wzięłam kredyt na mieszkanie.

– Czyli najpierw był strach. A teraz?
Pomyślałam sobie, że to dobrze, że tak się stało. W przeciwnym razie odkładałabym pewnie decyzję o zajściu w ciążę w nieskończoność. To dla mnie bardzo dobry zawodowo czas i przykro będzie mi z wielu ról rezygnować i odrzucać ciekawe propozycje. Dla aktorki nigdy nie ma dobrego momentu na dziecko. Zawsze się wydaje, że zaraz nadejdzie życiowa rola. A życie płata różne figle. Czasem aktorki decydują się na dziecko, bo akurat nic się ciekawego nie dzieje, a kiedy już są w 2., 3. miesiącu ciąży, zjawia się raptem ktoś z propozycją fantastycznej roli i jest dramat. Myślę sobie, że po prostu tak miało być i ogromnie mnie myśl o moim maluszku cieszy.

– To jest dziewczynka czy chłopiec?
Nie znam jeszcze płci dziecka. Ale wymarzyłam sobie córeczkę. Niestety, wszyscy mówią, że to będzie chłopiec, bo dziewczynki ponoć zabierają mamie urodę. A u mnie, jak dotąd, żadnych zmian. Najważniejsze jednak, żeby dziecko było zdrowe.

– Nawet jak się okaże, że chłopiec, to przecież zawsze ma jeszcze pani szansę na dziewczynkę. Następnym razem.
Najpierw zobaczę, jak sobie poradzę przy pierwszym dziecku (śmiech). Niestety, tu, w Warszawie, nie mam nikogo, kto mógłby mi pomóc. Moja cała rodzina mieszka na południu Polski, a brat nawet odrobinę dalej, bo w Belgii.

– Sama pani pochodzi z wielodzietnej rodziny.
Mam jeszcze dwie przyrodnie siostry, z pierwszych związków moich dwóch macoszek. Szczególnie z młodszą, Julką, jestem mocno związana, bo długo razem mieszkałyśmy i traktujemy się absolutnie jak rodzeństwo.

– Czy od dziecka Pani marzyła, żeby zostać aktorką?

Nie, chciałam zdawać na Politechnikę Śląską, na architekturę. Chodziłam nawet na rysunek, brałam korepetycje z matematyki, żeby się dobrze przygotować do egzaminów. Ale równocześnie w trzeciej klasie liceum zaczęłam chodzić do kółka teatralnego do Pałacu Młodzieży w Katowicach, które prowadził Jerzy Połoński. On mnie zmobilizował, żebym przyjechała do Warszawy. Wstyd się przyznać, ale nawet teksty na egzamin wybrał pan Jerzy. Bo u mnie było krucho z wiarą w siebie i w swój talent. A on był pewien, że mi się uda.

– Widzowie serialu „Złotopolscy” świetnie znają pani bohaterkę, starszą posterunkową Kalinę Fatalską. Ale niewiele osób wie, jaka pani jest prywatnie.
Pewnie nudna, bo nie skandalistka (śmiech). Staram się nie robić rzeczy, które byłyby pożywką dla brukowców. Choć – jak każdemu – mnie także zdarzy się potknąć. Na pewno jestem uzależniona od bliskości innych. Zawsze muszę mieć kogoś, do kogo mogę zadzwonić, wyżalić się, przytulić. Nigdy nie było jeszcze takiej sytuacji, żebym z problemami została sama. Bo nawet w najtragiczniejszej dla mnie sytuacji, kiedy zmarła moja mama, przeprowadzili się do nas dziadkowie, którzy otoczyli nas ciepłem i opieką. Jestem poza tym bardzo energiczna, nie cierpię bezczynności. To jedna z rzeczy, które najbardziej mnie męczą.
separator
Wyślij e-mailem
separator separator
Komentarze (0)
avatar
X

Logowanie

avatar

Nie masz jeszcze konta ?

Zarejestruj się




Zapomniałeś hasła?