Babyonline.pl
 
 
Rozwiń menu

Kochane dzieci! Nie, nie zrobię dla was wszystkiego!

| 21.04.2016, aktualizacja: 21.04.2016 | 9

Wiecie, że bardzo was kocham i powinnam powiedzieć, że zrobiłabym dla was wszystko... Tyle tylko, że to nieprawda! Jest kilka rzeczy, których dla was nie zrobię i wierzcie mi: tak będzie lepiej dla wszystkich.

separator
Wyślij e-mailem
separator
Oceń :
(2)
nie wyręczać dzieci przy jedzeniu
fot. Fotolia
Samo to, że czegoś chcecie, nie wystarczy. Chciałabym, żebyście wyrosły na fajnych ludzi: samodzielnych, szanujących bliźnich, odmienność i ciężką pracę. Dlatego właśnie nie mogę dołączyć do chóru rodziców powtarzających jak mantrę, że dla swoich dzieci zrobiliby wszystko. Oto, czego dla was (ani za was!) nie zrobię – lepiej przeczytajcie tę listę już teraz i nawet nie proście. Zaoszczędzi to nam łez, ataków histerii, frustracji i woli ucieczki z cyrkiem (wy) lub przystojnym wokalistą pewnego amerykańskiego zespołu (ja).

1. Nie pokroję parówki

Ten obraz pozostanie ze mną do końca życia: siedzimy przy stole w większym rodzinnym gronie, a jeden z ojców pyta swoją 12-letnią córkę, obrażoną na cały świat, czy pokroić jej parówkę. Wstrząsnęło to mną do głębi i to właśnie wtedy postanowiłam, że muszę bardziej przyłożyć się do waszej edukacji. Dlatego kiedy niedawno, droga córko, strzeliłaś focha, że podałam ci makaron z niewymieszanym sosem, wiedziałam, że już nigdy nie podam ci go inaczej. Krójcie swoje parówki! Mieszajcie makaron. Smarujcie chleb masłem. Macie sprawne ręce, ćwiczcie motorykę. Wierzę w was. Ku chwale rodziny!

2. Nie poniosę tornistra

Do szkoły podstawowej miałam 3 km, które każdego ranka pokonywałam pieszo. Już od pierwszej klasy chodziłam sama, z koleżankami mieszkającymi w sąsiedztwie. Te spacery były genialne! Mam tyle historii z tego czasu (Kasiu, Iwono, pamiętacie kładkę nad "plantacją bananów"?!) i koniecznie muszę wam je kiedyś opowiedzieć. I tak sobie szłyśmy codziennie pod górkę, pod wiatr, w deszczu zacinającym w nasze przemarznięte twarzyczki (buty miałyśmy!), a na naszych 7-letnich plecach - o zgrozo! - tornistry.
Wiecie, kiedyś to były takie tornistry, których nikt nie ważył – nawet puste były cięższe od tych współczesnych, a że w szkole nie było szafek na podręczniki, już w pierwszej klasie nosiłyśmy wszystkie elementarze i kajety ze sobą. Tam i z powrotem, w sumie 6 km dziennie. Dlatego nie, nie uważam, że coś się stanie, jeśli przez te 2 minuty spaceru do waszej podstawówki, poniesiecie swoje plecaki wypełnione piórnikami, śniadaniówką i rysunkami ze świetlicy. Sorry. Z drugiej strony, wy mojej torebki z połową dobytku też nie nosicie, prawda?

3. Nie kupię nowego zestawu Lego, kiedy zgubicie jeden klocek

Trochę jestem rozdarta. Z jednej strony serce pęka mi z dumy i wzruszenia, kiedy widzę, jak wspaniale razem bawicie się klockami, budujecie te swoje krainy, pułapki na smoki i klatki dla królików, z drugiej ten wieczny bałagan towarzyszący waszej zabawie rozkłada mnie na łopatki. Nawet fajnie, że bałaganicie, wszak wasza mama też do największych pedantek nie należy i coś tam przez pół życia mruczała rodzicom o artystycznym nieładzie (nie powiem wam za to, co sądzę o kaligrafii, bo naprawdę ładnie piszecie! Niechybnie po tacie). Dużo gorzej jednak, że co tydzień musimy przechodzić przez to samo piekło, kiedy macie posprzątać.
I pamiętasz, synku, kiedy zabrałeś do przedszkola ten mini-pojazd z Chewbaccą, a ja powiedziałam, żebyś tego  nie robił, bo klocki mogą się pogubić? A pamiętasz, że właśnie tak się stało? No właśnie. Nie kupię ci nowego. Chcę, żebyście byli odpowiedzialni za swoje rzeczy. Jeśli chcecie mieć bałagan, proszę bardzo, ale nie przychodźcie do mnie z płaczem, że coś zgubiliście. Nie, te rzeczy nie zostaną zastąpione swoimi klonami (nowymi rzeczami za to pewnie tak, bo babcie nie są skłonne odpuścić).

4. Nie podrzucę wam do szkoły zapomnianych rzeczy

Raz – dobrze. Drugi raz? Z pewnym oporem. Ale jeśli znowu zapomnicie swojego zeszytu, projektu, klapków na basen lub całego tornistra*, nie wrócę się do domu po to, żeby go wam przywieźć. Ustalmy pewne zasady: ja dbam o to, żebyśmy wstali o odpowiedniej porze, żebyście zjedli swoje śniadanie, a zimą wypili też ciepłe mleko przed wyjściem i żebyście stawili się w szkolnej szatni przed dzwonkiem. Zapewniam wam też garderobę i prowiant do szkoły. Ale swoje zadanie w kwestii pamiętania o zabraniu ważnych rzeczy, uważam za wypełnione w momencie, kiedy zadaję pytanie: "Projekt/klapki/zeszyt spakowany"?.  Odpowiedzialność, znowu. 
* dla ewentualnych postronnych czytelników: tak, moja córka zapomniała całego tornistra do szkoły. Nie zapomniała za to o ulubionej zabawce, którą chciała tego dnia pokazać koleżankom. Tak, to był ten drugi raz: dowiozłam.

5. Nie rozwiążę konfliktu z kolegą

Powiedzmy to sobie jasno: będę zawsze stać po waszej stronie, kiedy ktoś wyrządzi wam krzywdę. Nie zgadzam się jednak na rozwiązywanie waszych konfliktów z koleżankami i kolegami o to, że któraś z was rozsypała drugiej kredki, a kolega stwierdził, że Star Wars to nuda. Jeśli z tego powodu zamierzacie gniewać się na siebie przez kolejne pół roku: trudno. Mogę wam za to obiecać, że zawsze was wysłucham, kiedy martwicie się konfliktem z rówieśnikami, mogę coś doradzić, jeśli będziecie tego potrzebować i mogę wam udzielić wsparcia.
W życiu będzie wiele sytuacji konfliktowych, z którymi przyjdzie się wam zmierzyć,  dlatego to właśnie teraz musicie zacząć się uczyć, jak sobie radzić w tych momentach. W przyszłości też nie porozmawiam w waszym imieniu z waszym szefem, współpracownikiem, panią w mięsnym ani partnerem/partnerką.

6. Nie będę zawsze stać po waszej stronie

To może brzmi bardzo dosadnie i sama źle się czuję pisząc te słowa, bo oczywiście, że będę po waszej stronie, kiedy będzie wam źle (patrz wyżej). Ale jeśli potraktujecie kogoś z pogardą, wyszydzicie, zrobicie mu przykrość, nie zawaham się powiedzieć, że to było niewłaściwe. Mogę też od was wymagać, żebyście przeprosiły osobę, wobec której zachowaliście się źle.
Kiedyś – podczas tej wspomnianej już wędrówki do szkoły – wpadłam z koleżanką na fantastyczny w swej złośliwości pomysł: rozrzuciłyśmy w ogrodzie nielubianego sąsiada kapustę kiszoną (no tak, w tych zamierzchłych czasach, jedną z naszych ulubionych przekąsek nie były chipsy lecz kupowana w sklepiku kapusta na wagę. W papierowej torebce, którą też wrzuciłyśmy do ogrodu! Tak wiem, wy nie lubicie kapusty). Sąsiad poskarżył mamie, a ona kazała mi iść go przeprosić. Czułam się wstrętnie i byłam wściekła, że każe mi to zrobić. Ale czy miałam złe intencje zaśmiecając jego wypielęgnowany trawnik? Tak. Czy należały mu się przeprosiny? Tak. Myślę, że powinniśmy brać odpowiedzialność za swoje działania i chciałabym, żebyście się tego nauczyły teraz, żeby w przyszłości być lepszymi partnerami, przyjaciółmi i ... rodzicami.

7. Nie odrobię zadania

Tak, znam bardzo dobrze angielski i mogłabym zrobić to ćwiczenie za was, ale szczerze mówiąc – nie chce mi się. Poza tym ja już swoje zadania domowe odrabiałam. Nie jestem nawet w stanie zliczyć, ile ich było! Teraz wasza kolej. Na dodatek jestem taka retro (a może zwyczajnie uciążliwa), że uważam, to za niewychowawcze. Innymi słowy: chętnie wam coś wytłumaczę, ale nie odrobię za was zadania domowego. Nie narysuję też rysunku do szkoły, nie napiszę opowiadania, nie wykonam miesięcznej mapy pogody w mieście stołecznym Warszawie, którą musicie przynieść na zajęcia z przyrody. Hej! Edukacja to praca! Ja też mam różne zadania, zauważyliście?

8. Nie kupię wam komputera, tabletu i telefonu

Co!? - zakrzykniecie niczym babcia Patryka z jednej z waszych ulubionych książek. Spokojnie, teraz wam nie kupię. Za rok czy dwa raczej też jeszcze nie. Uważam, że wystarczy wam tyle czasu z technologią, na ile pozwalam wam teraz. Ba! Może was to zmartwi, ale poczytuję sobie za wychowawczy sukces to, że potraficie się bawić analogowo. A kiedy już nie będzie się dało dłużej uniknać tematu komputera w dziecięcym pokoju, znajdę sposób na to, żebyście nie spędzali przed ekranem całych popołudni. I tak, wtedy też będę kontrolować to, co robicie w sieci i w jakie gry gracie.  Pomyślcie za to jakie to fajne, że dzięki tym rodzicielskim restrykcjom uważacie teraz wyjście do lekarza za świetną przygodę – w końcu można pograć w poczekalni na telefonie mamy!

9. Po 13. urodzinach przestanę was wypuszczać z domu

Dobra, żartowałam, tak naprawdę to chciałabym, żebyście zamieszkali na stancji tudzież w innej bursie od razu po maturze, żeby doświadczyć samodzielnego studenckiego życia (i trochę też dlatego, że planuję wtedy robić te wszystkie egoistyczne i samolubne rzeczy, dla których teraz nie ma sprzyjających warunków: będę podróżować, chodzić do teatru, kina, robić kolacje dla przyjaciół, spotykać się z koleżankami w kawiarni przy filiżance rumianku itd., itp.).
Musicie jednak liczyć się z tym, że będę dużo bardziej  kontrolującym rodzicem niż kiedyś moi i w szkole średniej najprawdopodobniej będziecie musieli się nieźle nagimnastykować, żebym was puściła w podróż po Europie z grupą rówieśników, festiwal nad morzem czy inną 18-tkę w górach. Dlaczego? Bo ja jeździłam, bywałam, miód i wino pijałam. I szczerze mówiąc, teraz myślę, że najważniejszym zadaniem dla nastolatków i ich rodziców jest przetrwanie. Dosłownie. Spotkajmy się po drugiej stronie: po 25 r.ż. jest już nieźle, tak około 30-tki będzie już bardzo dobrze, ale grunt to nie zginąć w wieku nastoletnim! I ja się o to zatroszczę, możecie być pewni. 

Pewnie mogłabym tak jeszcze długo, ale najważniejsze punkty chyba już wyliczyłam... Tak poza tym to oczywiście kocham was nad życie i zrobiłabym dla was prawie wszystko!

Zobacz też:
separator
Wyślij e-mailem
separator separator
Komentarze (9)
avatar

mtp
mtp | 2016-07-14 16:45 Zgłoś komentarzZgłoś komentarz do moderacji

jeszcze - jak widzę tych rodziców noszących plecaki dzieciom to mi się aż coś dzieje."bo takie zmęczone są" tak? a potem takie dziecko jako młody człowiek nie ustąpi miejsca starszemu w tramwaju bo przecież jest zmęczone i ma prawo tam siedzieć! inni się nie liczą, przecież ONO zawsze było najważniejsze, to jemu usuwali z drogi wszelkie NORMALNE przeszkody... zgrozo...

Odpowiedz

mtp
mtp | 2016-07-14 16:43 Zgłoś komentarzZgłoś komentarz do moderacji

a do autorki Ki - owszem, noszenie plecaka, wyręczanie dziecka przy najmniejszych i najbłahszych rzeczach - wpłynie na jego charakter. "dziecko się zablokuje, zamknie" oj oj oj.... biedactwo. Podstawą wychowania jest dialog i wspieranie, a nie WYRĘCZANIE droga Ki :) Tak samo, Pani Patrycjo - artykuł jest napisany dla dorosłych i takim językiem, który każdy inteligentny człowiek przekuje na odpowiednie słowa których użyje wobec dziecka. Jest w stylu ironicznym - słyszała Pani o takim czymś? :) oczywiście, że innym językiem zwrócimy się do dziecko, tu chodzi bardziej o sedno sprawy i dosadność języka, za który autorkę podziwiam i gratuluję!

Odpowiedz

mtp
mtp | 2016-07-14 16:39 Zgłoś komentarzZgłoś komentarz do moderacji

popieram - normalna matka

Odpowiedz

Kat.T
Kat.T | 2016-04-25 13:13 Zgłoś komentarzZgłoś komentarz do moderacji

Uff, wreszcie jakaś normalna matka :-D Ale niektóre komentarze mnie rozwalają - naprawdę nie pokrojenie dziecku parówki czy brak pomocy w niesieniu tornistra przez kilka minut przekłada się Wam na oschlość i brak matczynej miłości... I jeszcze poczucie wyższości matki?! Serio? A nie jest dla Was po prostu oznaką normalności i właśnie równości? Wow. To szacunek jeśli same naprawdę jesteście takie idealne i wspierające w każdej sytuacji, żeby nie powiedzieć przytłaczająco nadopiekuńcze i ze skłonnością do zatracenia samej siebie, bo przerysować sytuację można w obie strony... Dla mnie super napisane, lekko i przyjemnie się czyta i w 100% się zgadzam mimo że w praktyce zdarza mi się popełnić błędy nadopiekuńczości. No i co? Po prostu jestem nieidealnym człowiekiem i to co wiem w teorii nie zawsze wychodzi w praktyce i wcale nie mam o to do siebie pretensji. Najwyższy czas trochę wyluzować. Polska postawa moralizatorsko-pouczająca i krytykująca matek wobec siebie jest mocno irytująca. I ta wieczna świętość i idealizm, często właśnie tylko w teorii i w postach, bo wirtualnie łatwo udawać idealnego. Pozwólmy sobie być nieidealne. I różne. I ludzkie.

Odpowiedz

Nina
Nina | 2016-04-25 12:18 Zgłoś komentarzZgłoś komentarz do moderacji

Brawo! A WSZYSTKIE mamuśki które krytykują niech się zastanowią nad sobą.

Odpowiedz

Mar
Mar | 2016-04-25 09:39 Zgłoś komentarzZgłoś komentarz do moderacji

A ja zgadzam się z artykułem w 100 procentach!!! Artykuł jest napisany w sposób zabawny i z pewnym ironizmem nie należy go brać dosłownie.

Odpowiedz

Gośka
Gośka | 2016-04-24 21:47 Zgłoś komentarzZgłoś komentarz do moderacji

no niestety, zgadzam się z poprzedniczkami, po przeczytaniu artykułu czuję jakiś niesmak i współczucie dla dzieci autorki. nawet jeśli w przekazie jest jakiś sens, to jego forma jest nietrafiona, autorka sprawia wrażenie matki oschłej, samolubnej i takiej, której ja, jako dziecko, nie miałabym ochoty zaufać i z czegokolwiek się zwierzać, gdyby skierowała do mnie takie słowa. matka, która była by wstanie tak zwrócić się do swoich dzieci chyba czuję się od nich lepsza, ważniejsza, choćby tylko dlatego, że jest już dorosła. straszne :( ja mam dla swojej córki dużo więcej ciepła i szacunku dla jej niedoskonałości. nawet gdyby np była zapominalska i ciągle musiałabym jej coś podwozić do szkoły, to w razie możliwości robiłabym to. nikt nie jest nieomylny, zapomnieć czegoś z różnych powodów może się zdarzyć każdemu, więcej niż dwa razy...

Odpowiedz

Patrycja
Patrycja | 2016-04-24 14:35 Zgłoś komentarzZgłoś komentarz do moderacji

Każdy ma swoje zdanie. Szanuję Pani artykuł, aczkolwiek nie uważam, że krojenie parówki czy pomoc w niesieniu tornistra uczyni z mojego Dziecka niezdarę czy życiowego ciamajdę.
Może po prostu zbyt dosadnie napisała Pani cały tekst, może to kwestia doboru słów... nie wiem, ale nie podoba mi się Pani teoria.
Uważam, że lepiej jest tłumaczyć, starać się rozmawiać i wspierać dziecko. To ważne, żeby czuło, że zawsze może na mnie liczyć - na swoją mamę. "Kochanie, nie pokroję Ci parówki, bo jesteś już duży i możesz to zrobić sam. Wiem, że Ci się uda. Pokaż mi jak ładnie to robisz. W tą rączkę weź widelczyk i ciach! Super!" - chyba wygląda to lepiej od: "Już nigdy nie podam Ci tego dania inaczej!"

Odpowiedz

Ki
Ki | 2016-04-24 13:43 Zgłoś komentarzZgłoś komentarz do moderacji

Nie jestem w stanie czytac artykulow pisanych przez Panią - w kazdym jednym najwazniejsza jestem JA -MAMA!!!! Przeciez to, ze dziecko bedzie nioslo plecak przez 2min ogromnie wplynie na charakter dziecka - zdecydowanie mamusia nie powinna niesc plecaka a tym bardziej rozwoazac konfiliktow dziecka z kolega czy kolezanka. Bo przeciez jest pewna ze dziecko sie nie zablokujw, nie zamknie w sobie, nie bedzie balo ze np. Nikt nie bedzie.chcial sie z nim bawoc bo poklocil sie np. Z Tonkiem kory jest liderem klasy.. przeciez najwazniejsze zeby dziecko wiedzialo ze od najmlodszych lat mozna miec pos gorke. Nie chcialabym zebys byla moja matką.

Odpowiedz
X

Logowanie

avatar

Nie masz jeszcze konta ?

Zarejestruj się




Zapomniałeś hasła?