Babyonline.pl
 
 
Rozwiń menu

Stres? To nie ja! – mówi Barbara Kurdej-Szatan

| 26.09.2014, aktualizacja: 26.09.2014 | 1

Od kiedy Basia Kurdej-Szatan urodziła córkę, jej kariera nabrała tempa. Jak udaje się jej łączyć pracę i opiekę nad małą Hanią? – czytaj wywiad z aktorką!

separator
Wyślij e-mailem
separator
Oceń :
(2)
Barbara Kurdej-Szatan z córeczką
fot. ONS (kolaż SN)

Od kiedy Basia Kurdej-Szatan urodziła córkę, jej kariera nabrała tempa. Najpierw sukces w drugiej edycji X Factor, potem rola blondynki w reklamie sieci Play, po której pokochała ją cała Polska, a teraz serial „M jak miłość”, w którym gra jedną z głównych postaci. Jak widać, mała Hania przyniosła mamie szczęście.

Pamiętasz, jak to było trzy lata temu? Ciąża, do tego przeprowadzka, X Factor… Nie czułaś, że za dużo tego naraz?

Nie, zupełnie nie. Tak się złożyło, że na początku ciąży Rafał, mój mąż, dostał pracę w Warszawie, więc dla nas było jasne, że się przeprowadzamy, tym bardziej że już wcześniej tutaj trochę pomieszkiwałam. Ale fakt: przez nasze zawirowania pracowo-mieszkaniowe aż do końca 2. trymestru ciąży co miesiąc byłam
u innego ginekologa.

Gdzie zdecydowałaś się poprowadzić samą końcówkę ciąży?

W szpitalu przy ul. Madalińskiego, dobrym i państwowym. Zanim tam dotarłam, byłam u kilku warszawskich lekarzy prywatnie i to było fatalne doświadczenie. Np. jeden ginekolog, u którego wizyta kosztowała 200 zł, powiedział, że powinnam zgłaszać się u niego co dwa tygodnie, „bo przecież trzeba sprawdzać ciśnienie”. Drugi podobnie – gdy zapytałam o badanie USG w ciąży, wskazał mi chyba najdroższy gabinet w Warszawie! (śmiech).

Po urodzeniu Hani nie brakowało ci pomocy przy dziecku?

Miałam ją. Najpierw przyjechała do nas moja mama, potem mama Rafała. Zresztą Hania to łatwe dziecko. Mało płacze, ładnie śpi. Tak było od samego początku, oczywiście nie licząc okresu, kiedy miała kolki.

No tak, to może być koszmar.

Był, zwłaszcza że w tym czasie trwały próby do X Factora. Mój plan doby wyglądał więc tak: najpierw noc z płaczącym dzieckiem, potem cały dzień śpiewania... z Hanią na rękach. Na szczęście muzyka ją uspokajała, ale tak czy siak, to raczej wtedy czułam, że za dużo tego naraz.

Potem doszły jeszcze próby w teatrze Roma do „Deszczowej piosenki”.

Ale za to już się skończył X Factor i Hani kolki. Poza tym wtedy już ona była większa i miała nianię, a do tego w Romie udało się mojej koleżance i mnie wyprosić pokój dla matki z dzieckiem. Nawet w te dni, kiedy graliśmy spektakl, udawało mi się spędzać z Hanią dużą część dnia i jeszcze uśpić ją wieczorem po powrocie z teatru. Hania ma podobny tryb życia do nas: chodzi późno spać i dość późno wstaje.

Nie zasypiałaś wtedy razem z nią, podczas tego usypiania?

Zawsze! Cały czas tak mam: planuję, że gdy Hania zaśnie, to jeszcze powysyłam jakieś maile, popłacę rachunki, ale nigdy mi się to nie udaje.

Hania śpi razem z wami?

To zależy od dnia. Czasem śpi z nami, czasem sama w łóżeczku. Nie trzymamy się w tym przypadku jakichś sztywnych zasad.

A w innych przypadkach?

Zawsze kieruję się wyczuciem. Na szczęście po tacie mam w sobie dużo cierpliwości, a po mamie stanowczość – czasem przydają mi się cechy taty, a czasem mamy.

W Hani widzisz za to coś „swojego”?

Pewnie! Wszystkie te chwile, kiedy ona kaprysi, stroi miny – to cała ja. Mam tak samo, tylko, że do męża (śmiech).

A co córka robi, gdy widzi mamę na billboardach?

Cieszy się i krzyczy: „Mama, mama!”. Ostatnio gdy ją usypiałam, włączyłam na mojej komórce Youtube i oglądałyśmy jakieś kołysanki. Przed jedną z nich pojawiła się reklama Playa – i było po kołysankach. Hania chciała już tylko filmiki z mamą.

„Włączyłam Youtube”? Nie śpiewasz Hani sama?

Śpiewam, ale czasem z podkładem z Youtube'a. A czasem to Hania mi śpiewa – jeszcze nie umiała mówić, a już świetnie śpiewała. Wyobrażasz sobie, jak wbiło mnie w ziemię , gdy usłyszałam, że moje dziecko śpiewa „My Słowianie”?

Domyślam się. Łatwiej być pracującą mamą bobasa czy dwulatki?

Jest tak samo. Raczej nie jestem osobą, która na siłę szuka problemów, ale myślę, że pewien macierzyński stres nigdy mnie nie opuści. Zawsze będę roztrząsać, czy wszystko z Hanią jest dobrze, czy nie tęskni za mną.

W ciąży też już czułaś ten macierzyński stres?

Przede wszystkim czułam ciekawość, ale tak – stres też. Ja naprawdę nie jestem nerwowa, ale ciąża też nie jest takim ot, wydarzeniem, jak wyjście po bułki. Nie panikowałam: „Co to teraz będzie!”, ale nie mogę powiedzieć, że w ogóle się nie bałam.

Czego konkretnie? Wiele mam boi się utraty pracy.

Nie wiem dokładnie czego, ale na pewno nie tego, że zostanę bez pracy. W zawodzie aktora, czy ktoś jest w ciąży, czy nie, to i tak musi się liczyć z tym, że czasem nie ma pracy. Nigdy ze strachu przed zwolnieniem nie zrezygnowałabym z posiadania dziecka.

Jak łączysz pracę aktorki z macierzyństwem?

Wiem, że w reklamach gram roztrzepaną blondynkę, ale tak naprawdę jestem bardzo zorganizowana. Żyję z kalendarzem w ręku. Nie umiałabym się bez niego obyć, mając małe dziecko i pracę. Tak to już wygląda w tym dorosłym życiu. (śmiech)

Wywiad z Barbarą Kurdej-Szatan został opublikowany w 8. numerze „Mamo, To Ja” 2014 r. Sprawdź, co w najnowszym numerze „Mamo, To Ja”
separator
Wyślij e-mailem
separator separator
Komentarze (1)
avatar
X

Logowanie

avatar

Nie masz jeszcze konta ?

Zarejestruj się




Zapomniałeś hasła?