Babyonline.pl
 
 
Rozwiń menu

Magda Mrozek, autorka bloga Matka wygodna – wywiad z blogerką

| 29.09.2014, aktualizacja: 29.09.2014 | 0

Magda Mrozek to kobieta orkiestra! Pisze superpoczytnego bloga „Matka Wygodna”, organizuje spotkania blogerek, działa na rzecz poznańskich mam. Uwierzycie, że jeszcze trzy lata temu nie miała pracy i pomysłu na życie?

separator
Wyślij e-mailem
separator
Oceń :
(1)
Matka Wygodna: Magda Mrozek
fot. mat. prasowe

Uwierzycie, że jeszcze trzy lata temu Lena była samotną mamą, bez pracy, znajomych i pomysłu na to, gdzie chce mieszkać i co chce robić w życiu? Tak – mnie też było w to trudno uwierzyć. Magda to żywy przykład na to, że nie ma takich życiowych dołów, z których nie można byłoby się wygrzebać – trzeba tylko – to banalnie brzmi, ale sprawdza się w praktyce – wierzyć w siebie.

Dzisiaj Lenę znają prawie wszyscy w parentingowej blogosferze i to nie tylko dlatego, że pisze świetnego bloga, lecz także dlatego, że jest współorganizatorką spotkań dla blogerek, np. B(L)OGinie. Poza tym działa lokalnie, na rzecz poznańskich mam, do tego jest copywriterem-freelancerem, pełnoetatową mamą dla dwóch synów, doulą – czyli mówiąc jednym słowem (a w zasadzie to dwoma): wulkanem energii. Nawet jak stoi, to biegnie.

Zapraszam na jej bloga: Matka wygodna, na którym Lena przekonuje, że matka wygodna to też człowiek!

Jesteś blogerką i pełnoetatową mamą...

Jestem mamą pełnoetatową, ale zawsze mówię, że najpierw jestem kobietą, a potem dopiero mamą. Wiele kobiet zatraca się w macierzyństwie, w momencie kiedy rodzi się im dziecko, dostają pieluszkowego zapalenia mózgu. U mnie tak się nie stało. Wręcz przeciwnie, u mnie macierzyństwo dało mi kopa, żeby zrobić coś z samą sobą: zaczęłam pisać, zaczęłam bardziej wychodzić do ludzi, interesować się nowymi rzeczami, np. fotografią.

Na twoim blogu jest też zakładka „Doula”. Czy to twoje własne macierzyństwo było bodźcem do zajęcia się doulowaniem?

Co dziwne nawet dla mnie, zostałam doulą, czyli asystentką rodzącej, jeszcze zanim sama byłam w ciąży, a raczej zanim jeszcze dowiedziałam się, że jestem w ciąży. Mieszkałam wtedy w Anglii i znajoma, która była w ciąży, nie umiała angielskiego, więc poprosiła, żebym towarzyszyła jej na badaniach i była z nią podczas porodu. Tak się to zaczęło i ciągnie się do dziś. Bycie doulą bardzo rozbudowało mnie jako człowieka. To piękny zawód.

Wiele lat mieszkałaś w Anglii, tam urodził się twój starszy syn. Wróciłaś, bo zatęskniłaś za Polską?

Wyjechałam, gdy miałam 23 lata z myślą, że chcę mieć dziecko, a w Polsce nie było mnie na nie stać. Po pięciu latach wróciłam do Polski z trzyipółletnim synem, bo rozstałam się z jego tatą. Zaczynałam właściwie od nowa i musiałam mocno wziąć życie za łeb. Pochodzę z bardzo małej miejscowości i wiedziałam, że jeśli tam zostanę, to nie będę miała żadnych szans na rozwój, więc przeprowadziłam się do Poznania. Nie znałam tam nikogo, ale dałam sobie rok na ogarnięcie rzeczywistości. Znalazłam pracę, przedszkole dla syna. Byłam przed trzydziestką i zaczynałam prawie wszystko od nowa.

Wtedy jeszcze nie pisałaś bloga?

No coś ty, nie miałabym na to czasu. W tamtym okresie nieraz musiałam się mocno organizować, żeby umyć włosy! Ale choć nie pisałam bloga, to jedynym moim kontaktem ze światem był internet. Po roku mieszkania w Poznaniu poznałam mojego dzisiejszego męża. Na początku nie byłam przekonana do bycia z kimkolwiek w związku, wydawało mi się, że nie mam prawa wprowadzać nikogo nowego w życie mojego dziecka, ale w końcu dotarło do mnie, że muszę też myśleć o sobie, bo za kilka lat ono wyjedzie na studia, a ja zostanę sama z jakimś kotem na kolanach, na którego zresztą mam alergię. Bloga zaczęłam pisać po urodzeniu drugiego syna. Któregoś dnia po porodzie mój mąż zapytał mnie, co bym chciała w życiu robić, skoro już mam dość pracy w marketingu. Powiedziałam, że pisać, więc on otworzył mi komputer i powiedział: „No to pisz”.

Nie rezygnuj z siebie! - felieton Matki Wygodnej specjalnie dla Babyonline.pl.

Co ci daje pisanie bloga?

Hmm, ale w kolejności od najważniejszego? To najpierw chyba byłoby oderwanie od rzeczywistości. Albo nie: najważniejszy będzie jednak kontakt z ludźmi: rozmowy, wymiany opinii, ale też spotkania zupełnie w realu, tak jak np. z Martą, (autorką bloga Matka nie wariatka). Znajomość z nią też zaczęła się przez przypadek, a teraz to jest taka przyjaźń, że nieraz śmiejemy się, że się razem zestarzejemy. Znamy swoje dzieci, znamy swoich mężów. Kolejną rzeczą, jaką daje mi blog, w sumie tak samo ważną jak dwie poprzednie, to możliwość wypowiedzenia się i poznania lepiej siebie i innych ludzi.

separator
Wyślij e-mailem
separator separator
Komentarze (0)
avatar
X

Logowanie

avatar

Nie masz jeszcze konta ?

Zarejestruj się




Zapomniałeś hasła?