Babyonline.pl
 
 
Gry
Rozwiń menu

A może inne mamy radzą sobie lepiej ode mnie?

| aktualizacja: 12.12.2016 | 0

Czasami wydaje mi się, że wszystko robię tylko powierzchownie. Was też dopada refleksja, że innym jakoś łatwiej przychodzi dorosłość?

separator
Wyślij e-mailem
separator
Oceń :
(1)
wielozadaniowość
fot. Fotolia
Moja córka narysowała niedawno rysunek przedstawiający naszą rodzinę i swoje ulubione zabawki. Na obrazku była ona z podpisem "uśmiechnięta", był tata – żartowniś, płaczący młodszy brat i ja, czyli mama. Podpis pod moją, udaną skądinąd, podobizną głosił: "zmęczona mama". Także udany, przyznaję z żalem. Dodatkowo na rysunku stałam jedną nogą na poduszce. Oczywiście lewą.



Kiedy kolejnego dnia żonglowałam obowiązkami, które przychodzi mi wykonywać z racji wieku, pracy zawodowej i posiadania dzieci w wieku wczesnoszkolnym, naszła mnie refleksja, że może mnie po prostu brakuje jakiejś cechy, która sprawiałaby, że pamiętanie o wszystkim, dopinanie spraw na ostatni guzik, niezapominanie o ważnych sprawach, terminach i rzeczach do zrobienia, byłoby łatwiejsze i nie kończyłoby się wiecznym poczuciem, że na wszystko brak mi czasu i ciągle jestem w biegu? Może inne mamy radzą sobie lepiej? Może to ze mną coś jest nie tak?

Czy ja jestem wybrakowana?

Nie sposób być kobietą i nie być mistrzynią wielozadaniowości. Myślę, jednak, że odbywa się to dużym kosztem własnym, a to nie może być dobre. Moja sytuacja nie różni się jakoś szczególnie od sytuacji innych kobiet. Mieszkanie i wszystkie rzeczy z nim związane – zakupy, opłaty, sprzątanie, góra prania. Dzieci i wszystkie rzeczy z nimi związane – jedzenie, ubrania, szkoła, opłaty, czas i uwaga. Praca zawodowa – dojazdy, obowiązki, czas. Mężczyzna – samodzielny i dzielący ze mną część wymienionych wyżej obowiązków.

Skoro więc tyle innych kobiet obecnie, a wcześniej moja mama, ciotki, babcia i nieznajome kobiety, też mają i miały to wszystko do zrobienia, dlaczego ja mam ciągłe poczucie niedoczasu? Dlaczego zawsze chce mi się spać, o czymś nie pamiętam lub nie mogę się zrelaksować, bo jestem pewna, że o czymś zapomniałam? Może brakuje mi jakiegoś ważnego elementu, który sprawia, że płynnie wykonuje się swoje obowiązki i ma się czas na bycie wypoczętą?

Chcę spać!

Przyznaję, mam problemy ze snem, więc diagnoza postawiona przez moją córkę wydaje mi się wyjątkowo trafna i świadczy o dobrym zmyśle obserwacji. Ale jak tu się wyspać, kiedy codziennie trzeba wstać o 6.30, a pamiętam z czasów swej świetności (czytaj: młodości), że mój naturalny zegar każe mi się kłaść spać o 3.00 i wstawać o 12.00? No ale szkoła, praca – nie ma rady. Rekompensuję to sobie kładzeniem się do łóżka o 21.00, ale mój organizm wie swoje: za wcześnie do łóżka, za wcześnie do życia. Kojarzycie ten moment, kiedy otwieracie rano oczy i czujecie się wyspane? Ja też nie. 

Dodatkowo mam taki feler, że jeśli mam coś do zrobienia to źle sypiam. I nieważne, czy to coś jest ciężką pracą, czy oczekującym mnie miłym wydarzeniem – wystarczy, że coś przebudzi mnie w nocy, a ja pomyślę o tej sprawie i już mogę pożegnać sen do kolejnego wieczoru. Ostatnio przez 3 dni z rzędu budziłam się o 5.00 rano, bo cieszyłam się, że będziemy mieć dawno niewidzianych gości na weekend. W efekcie, kiedy goście przyjechali, ja padałam o 22.00, bo byłam skrajnie niewyspana. Super, naprawdę.

Weekend – ratunku!

No i weekend. Czekam cały tydzień na te 2 dni wolnego, żeby w końcu obudzić się później, odpocząć, spędzić fajnie czas z rodziną. I co? Budzę się o tej samej porze, co w tygodniu i nie mogę się zrelaksować, bo myślę, że jest tyle rzeczy do ogarnięcia. Sprzątam, gotuję, piorę, robię zakupy spożywcze na cały tydzień, poświęcam czas i uwagę dzieciom i mężczyźnie, nawet znajduję czas na film wieczorem i relaksującą kąpiel, ale weekend kończy się o 5 dni za wcześnie, a ja nadal w tyle głowy mam to, że jeszcze nie posprzątałam w szafach, nie starłam kurzu, nie zagrałam w obiecaną planszówkę i nawet nie zmyłam z paznokci odpryskującego lakieru. Kładę się spać w niedzielę wieczorem i znów jestem zmęczona i marzę o weekendzie. Czy ze mną jest coś nie tak?

Wiem, co robić, ale...

Wiecie, napisałam w swoim życiu kilka (-naście/-dziesiąt) tekstów poradnikowych, rozmawiałam z wieloma mądrymi ludźmi, którzy zawodowo zajmują się radzeniem innym, a mimo wszystko przychodzi ten moment, kiedy myślę, że brakuje mi jakiejś cechy, która sprawiłaby, że dorosłość przychodzi naturalnie i bez wysiłku. Tęsknię za czasem dla siebie i brakiem pośpiechu. Za tym, żeby nie trzeba było wydzierać życiu czasu na chwile z rodziną, chwile dla siebie, chwile na sen.

I pomyślałam sobie, że mimo tej wiedzy teoretycznej, którą z większym lub mniejszym powodzeniem, stosuję w praktyce, przydałoby się odwrócenie ról: może podpowiecie mi, jak się nie przejmować tym, że tyle rzeczy nadal niezrobionych, że o czymś na pewno zapomniałam i że znowu nie odpoczęłam? A może podpowiecie mi, jak zacząć ogarniać perfekcyjnie rzeczywistość? I napiszcie mi, proszę, czy inne mamy naprawdę radzą sobie lepiej? Czy Wy też tak miewacie jak ja? Powspierajmy się trochę, co Wy na to?

Zobacz też:
separator
Wyślij e-mailem
separator separator
Komentarze (0)
avatar
X

Logowanie

avatar

Nie masz jeszcze konta ?

Zarejestruj się




Zapomniałeś hasła?