Babyonline.pl
 
 
Rozwiń menu

Malwina Ferenz, autorka Dzieciowo.pl – wywiad z blogerką

| 08.09.2014, aktualizacja: 08.09.2014 | 0
separator
Wyślij e-mailem
separator
Oceń :
(1)
Dzieciowo mi, Malwina Ferenz
fot. mat. prasowe
„Dzieciowo mi” to nie jest grzeczny blog: czytelnicy wrażliwi na dosadne określenia wchodzą tu na własne ryzyko. Ale ci, którzy cenią poczucie humoru, na pewno się nie zawiodą! Przeczytaj wywiad z blogerką: o blogowych przyjaźniach, inspiracjach i skandalach w blogosferze.
Z autorką „Dzieciowo mi” pierwszy raz rozmawiałam dwa lata temu, kiedy pisałam artykuł o jej blogu do „Mamo, To Ja” . Na moje pytanie o przyczyny pisania bloga odpowiedziała wtedy:  „Po narodzinach pierwszej córki miałam tyle nowych doświadczeń i nowych refleksji, że czułam, że muszę to wszystko opisać, bo inaczej zwariuję!”. Na szczęście nie tylko nie zwariowała, ale udało jej się stworzyć coś naprawdę wielkiego.

Od razu ostrzegam: to nie jest grzeczny blog, ale raczej jeden z tych rogatych: z wyraźnie zaznaczonymi opiniami i pisany – że tak powiem – bardzo żywym językiem (czytelnicy wrażliwi na dosadne określenia wchodzą na własne ryzyko). Warto jednak wejść, nie tylko po informację, ale też dla przedniej rozrywki
„Dzieciowo mi” naprawdę się czyta!

Najczęstsza krytyka blogów parentingowych jest taka, że większość wygląda jak zwykłe pamiętniki, Twój blog jednak nigdy takim pamiętnikiem nie był, prawda?

Na pewno nie. Nigdy nie piszę: „Dzisiaj wstałam, zjadłam, moje dziecko powiedziało…”. Mój blog można różnie nazywać, ale na pewno nie pamiętnikiem.

A jak w takim razie? Portalem?

Nie, portalem też nie, choćby z tego powodu, że portale dążą do obiektywizmu – natomiast mój blog siłą rzeczy naznaczony jest subiektywnym spojrzeniem. Każdy z moich tekstów jest tekstem w 100 procentach blogowym: osobistym, wypływającym z mojego doświadczenia. Od samego początku recenzuję na blogu produkty okołodzieciowe i nigdy nie są to notki od producentów, ale moje własne opinie. Recenzje to bardzo wyraźny dział na „Dzieciowo mi”, ale nie dominujący. Mamy też – mówię „mamy”, bo wciągam w to też mojego męża – dział Kuchnia malucha, Ciąża czy Rozwój dziecka – i w zamieszczonych tam postach też bardzo wyraźnie widać moje subiektywne spojrzenie.

Kiedy rozmawiałyśmy dwa lata temu, pytałam Cię o blogerskie zarobki. Wtedy usłyszałam, że na waciki wystarcza, ale utrzymać z bloga się nie da. Tak samo jest teraz?

To akurat zupełnie się zmieniło, bo teraz utrzymuję się wyłącznie z pisania bloga, a ściślej mówiąc: z trzech blogów. Mogłabym określić się jako zawodowa blogerka, aczkolwiek brzmi to tak kosmicznie, że aż trzeba usiąść. Kiedy rozmawiałyśmy dwa lata temu, pisałam bloga wieczorami, a w ciągu dnia pracowałam w banku, najpierw jednym, potem drugim. W końcu już nie mogłam ciągnąć dwóch srok za ogon. Musiałam wybrać: albo zostaję w banku i moje blogi umierają, bo nie mam czasu na ich prowadzenie, albo odchodzę z banku i bloguję. Rozważyłam wszystkie za i przeciw i stwierdziłam, że jak nie teraz, to kiedy?

Jesteś jedyną blogerką, jaką znam, która utrzymuje się wyłącznie z bloga,  ale wiele blogerek, z którymi rozmawiałam, mówiło mi o pladze blogów parentingowych nastawionych tylko na zysk. Ostatnio Agata Legan, autorka bloga JJandthebear, mówiła o tym, że są blogerki, które już po miesiącu prowadzenia bloga piszą do firm z propozycją współpracy.

Rzeczywiście taki trend można zaobserwować, ale nie wydaje mi się, żeby takie blogerki spotykały się z dużym zainteresowaniem klientów. Ci poważni klienci kierują się raczej ku tym blogom, które wyróżniają się czymś z tłumu. Kiedy przeglądam blogi, to widzę, że jednak większość poważnych blogowych kampanii reklamowych odbywa się na takich blogach, które sama z czystym sercem mogłabym polecić. Takich, które są naprawdę porządnie prowadzone, pisane z pasją – sama chętnie bym się na nich reklamowała.

Przeglądasz blogi na zasadzie obserwowania konkurencji, czy uczestniczenia w społeczności?

Nie traktuję innych blogów jako konkurencji, chociaż powiedzmy sobie szczerze: zdrowa rywalizacja jest wpisana w blogowanie. Jeżeli prowadzimy bloga i chcemy zyskać popularność, to naturalne jest, że zauważamy innych, którzy chcą tego samego. To jest zupełnie normalne i nie ma się czego wstydzić.

A wracając do mojego pytania, czego blogerka z wieloletnim stażem szuka na innych blogach?

Przeglądam blogi, dlatego, że uważam, że to ubogaca mnie wewnętrznie i rozwija. Uczę się też wielu rzeczy, bo przecież nawet jako „wieloletnia blogerka” nie jestem alfą i omegą. Jest dużo rzeczy, które inni robią lepiej ode mnie. Np. kwestia zdjęć na blogu. To jedna z tych rzeczy, których wciąż się uczę, dlatego lubię popatrzeć, jak to robią inni – i nie chodzi tu, broń Boże, o kopiowanie, ale właśnie o naukę. Niezwykle pomocna była tutaj dla mnie Fashionelka, która co prawda nie prowadzi bloga parentingowego, ale która zamieściła raz kapitalną notkę, gdzie wyłożyła jak krowie na rowie zasady fotografowania potrawy. To naprawdę było świetne. A czy szukam poprzez blogi nowych znajomości? Hmm, ciężko powiedzieć. Mam trochę znajomych poznanych w internecie i potem w realu, mam też kilka znajomych blogerek, z którymi utrzymuję mailowe czy blogowe kontakty – ale szczerze mówiąc, szukanie nowych relacji poprzez bloga nie jest dla mnie celem samym w sobie. Choć owszem, myślę, że uczestniczenie w blogosferze to świetna metoda, żeby poznać bratnie dusze, który myślą podobnie, czują podobnie i śmieją się z podobnych rzeczy.

Czytaj wpis Malwiny Ferenz „Z dziećmi nic nie wiadomo” – specjalnie dla Babyonline.pl
separator
Wyślij e-mailem
separator separator
Komentarze (0)
avatar
X

Logowanie

avatar

Nie masz jeszcze konta ?

Zarejestruj się




Zapomniałeś hasła?