Babyonline.pl
 
 
Rozwiń menu

Te zabawki nie służą dzieciom do zabawy, tylko rodzicom do spełniania marzeń

| 30.03.2016, aktualizacja: 01.04.2016 | 1

Zwykła zabawka to dziś za mało. Od klocków, puzzli, gier, maskotek oczekuje się, że zapewnią dobry rozwój i życiowy sukces. Czy zabawki edukacyjne, kreatywne, interaktywne dadzą dziecku to wszystko, co obiecują modne przymiotniki w ich nazwie?

separator
Wyślij e-mailem
separator
Oceń :
(3)
zabawki kreatywne, zabawki interaktywne, zabawki edukacyjne, zabawki dla dziecka, puzzle, klocki, zabawki elektroniczne
fot. Fotolia
Na forum internetowym zatroskana mama pyta: „Czy warto inwestować w zabawki edukacyjne?". Inwestować, czyli w domyśle: kupować, ale nie dlatego, że chcemy sprawić przyjemność dziecku, i nie po to, aby miało się czym bawić, tylko dlatego żeby w przyszłości mieć z tej inwestycji jakiś zwrot. Czy rzeczywiście zabawki, których nazwy bardzo dużo obiecują, spełnią pokładane w nich nadzieje rodziców?

Edukacyjna, czyli lepsza?

To chyba najbardziej rozpowszechnione określenie wielu nowoczesnych zabawek, które mają zaspokoić jedną z największych potrzeb współczesnych rodziców – dobry rozwój dziecka. Zabawka edukacyjna ma łączyć przyjemność zabawy z nauką. Czy to czyni? Eksperci są bardzo ostrożni. Naukowcy ze szwedzkiego International Toy Research Centre w Sztokholmie wprost twierdzą, że nie ma żadnych naukowych dowodów, które potwierdziłyby istnienie czegoś takiego jak zabawka edukacyjna. Ich zdaniem, zabawki tylko pomagają dzieciom ćwiczyć pewne umiejętności, ale niczego same nie uczą. Natomiast w opinii psychologów, walor edukacyjny mają takie zabawki, którymi dziecko może operować, czyli posługiwać się nimi na wiele różnych sposobów w myśl zasady, że „nie jest ważne to, co robi sama zabawka, lecz ważne jest to, co zrobi z nią dziecko”.

A może interaktywna?

Zabawki interaktywne wymagają czynnego udziału w zabawie. Bawiąc się nimi, maluch musi coś nacisnąć, zaśpiewać, wrzucić, czegoś posłuchać. Brzmi nieźle, ale... Pojęciem „interaktywne” zwykle określa się zabawki elektroniczne. Mają one z góry określony zakres działań i bawiące się nimi dzieci szybko mogą się znudzić – co też często się dzieje. Nudzą je (a rodziców często przy okazji bardzo denerwują) powtarzane w kółko polecenia, piosenki czy dźwięki. Ta powtarzalność sprawia, że wiele drogich zabawek interaktywnych nie wytrzymuje konkurencji z tak banalnymi przedmiotami jak drewniane klocki, koraliki do nawlekania, glina do lepienia czy kredki i farby, którymi dzieci mogą bawić się na wiele różnych sposobów.

Kreatywna, receptą na sukces?

„Kreatywny" to nic innego jak pomysłowy, czyli taki, który tworzy coś nowego. Chcemy, aby nasze dzieci były kreatywne. To wróży dobrą karierę. Z tego powodu specjaliści od kindermarketingu na metkach lub w opisach zabawek umieszczają ten chwytliwy przymiotnik. Czy jednak dziecko może być prawdziwym twórcą, bawiąc się klockami, które służą tylko do odtwarzania tego, co pokazano na obrazku lub w instrukcji? Czy kreatywności nauczy kolorowanka wymagająca malowania według wzoru? W obu przypadkach dziecko nie ćwiczy się w pomysłowym rozwiązywaniu zadania, tylko w jego odtwarzaniu. To, oczywiście, również ma swoje zalety. Układając z instrukcją, nauczy się postępować w sposób uporządkowany, krok po kroku. Kolorując według wzoru, ćwiczy prawidłowe trzymanie kredki i niewychodzenie za linię. Nie ulegajmy jednak pozorom – kreatywności dużo lepiej służy zabawa suchym makaronem, gdy dziecko np. próbuje z niego zrobić naszyjnik albo wykleja nim obrazek (sprawdź: Jak zabawa może pobudzać kreatywność?).

Żadna nie jest zła

Podkreślmy to wyraźnie – kupowanie zabawek z modnymi przymiotnikami (edukacyjny, kreatywny, interaktywny) nie jest niczym złym. Problem pojawia się wtedy, gdy skupiamy się tylko na tych określeniach. Nie kupujemy dziecku zwykłej lalki, choćby była najładniejsza, tylko szukamy takiej, która dodatkowo uczy piosenek, zamiast zwykłego bączka, który zachwyca wirowaniem i zachęca do wprawiania go w ruch, wybieramy taki, który wiruje, świeci i dodatkowo buczy, a jeśli decydujemy się na globus, to raczej ten, który odpyta malucha z geografii. Dzieci nie bawią się po coś, nie bawią się po to, żeby czegoś się nauczyć. Bawią się dla samej zabawy. I z tego czerpią największą przyjemność. A uczą się przy okazji, mimochodem. Nie martwmy się, że nic nie wyniosą ze zwykłego kopania piłki czy przebierania lalki, że zmarnują swój cenny czas na jeżdżenie samochodzikiem po podłodze lub zbieranie kamyków. Nie wiemy, czym dokładnie bawił się mały Leonardo da Vinci, czy jako dziecko miał jakikolwiek globus lub klocki. A przecież jego kreatywność wcale na tym nie ucierpiała. I najważniejsze – znajdźmy czas, żeby pobawić się z dzieckiem. To może być dla niego najbardziej edukacyjne, kreatywne i interaktywne zajęcie.

Konsultacja: dr hab. Aleksandra Jasielska, psycholog, pracuje w Instytucie Psychologii na Uniwersytecie im. Adama Mickiewicza w Poznaniu

Czytaj także:
separator
Wyślij e-mailem
separator separator
Komentarze (1)
avatar

Małgorzata
Małgorzata | 2016-11-08 10:51 Zgłoś komentarzZgłoś komentarz do moderacji

My zawsze staramy się patrzeć na co nasz Jaś zwraca największą uwagę i co sprawia mu największą frajdę i do tego staramy się dobierać wszelkiego rodzaju gry i zabawy. Chcemy oczywiście, by mógł się uczyć bawiąc dlatego wybieramy często gry/zabawki edukacyjne np. z prolis.pl Mają tam różne kategorie wiekowe, więc możemy dostosować gry do wieku Jasia.

Odpowiedz
X

Logowanie

avatar

Nie masz jeszcze konta ?

Zarejestruj się




Zapomniałeś hasła?