Babyonline.pl
 
 
Rozwiń menu

3 sprawdzone sposoby, jak okiełznać dwuletniego buntownika

| 16.09.2008, aktualizacja: 26.04.2015 | 6
separator
Wyślij e-mailem
separator
Oceń :
(2)
39167070.jpg
Jak przetrwać z dwulatkiem, który za wszelką cenę próbuje postawić na swoim albo głuchnie na zakazy i nakazy? Czy da się zachować spokój, być cierpliwym i znieść tak silne emocje dziecka? Swoje sposoby zdradzają trzy doświadczone mamy.
Kiedy koleżanka zadzwoniła do mnie o siódmej rano, prosząc o ratunek, bo w jej Wikę "wstąpiła jakąś istota z piekła rodem", powiedziałam, żeby się nie martwiła, bo pisk, płacz i krzyki od rana, to zupełnie normalne u dwulatka. I w dodatku mija. Naprawdę mija. Gdybym sprzedawała bilety na przedstawienia, które urządzał mój Bartek, gdy był młodszy, miałabym willę na Seszelach. I co? I nic! Wyrósł na pogodnego siedmiolatka, z którym (przeważnie) da się dogadać. Nie, nie znałam żadnego cudownego sposobu na bunt dwulatka. Próbowałam różnych: ignorowania, unikania kłopotów, odwracania uwagi – wszystko zależało od sytuacji. Raz pomagały, a raz nie. A jak radzą sobie inne mamy?

Zobacz też: Czy iść do psychologa ze zbuntowanym dwulatkiem?

1. Błyskawiczna reakcja

Agnieszka, mama dwuipółletniego Michała: 
Michał jest bardzo energiczny, chce wejść wszędzie tam, gdzie nie wolno, i nie zważa na żadne niebezpieczeństwa. Mogę powtarzać sto tysięcy razy, że nie wolno wbiegać na ulicę, a on i tak ciągle próbuje to robić. Nie mam wyjścia, po prostu go przytrzymuję, bo przecież nie pozwolę mu wpaść pod samochód. W takiej sytuacji nie ma czasu na dyskusje, tłumaczenie, nie może być również mowy o ignorowaniu takiego zachowania. Muszę synka po prostu ratować, a tłumaczę, że nie wolno, gdy już jest bezpieczny w moich ramionach. Próbowałam go karać po takich występach – tak jak Superniania, każąc mu na przykład siedzieć na ławeczce przez dwie minuty, ale to pomagało tylko na początku i szybko przestało robić na moim synku wrażenie.
Błyskawicznie reaguję także na placu zabaw, gdy sypie piaskiem. Pół biedy, kiedy posypuje nim własną głowę, ale nie pozwalam, by robił to innym dzieciom. Wtedy najczęściej mówię, że nie wolno tak postępować, a jeśli nie słucha, zabieram go z piaskownicy. Tego rodzaju rozwiązania stosuję jednak tylko wtedy, gdy nie ma innego wyjścia. Na ogół staram się działać „sposobem”. Jeśli na przykład nie chce opuścić placu zabaw, mówię mu, że po powrocie do domu będziemy robić coś, co bardzo lubi, np. podlewać kwiatki na balkonie. I oczywiście nie zapominam o tym, że mu coś obiecałam – dotrzymuję słowa.
  • Zalety: Przytrzymywanie dziecka, które próbuje wbiec na jezdnię albo zrobić coś równie niebezpiecznego jest jedynym rozsądnym wyjściem. Michał uczy się, że „nie” to znaczy „nie” i że trzeba ponosić konsekwencje własnego zachowania (jeśli posypuje się piaskiem kolegów, trzeba opuścić piaskownicę).
  • Wady: Mamie, która postępuje stanowczo, trudno znieść reakcje świadków. Patrzą ze zgrozą, jak trzyma za rękę płaczące i wierzgające dziecko, nie myśląc o tym, że gdyby go nie trzymała, mogłoby się znaleźć pod kołami auta.
Zobacz też: 7 sposobów na nieznośne zachowania dziecka

2. Stosowanie uników

Gosia, mama Kacpra (dwa lata i osiem miesięcy): 
Nie znam żadnego czarodziejskiego zaklęcia, które pozwala nam trzymać się z dala od awantur, po prostu staram się unikać kłopotów. Wiem na przykład, że mały uwielbia lizaki i że jeśli zabiorę go do supermarketu, na dobre utkniemy przy kasie. Synek będzie chciał mnie zmusić, bym mu kupiła coś słodkiego, ja będę odmawiać, a potem – wiadomo, awantura. Żeby uniknąć takiej sytuacji, jeśli tylko mogę, nie zabieram go do dużych sklepów. Kacperek zostaje wówczas pod opieką babci. Wszyscy są zadowoleni: mały nie jest narażony na pokusy (i nie wdycha zarazków), babcia ma wnuczka na wyłączność, a ja mogę spokojnie zrobić zakupy. Jeśli już muszę go zabrać, staram się, by przez cały czas miał jakieś zajęcie, na przykład pozwalam mu wkładać zakupy do koszyka. Kacper jest człowiekiem czynu – jeśli ma co robić, zachowuje się bez zarzutu. Gorzej, gdy zaczyna się nudzić. W piaskownicy mam inny sposób na zapobieganie problemom. Kacper – jak wiele dzieci w jego wieku – nie lubi i nie umie się dzielić. Dlatego, gdy jakieś dziecko chce się pobawić jego zabawkami, proszę, by dało mu coś w zamian. Mam też zabawki, które mogę zaproponować innym, gdy Kacper chce od nich coś pożyczyć.
  • Zalety: Stosowanie uników to dobra metoda, bo pozwala zapobiec awanturom.
  • Wady: Nie zawsze da się uciec przed problemem, nie każda mama może również skorzystać (tak jak Gosia) z pomocy babci, gdy musi iść na zakupy. Każde dziecko prędzej czy później i tak zetknie się z sytuacjami, które będą go frustrować i musi nauczyć się sobie z nimi radzić.
Zobacz też: Jak być szczęśliwą mamą zbuntowanego dwulatka?
separator
Wyślij e-mailem
separator separator
Komentarze (6)
avatar

Anna
Anna | 2010-09-18 18:40 Zgłoś komentarzZgłoś komentarz do moderacji

Cały Ten artykuł to chyba kpina. Robi matkom wodę z mózgu - za to zgodnie z duchem nowoczesnej pedagogiki.

Przytrzymywanie dziecka, które próbuje wbiec na jezdnię, albo zrobić coś równie niebezpiecznego jest jedynym rozsądnym wyjściem??? Niezabieranie dziecka, które jest rozwydrzonym bachorem do sklepu, aby uniknąć problemu - to jest jedyne wyjście???

Panie się kompromitują z każdą wypowiedzią.
Przytrzymywać 2-3-latka, zamiast po prostu dać mu w tyłek tak, żeby mu świeczki w oczach stanęły? Ach, zapomniałam. Dzięki naszym postępowym politykom i takim portalom - już (formalnie) inaczej nie można. Ale na szczęście w praktyce można, bo Polakom jeszcze do końca wody z mózgu nie zrobiono.

Wiecie co, moje wy "ekspertki", kształtowane przez Supernianię? Lanie od kochającego rodzica nigdy normalnemu dziecku nie złamało psychiki. Za to po laniu normalna matka już nigdy więcej nie musiała "przytrzymywać". Co więcej - gdy potem powiedziała "nie" - to znaczyło NIE. Były przypadki, że to ratowało życie. I działało - także później, gdy dzieciak miał 10 lat lub 15.

No ale po co te prymitywne, średniowieczne rozwiązania. Lepiej wychowywać przez rozmowę, tłumaczyć, negocjować z 2-latkiem, kar nie stosować (a jak już - to "posiedzenie na ławeczce"). A jak dzieciak chce się zabić to przytrzymywać - do oporu. I tłumaczyć... Choćby godzinę.

Tylko uważajcie Panie - za parę lat usłyszymy od światłych psychologów i pedagogów, że nawet przytrzymywanie dwulatka obniża mu późniejsze IQ.

Odpowiedz Pokaż odpowiedzi

Big Daddy
Big Daddy | Anna | 2010-09-28 10:32 Zgłoś komentarzZgłoś komentarz do moderacji

Jak to jest, że zawsze pod takim artykułem pojawiają się oświecone komentarze tych, co im mamusia i tatuś wbijali odruchy warunkowe tak, że im świeczki w oczach stawały. Niestety nie na tyle mocno, aby ich ze społeczeństwa wyeliminować, a tylko zamienić ich w prowokatorów i buraków. Remigiusz i jego alter ego Anna są typowym przykładem takiego zwierzątka. Myśli ta osoba, że jak z różnymi imionami napisze tę samą bzdurę, to stanie się ona bardziej prawdziwa. I tak rosną kolejne pokolenia bydlaków, którzy całe życie stosują zasadę, że jak się czegoś chce i ma przewagę, to najlepszą metodą jest danie po mordzie. Mam nadzieję, że moi synowie nie trafią na takich w szkole, bo nie mam ochoty się lać z niczyim tatusiem po tym, jak jego synuś wyląduję na dołku po próbie okradzenia mojego.

PS. Burak i idiota, bo pod 2 nickami wkleja ten sam tekst ;-)))

Odpowiedz

Remigiusz
Remigiusz | 2010-09-18 18:12 Zgłoś komentarzZgłoś komentarz do moderacji

Cały Ten artykuł to chyba kpina. Robi matkom wodę z mózgu - za to zgodnie z duchem nowoczesnej pedagogiki.

Przytrzymywanie dziecka, które próbuje wbiec na jezdnię albo zrobić coś równie niebezpiecznego jest jedynym rozsądnym wyjściem.

Otóż autorka wypowiedzi w ten sposób po prostu się kompromituje. Pani chce przytrzymywać 3-latka, zamiast po prostu dać mu w dupę tak, żeby mu świeczki w oczach stanęły? Droga Pani - to mu nie złamie psychiki - i już nigdy więcej nie będzie go pani musiała przytrzymywać. Co więcej - gdy pani powie "nie" - to będzie znaczyło NIE. To może mu uratować życie. I będzie działało także wtedy, gdy będzie miał 10 lat.

No ale po co te prymitywne, niehumanitarne rozwiązania. Lepiej wychowywać przez rozmowę, kar nie stosować, a jak chce się zabić to przytrzymywać - do oporu. Choćby godczinę. Niech pani uważa - za parę lat usłyszymy, że przytrzymywanie dwulatka obniża mu IQ.

Odpowiedz

ivan
ivan | 2010-05-10 14:34 Zgłoś komentarzZgłoś komentarz do moderacji

bardzo ciekawy artykuł jakby mnie samej dotyczył, do swiat tego roku moje dziecko bylo aniołkiem kazdy mi zazdroscił tak grzecznego dziecka. Po świetach w mojego synka wstapil diabeł, 02 kwietnia mały konczył 2 lata. Nic na niego nie działa, karny jeż juz nie robi wrazenia, czasami gdy mam dość zamykam go na 3 minuty w pokoju, ale zauwazyłam że to działa na 10-15 minut. W piaskownicy masakra rzuca piaskiem dookoła sioebie przy okazji na dzieci, proszenie nie działa, oczywiscie opuszczamy piaskownice nie buntuje sie tylko idzie na zjezdzalnie hustawke, a gdy wraca do piasku dalej robi swoje czesciej kopie ten piasek niz rzuca dzis wpadłam na pomysł i wziełam ze soba pilke gdy zaczelo sie kopanie noga piasek zaproponowałam ze pokopiemy piłke i razem z nim graliśmy w noge około 30 min. Potem mały grzecznie bawił sie w piasku z dziecmi juz nie miał ochoty a kopanie. Jezeli chodzi o ubieranie wstajemy rano i prosze aby Kacperek sam sobie wybrał ubranka ma wziac z szafy spodnie, koszulke, majteczki i skarpetki potem pomagam mu sie ubierac. Czasami tez wyjmuje ubrania dla mnie i męża lub mówi ze to co na sobie mamy jemu sie nie podoba. Nie opieramy sie i wkładamy to co maluch nam przyniesie zebysmy załozyli a musze przyznac ze jak na dwuletniego chłopca ma gust. Martwi mnie natomiast rzycanie wsystkim co jest w zasiegu jego rak w domu chodzi o zabawki bo tylko je rzuca. Zadne tłumaczenia nie pomagaja, zamykanie w pokoju też nie gdy jest ły potrafi mi niezle przyłozyc nawet w twarz męża przewaznie gryzie czasami aż do krwi. Niewiem co w takiej sytuacji zrobic. Jestem osoba ktora stara sie rozumiec dziecko potrafie sama sie w to dziecko przeistoczyc ale ten okres buntu mnie przerósln nie potrafie sobie z nim poradzic.

Odpowiedz

Anonim
Anonim | 2008-11-27 23:33 Zgłoś komentarzZgłoś komentarz do moderacji

nie moj synek konczy dazis 2 lata jest indywidualista moj naj wie3kszy probrem to zasypinie wieczorem godz 22 to maks w ezien spi 3 godz tak jakby odsypial zaległosci gdy go w poludnie budze za diabl nie chce wstac mowiqac nie niuniu pac w di n jest bardsz o aktywnym dzieckiem wiec wieczorem powinien spac ja juz estem zmeczona pomozcie dajci jakas rade

Odpowiedz

Isiak
Isiak | 2008-09-18 14:55 Zgłoś komentarzZgłoś komentarz do moderacji

Moj synek bedzie mial w grudniu dwa latka i jest buntownikiem pierwszej klasy. Widze w jego oczach czesto male iskierki przekory. To mnie czesto rosmiesza i jego ataki zlosci pokonuje sposobem- nie wysmiewaniem. Ostatnio po raz pierwszy rzucil sie na podloge w kuchni (na szczescie w domu) i patrzy na mnie z zainteresowaniem typu: i co ty na to? A ja wiele nie myslac tez rzucilam sie w ten sam sposob na podloge- tu nastapilo patrzenie intensywne w oczy czulam sie jakbym z nim walczyla na miecze- synek byl zdziwiony i w koncu zaczal sie usmiechac- wygralam ten pojedynek, czeka mnie jednak wiele takich sytuacji.

Odpowiedz
X

Logowanie

avatar

Nie masz jeszcze konta ?

Zarejestruj się




Zapomniałeś hasła?