Babyonline.pl
 
 
Rozwiń menu

Apel mamy: "Dzieci mają prawo do miłości. Rozmawiajmy o tym!"

| 14.09.2016, aktualizacja: 16.09.2016 | 0

"Jest tyle rzeczy, przed którymi musimy chronić nasze maluchy, że niewinne dziecięce zauroczenie jest ostatnią z nich" – napisała mama 2 dzieci. Zgadzacie się z nią?

separator
Wyślij e-mailem
separator
Oceń :
(1)
Nie ma nic złego w dziecięcej miłości
fot. Fotolia
Paige Wolf jest pisarką i ekomamą 2 dzieci. Opublikowała wpis, w którym zwraca się do rodziców: prosi, aby rozmawiali z dziećmi o uczuciach i nie lekceważyli dziecięcych zauroczeń i złamanych serduszek.

Małe dzieci mogą odczuwać wielką miłość

Pewnego dnia zobaczyłam, jak mój 6-letni syn tworzy najbardziej wymowny rysunek, pełen serduszek, tęcz i słów "Sam + Lydia". (Cóż, tak naprawdę napisał "Sam + Liyda"). Poinformował mnie, że mała blondyneczka w okularach jest jego sympatią i ją kocha. Chce jej dać dowód miłości i uwielbienia. Nie miałam nic przeciwko.

Czytałam kilka artykułów o rodzicach, którzy karali dzieci za posiadanie "dziewczyny", "chłopaka" czy "sympatii". Rodzice wdali się w dyskusję, tłumacząc, że to zbyt dorosłe, niewłaściwe i zakrawające o seksualność. Rozmawiałam nawet z rodzicami, którzy odmawiali udziału w podobnych dyskusjach, przyznając, że nie są gotowi, aby ich dzieci miały jakieś "sympatie".

Uważam, że rodzice powinni dać sobie z tym spokój. Jest tyle rzeczy, przed którymi musimy chronić nasze maluchy, że niewinne dziecięce zauroczenie jest ostatnią z nich.

Tak naprawdę, to przedszkolaki, które mówią o zaręczynach i ślubie nie wiedzą nawet, co to znaczy. Mój syn był zaręczony przez wszystkie przedszkolne lata. Z dziewczynkami, z chłopcami, czasem nawet z kilkoma osobami jednocześnie.

Poświęciliśmy sporo czasu na rozmowy. Wytłumaczyliśmy, że małżeństwo polega na wybraniu osoby, z którą chce się spędzić całe życie. To może być chłopiec lub dziewczyna, ale ostateczną decyzję podejmuje się dopiero jako dorosły. Nie, nie można poślubić własnej siostry.

Miałam swojego przedszkolnego "chłopaka". Udawał, że jest Supermanem, kiedy ja udawałam Lois Lane. Wiele lat później odnaleźliśmy się na Facebooku, śmialiśmy się z naszego romansu. Powiedział, że moja córka przypomina mnie z dzieciństwa. To chwyciło mnie za serce. [...] Chociaż to nie są dojrzałe związki pomiędzy dorosłymi, te uczucia są równie prawdziwe. Chcę zapoznać z nimi mojego syna.

Może on myśli, że jego koleżanka jest ładna i miła, może jest pod wrażeniem, że zdobyła tytuł "Uczennicy miesiąca". Oni po prostu lubią uśmiechać się do siebie i uciekać, krzycząc ze wstydu.

Moim zadaniem nie jest zabranianie miłości, bo jest na to za młody. Ale moim obowiązkiem jest wykorzystać tę dziecięcą miłość do rozmowy o granicach.

"Nie, ona wcale nie musi odwzajemniać twojego uczucia".
"Nie, nie możesz jej całować czy przytulać bez jej zgody".
"Tak, możemy ją zaprosić na twoje urodziny".

Rozumie, że każdy ma intymne części ciała, których nie pokazujemy. Szczerze mówiąc, on wciąż myśli, że dzieci powstają od trzymania się za ręce i myślenia życzenia. Chyba  będę musiała przeprowadzić z nim kolejną rozmowę i to jak najwcześniej.

Lubię słuchać tych podwórkowych ploteczek. Lubię słuchać, kto jest w kim zakochany, kto został porzucony, kto planuje wesele. Jeśli jego serce zostanie złamane, potraktuję to poważnie. Nie bez powodu nazywają to zauroczeniami. Bycie małym nie oznacza, że rozstanie jest mniej bolesne.

Rozmawiacie ze swoimi dziećmi o uczuciach? 

Czytaj także: Gdzie leżą granice rodzicielskiej miłości?

źródło: parent.co
separator
Wyślij e-mailem
separator separator
Komentarze (0)
avatar
X

Logowanie

avatar

Nie masz jeszcze konta ?

Zarejestruj się




Zapomniałeś hasła?