Babyonline.pl
 
 
Rozwiń menu

Anna Wiśniewska i jej życie z Michałem

| 15.04.2008, aktualizacja: 17.06.2008 | 0
separator
Wyślij e-mailem
separator
Oceń :
(0)
anna wiśniewska, michał wiśniewski, słynne mamy
fot. ONS
Burzliwa przeszłość, dominująca osobowość i trudny charakter Michała - z tym wszystkim musiała się zmierzyć Anna Wiśniewska.
I jeszcze z zarzutami, że rozbiła małżeństwo Michała Wiśniewskiego i Mandaryny. Przetrwała to, bo kochała. Są już ze sobą trzy lata, mają dwie córeczki. Na pytanie, czy czuje trwałość ich rodziny, Anna odpowiada:
„Nigdy nie żałowałam, że wyszłam za Michała. Drugi raz zdecydowałabym tak samo”.


– Jak się żyje z Michałem?
Anna Wiśniewska:
Barwnie, we wszystkich kolorach tęczy. Nie tylko w czerwonym i pomarańczowym, jak ostatnio.

– W zielonym też?
Anna Wiśniewska:
Też. Ale jak urodziła się Etienette, to tata po miesiącu zmienił kolor włosów z zielonego na różowy, a mama z blond na czerwony. Ale kolory to tylko taki symbol zmian, bo są one o wiele głębsze, przynajmniej dla mnie. Zastanawiałam się nawet niedawno, że moje życie, odkąd jestem z Michałem, bardzo przyśpieszyło. Nagle stałam się mężatką, urodziłam dziecko, teraz drugie.

– Trudno uwierzyć?
Anna Wiśniewska:
Bardzo trudno. Na pewno związałam się z inspirującym i twórczym człowiekiem.

– I nie chodzi tylko o kolory włosów?
Anna Wiśniewska:
Te włosy to taki żart. Tak naprawdę Michał jest osobą, po której się można wszystkiego spodziewać. Ma różne szalone pomysły. Czasami to może przeszkadzać, bo przy małych dzieciach trudno na przykład tak nagle się zebrać i gdzieś wyjechać, bo akurat naszła taka ochota. Ale z drugiej strony jego pomysłowość bardzo mi imponuje.

– Myślę jednak, że miałaś dużo wątpliwości, wiążąc się z nim?
Anna Wiśniewska:
Miałam tysiąc wątpliwości. Każda kobieta chce mieć partnera tylko dla siebie, a życie Michała było zawsze pod obstrzałem. Nie chodzi jednak o przejścia, które działy się na oczach mediów, ale także o jego osobowość. Wiedziałam, że Michał to duże wyzwanie, zwłaszcza dla kobiety, która będzie matką jego dzieci. Że ta kobieta musi sprostać jego wymaganiom, musi iść na kompromis, dopasować się do niego, nie mieć mu za złe przeszłości.

– Rozumiem – dwie żony, burzliwy rozwód, dwójka dzieci z poprzedniego związku…
Anna Wiśniewska:
Dokładnie. Do dziś nie umiem sobie poradzić z medialnością jego życia. Nie jestem introwertyczna, ale lubię też trochę przed światem zamknąć drzwi. Nie zwierzam się tak ekstremalnie, jak Michał. On jest szczery, nie robi nic na pokaz. Lecz ta szczerość sprawia, że kiedy idę do sklepu, czuję na sobie ludzki wzrok. I taki przymus tłumaczenia się z tego, jak żyję.

– Wiele osób nie rokowało Wam długiej przyszłości. Związaliście się ze sobą szybko po rozstaniu Michała z Mandaryną.
Anna Wiśniewska:
Ludzie uważają, że Michał mnie wykorzystał, by ostatecznie przeciąć sytuację z przeszłości. I nawet gdy plotki na ten temat przycichły, podejrzliwość we mnie została. Stałam się nieufna, trudno mi nawet rozmawiać z kimś obcym  bez ubocznych myśli, że ten ktoś patrzy na mnie z dezaprobatą. A przecież to nie przeze mnie małżeństwo Michała się rozpadło. Ja w zespole Ich Troje byłam wtedy już od czterech lat. Nie knułam spisków, nie miałam wobec Michała ukrytych zamiarów. Gdyby to ode mnie zależało, nie rozstałby się z Martą.

– Chyba nikt Cię nie podejrzewa, że mogłabyś rozbić małżeństwo. Tu chodziło tylko o tę łatwość przejścia z jednego związku do drugiego.
Anna Wiśniewska:
To są decyzje Michała i ja nie chcę w nie wnikać. Wszystko jednak, co się wtedy wydarzyło, zamknęło mi drogę do jakichkolwiek relacji z jego poprzednią żoną. Nie wyobrażam sobie spotkania z Mandaryną, dopóki nie usłyszę publicznego „przepraszam” po oskarżeniach, jakie padły pod moim adresem.

– Ale z dziećmi Michała i Mandaryny się widujesz?
Anna Wiśniewska:
Oczywiście – dzieciaki są cudowne. Mądre, chociaż to jeszcze maluchy. Nie komentują naszego życia. Dla nich nie jestem jakąś tam macochą ani ciocią, tylko po prostu Anią. Teraz były przez weekend, by poznać najmłodszą siostrzyczkę. Xavier i Michał żartują, że są jedynymi mężczyznami w tej rodzinie, więc muszą się trzymać razem. Jestem świadoma tego, że dzieci w miarę upływu czasu będą zadawać coraz więcej pytań. Mnie też. Będę mogła powiedzieć im szczerze, że dla mnie słowo „rozwód” brzmi naprawdę dramatycznie. Może dlatego, że wychowałam się w pełnej rodzinie – moi rodzice są ze sobą 30 lat i nigdy żaden kryzys nie zagroził trwałości ich małżeństwa.

– Powiedziałaś to Michałowi?
Anna Wiśniewska:
On o tym wszystkim wiedział. Wiedział też, że dla mnie nie jest problemem, iż mężczyzna, z którym się wiążę, ma dzieci.

– Co więc było problemem?
Anna Wiśniewska:
Widzisz, ja byłam przerażona, gdy mówił o ślubie i wspólnym życiu. Nie dlatego, że w ogóle tego sobie nie wyobrażałam. Tylko do bycia z kimś podchodziłam bardzo tradycjonalnie i zachowawczo. Zawsze myślałam, że najpierw trzeba się jakoś spotykać, chodzić ze sobą do kina, do parku, trzymać się za ręce itd. I dopiero potem wyznać sobie miłość i zacząć rozmowy o przyszłości. A u nas to potoczyło się bardzo szybko. Teraz, po prawie trzech latach, o wiele lepiej rozumiem Michała, wiem, że on nie chciał być ze mną tak po prostu, żeby tylko przykleić plaster na rany. On naprawdę chciał mieć żonę, dzieci i szczęśliwy dom. I spieszył się. Może na początku to mnie przeraziło, lecz teraz dodaje mi pewności, że on naprawdę to ceni. Musiałam dojrzeć do jego wizji życia.
separator
Wyślij e-mailem
separator separator
Komentarze (0)
avatar
X

Logowanie

avatar

Nie masz jeszcze konta ?

Zarejestruj się




Zapomniałeś hasła?