Babyonline.pl
 
 
Rozwiń menu

Bicie dzieci jest po prostu złe – czytaj wpis autorki bloga Hafija.pl

| 21.07.2014, aktualizacja: 21.09.2016 | 2

To jest wciąż palący problem – wystarczy zobaczyć komentarze na moim blogu pod wpisami na temat klapsów. Część komentarzy pochodzi od ludzi, którzy sami byli bici i do dziś się za nimi ta trauma ciągnie, a część – i to spora – pochodzi od zwolenników bicia. Piszą, że wymyślam. Że się czepiam. Że jeden klaps jeszcze nikomu krzywdy nie zrobił…

separator
Wyślij e-mailem
separator
Oceń :
(5)
bite dziecko
fot. Fotolia
Przemoc wobec dzieci nie dzieje się tylko w domach rodzin patologicznych lub dotkniętych chorobą alkoholową. Dzieci nie są bite tylko przez osoby skrajnie agresywne i nieodpowiedzialne. Przemoc fizyczna jest bardzo częstym gościem w polskich domach, tyle że większość bijących rodziców nie myśli o klapsie jako o przemocy.

„Mnie bito i wyszedłem na ludzi, teraz biję swoje dziecko” – to najczęstszy błąd logiczny popełniany przez rodziców stosujących kary cielesne. Nie można bić dziecka i jednocześnie „wyjść na ludzi”. Zdanie to powinno raczej brzmieć: „Mnie bito i nie umiem inaczej”.

Jest rzeczą wyjątkowo przykrą, że kara cielesna bardzo często na całe życie pozostawia w człowieku poczucie winy i nawet dorosłe osoby potrafią być przekonane, że na klapsy i kary cielesne w dzieciństwie zasłużyły, a ich rodzice mieli rację. Wyjątkowo ciężko jest powiedzieć sobie: byłem skrzywdzony przez własnych rodziców. O wiele łatwiej jest przyjąć winę na siebie. Jednocześnie jest to „wspaniałe” wytłumaczenie na stosowanie przemocy wobec własnego dziecka. I to jest chyba najbardziej przerażające.

Co rodzic może zyskać przez klapsa?

Rozładowanie SWOICH emocji kosztem nietykalności cielesnej drugiego człowieka.
Poczucie uzyskania szacunku w oczach dziecka – pozornie, bo strach to nie szacunek.
Poczucie, że jest panem i władcą, i poniekąd właścicielem dziecka.
Chwilowe opanowanie sytuacji.

..i tyle.

Stracić może o wiele więcej.

Bite dzieci wyrastają albo na powielających zaklęte koło przemocy domowej rodziców albo na osoby, które mówią:
  • Nigdy więcej.
  • Nie będę jak mój ojciec.
  • Nie będę jak moja matka.
Bijący rodzic może stracić szacunek dziecka, być dla niego nie ostoją miłości i bezpieczeństwa, a przerażającym człowiekiem, z którym żyje się pod jednym dachem. Bijąc swoje dziecko, stawiamy na szali jedyną w swoim rodzaju czystą i bezinteresowną miłość człowieka do człowieka – miłość dziecka do rodzica.

W Polsce dzieci są prawnie chronione przed biciem i klapsami – mało kto zdaje sobie z tego sprawę.

Kara fizyczna to kara, która polega na działaniu przekraczającym granicę nietykalności osobistej. Ma na celu zadanie bólu lub nieprzyjemnego, traumatycznego, destrukcyjnego doznania. Z tym bólem fizycznym niejednokrotnie wiąże się ból emocjonalny.

Art. 961 Kodeksu Rodzinnego i Opiekuńczego stanowi:
Osobom wykonującym władzę rodzicielską oraz sprawującym opiekę lub pieczę nad małoletnim zakazuje się stosowania kar cielesnych.
Konstytucja Rzeczypospolitej Polskiej, art. 40:
Nikt nie może być poddany torturom ani okrutnemu, nieludzkiemu lub poniżającemu traktowaniu i karaniu. Zakazuje się stosowania kar cielesnych.
Kodeks karny, art. 217:
Kto uderza człowieka lub w inny sposób narusza jego nietykalność cielesną, podlega grzywnie, karze ograniczenia wolności albo pozbawienia wolności do roku.


Dlaczego? Po co takie zapisy, a nie inne?

Ponieważ w naszym kraju bije się dzieci. Niecałe 30% rodziców zdaje sobie sprawę z tego, że bicie dzieci jest w naszym kraju zabronione. A reszta? Ponad 60% uznaje klaps za dobrą metodę wychowawczą, prawie 40% akceptuje lanie (źródło: OBOP).

Bicie dzieci jest zabronione w ponad 20 krajach świata. Taki zakaz stanowi podstawową ochronę nietykalności cielesnej i nienaruszalności praw człowieka - w tym przypadku praw dziecka.
Nie musimy się zgadzać z ustawą, która zakazuje stosowania klapsów, tak samo jak nie musimy się zgadzać z ustawą o podatku dochodowym i wieloma innymi przepisami prawa, ale skoro jest ono ustanowione, to czy nam się to podoba, czy nie, jesteśmy zobowiązani go przestrzegać.
separator
Wyślij e-mailem
separator separator
Komentarze (2)
avatar

peen
peen | 2014-10-22 19:56 Zgłoś komentarzZgłoś komentarz do moderacji

To jest straszne, ja krytykując klapsy na jednej z grup dla mam zostałam praktycznie zmieszana z błotem i zwyzywana. Usłyszałam, że nie ma matki, która by choć raz klapsa nie dała, a kiedy podałam na przykład siebie i moich rodziców, którzy również klapsów nie dawali, posądzono mnie o "pozowanie na idealną mamuśkę". To smutne, że są dalej ludzie, którym nie mieści się w głowie, że można po prostu nie bić swojego dziecka. I przeraża mnie publiczne poparcie dla klapsów (właśnie nie przyzwolenie, a poparcie). Pozdrawiam.

little-bigthing.blogspot.com

Odpowiedz

zeno44
zeno44 | 2014-07-23 13:09 Zgłoś komentarzZgłoś komentarz do moderacji

Łapa

Wszystko zapowiadało się wspaniale. Już z samego rana, kiedy wyjrzałem przez poranne okno żeby sprawdzić czy szanse na pogodny dzień, są zgodnie z zapowiedzią organizatorów zawartą w zaproszeniu. Wszystkie dane wskazywały bez żadnej wątpliwości, że faktycznie organizatorzy uroczystości, musieli załatwić pogodę gdzieś wyżej, bo dzisiaj zapowiadała się jako wymarzona. Poranne mgły dawno już opadły na pobliskie wzgórza, a wschodzące słońce odparowało całą wilgoć z tych mglistych postrzępionych kłębów, porannej waty.
Plac przed szkołą, wczoraj dokładnie wysprzątany, dzisiaj błyszczał w porannym nieśmiałym słońcu. I chociaż dobra pogoda nie jest wymagana, aby spotkanie po latach zależało od niej w największym stopniu, ale sam fakt, że idziesz na miejsce spotkania kiedy aura prowadzi cię w słońcu, ma duże znaczenie psychologiczne, emocjonalne i propagandowe. W dodatku o wiele lepiej prezentuje się na klapie marynarki odznaczenie za solidną pracę, wręczane w słonecznym blasku, niż w ponurej aurze przy zachmurzonym niebie.
Część uroczystości bowiem przewidziana była na zewnątrz budynku, gdzie odbędzie się ta najważniejsza, bo oficjalna część obchodów. Podobno dodatkowo przewidziano jakieś ognisko, więc i pieczone ziemniaki, może kiełbaski czy jeszcze coś innego. Teren szkoły okazał się bardzo rozległy. W mojej pamięci nie pozostał aż taki kawał ziemi, na którym przed laty rozpoczynałem pracę pedagogiczną. Budynek był dość rozsiadły i zajmował znaczną część terenu. Wiodły do niego dość szerokie schody i duże drzwi wieloskrzydłowe, ale czynne było tylko jedno skrzydło tego zestawu.
Poza samym budynkiem w ogrodzonej części, do szkoły należała oddzielne usytuowana sala gimnastyczna, boisko i rodzaj placu zabaw, gdzie uczniowie klas młodszych mogą przebywać w pogodne dni na lekcjach sprawności fizycznej.
Już z daleka dostrzegłem odświętnie ubranych przedstawicieli władz oświatowych, młodzież i licznie zgromadzonych rodziców. Nawet z daleka zobaczyłem sztandar prawdopodobnie dawnej mojej szkoły. Młodzież gimnazjalna i licealna prezentowała najnowsze trendy fryzjerstwa światowego i makijażu z najlepszych wybiegów modelek. Dziewczęta stojące na każdym narożniku, ucieszone zbliżającymi się przedstawicielami zaproszonych, uczynnie i nadgorliwie wskazywali i tak znaną drogę do wnętrza budynku, a potem do szatni, lub wystawionych na korytarzach szkolnych rocznicowych eksponatów. Wszelkie znaki na ziemi wskazywały, że kroi się nie lada uroczystość.
- Cześć stary belfrze, nie poznajesz dawnych znajomych – poczułem pociągniecie za łokieć.
- Trochę jednak przybyło ci lat, ale chyba więcej kilogramów, – tak, teraz poznałem Danusię, dawną moją koleżankę z początków naszej wspólnej zawodowej kariery. Choć słowo kariera, w zawodzie nauczycielskim należy rozumieć inaczej, niż w przypadku innych profesji.
- Poczekaj na mnie, pójdę tylko zostawić w szatni kurtkę - nawet byłem zadowolony, że spotkałem kogoś znajomego z dawnych lat.
Szatnia była zaimprowizowana za pierwszymi drzwiami gdzie, ustawiono w sali wieszaki, a chętne licealistki uniosły moją kurtkę w kierunku stojaka.
Z początku nie zwróciłem na nich uwagi. Siedzieli pod drugim oknem i na mój widok poderwali się z krzeseł - wyraźnie czekali na mnie. Łysy zerwał się z krzesła, a za nim jeszcze tych dwoje. Kiedy łysy zbliżał się do mnie, okularnica i siwy, podchodzili tuż za nim.
- Bardzo serdecznie pana witamy, Właśnie czekamy na pana specjalnie, bo mamy dla pana małą niespodziankę. Przed laty był pan naszym nauczycielem i chcieliśmy pana jeszcze przed samymi głównymi uroczystościami, zanim wręczą panu ordery i zaszczyty, poprosić w jedno miejsce, gdzie mamy dla pana niespodziankę. Myślimy, że po latach przypomni sobie pan dawne dobre, czasy.
To było miłe i zaskakujące, czymże zasłużyłem sobie na takie wyróżnienie, co też może stanowić ta niespodziewana niespodzianka. Wydało mi się to szczególnie cenne, bo tylko mnie spotkało takie wyróżnienie. Widocznie nie tylko władze państwowe doceniają moją pracę, ale szczególnie cenne jest to, jeśli dawni uczniowie potrafią samodzielnie wykazać wdzięczność. Łysy, okularnica, nie mówiąc o siwym, jakoś kojarzyli mi się z początkiem mojej pracy w tej szkole. Nie całkiem przypominałem sobie tych uczniów, ale wiadomo, że to uczniowie zapamiętują nauczycieli, bo jest ich przede wszystkim zdecydowanie mniej i to nauczyciel jest w czasie lekcji jeden, w dodatku ten najważniejszy, a uczniów wielu, często nawet za wielu.
- Tędy prosimy, tędy - łysy szedł przodem i kierował ten pospieszny orszak w kierunku dolnej kondygnacji. Kiedyś przed laty była tam kotłownia, ale dziś po tylu latach, rewolucji technologicznej, na pewno wymogi ekologii wymusiły wymianę baterii pieców węglowych EK-4, na nowoczesne gazowe, sterowane komputerem, piece przyjazne środowisku. Dzięki temu, pomieszczenia dawnej kotłowni dziś służą innym celom.
I rzeczywiście, poziom piwnicy dzisiaj służy do gromadzenia sprzętu sportowego. Nawet ślady dawniejszego przeznaczenia zniknęły całkowicie. Weszliśmy do ciemnej sali. Łysy zapalił światło, poczekał aż wszyscy wejdą, zamknął drzwi na klucz i skierował się za stojący pod przeciwległą ścianą stół. Zasiadł na środkowym krześle i wskazał okularnicy i siwemu miejsca obok siebie, dla mnie zobaczyłem stojące przed stołem samotne krzesło.
- Proszę siadać, niech pan usiądzie, bo mamy panu ważne rzeczy do powiedzenia, mamy z panem nierozliczone rachunki z dawnych lat – łysy stał za stołem, oparł swoje dłonie na krawędzi, jakby szukał koniecznych dla swego ciała punktów podparcia.
- Zaraz, zaraz, o co tu chodzi, ja bardzo przepraszam - póki co stałem, żeby choć formalnie mieć nad nimi jakąś wzrokową przewagę, - mam nadzieję, że zaraz dowiem się co znaczą te niepoważne żarty.
- Zaraz wszystko się wyjaśni – okularnica zetknęła wszystkie opuszki swych palców i stamtąd jak z włączonej elektrowni czerpała swoje siły.
- Czy przyznaje się pan do tego, że będąc nauczycielem w tej szkole dopuszczał się pan deptania godności uczniów poprzez to, że w chwilach kiedy nie radził pan sobie z uczniami najbardziej wartościowymi, niepokornymi, często nadmiernie pobudliwymi, czy po prostu zwykłymi łobuzami, karał ich pan karą chłosty? – przerwała i delikatnie włączała i wyłączała prąd z opuszków palców z niezwykłą precyzją.
- Dawno, dawno temu, kiedy pracował pan w tej szkole jako nauczyciel – siwy nie patrzył na mnie tylko opuścił głowę i mówił wpatrując się w swoje buty. Po tym geście rozpoznałem w nim chłopca, który przed laty siedział w rzędzie pod oknem i zawsze miał głowę opuszczoną.
– Jako młody nauczyciel, - ciągle patrzył w podłogę - żeby wykazać przewagę nad nami, którą i tak posiadał pan z racji swego statusu nauczyciela, ale nie umiał pan z niego korzystać i zamiast pozyskiwać sobie nas jako swoich sojuszników, czynił pan rzeczy niewychowawcze, mianowicie pozbawiał nas pan naszej dziecięcej godności poprzez bicie nas linijką. Bił pan młodszych, słabszych, uzależnionych od siebie dzieci, co jest po prostu zwykłą hańbą. I dlatego dzisiaj, kiedy za chwilę zostanie pan udekorowany państwowymi orderami, my również mamy dla pana odznaczenie.
Teraz zobaczyłem leżąca przed łysym linijkę.
- Proszę podejść do stołu – łysy powiedział to jakoś inaczej. Poczułem taki mętlik w głowie, że dotychczasowy podniosły nastrój został w jednej chwili całkowicie zrujnowany. Nie mogłem się ruszyć z wrażenia.
- Podejdź do stołu - usłyszałem trójgłos moich dawnych uczniów. Łysy wstał, teraz zobaczyłem, że jest wielkim, potężnie zbudowanym facetem, wziął linijkę do prawej reki, lewą wysunął przed siebie w moją stronę i usłyszałem to polecenie znane z dawnych lat,
- ŁAPA …
Na dziedzińcu utworzono odświętny szpaler na czele ze sztandarem szkolnym. Zgromadzeni dawni uczniowie, koledzy nauczyciele, rodzice i przedstawiciele władz państwowych z niepokojem oczekiwali na rozpoczęcie uroczystości. Słońce ze wstydu schowało się za chmurami. Szukałem łysego, okularnicy i siwego – na próżno.
- Gdzie się podziewałeś tyle czasu – Danusia była zaciekawiona.
- Odbierałem od z moich dawnych uczniów ważną lekcję wychowawczą.

Odpowiedz
X

Logowanie

avatar

Nie masz jeszcze konta ?

Zarejestruj się




Zapomniałeś hasła?