Babyonline.pl
 
 
Rozwiń menu

Czystość i ubrudzenie

Ludzie, którzy oddają własne dzieci pod opiekę nianiek, powinni być karani. Te nianie to brudasy bez wyższego wykształcenia, tylko plotkują na placu zabaw, a w tym czasie dzieciaki w piaskownicy pełnej zarazków ręce brudzą. A w autobusie i tramwaju? Toż to lęgowisko wirusów. Wiadomo, nie chce się niańkom z nie swoim dzieckiem w domu siedzieć. Na miasto z dzieciakami wychodzą, ciepłego obiadku domowego nie podadzą, tylko jakąś bułą karmią po drodze. Snują się te czuczła po galeriach handlowych, gapią na przeceny w takim Rossmanie zamiast z dzieciaka wzroku nie spuszczać. A jak porwą dziecko? Albo niańkę jakiś Włoch przekupi i zabierze dzieciaka do Rzymu? Ponoć we Włoszech ostre przepisy in vitro obowiązują.

Żadne wychowawczynie nie są dość dobrze przygotowane, aby opiekować się moim synkiem w żłobku. W takiej przechowalni to mój aniołek niedoglądany byłby. Pewnie nic by nie jadł. A on przecież pomidorki malinowe przetarte tak lubi. Mleka sojowego nie podadzą, bo za drogie. Żadne przedszkole nie jest dość higieniczne, aby moja córcia mogła tam robić kupę. O oddawaniu jej cennego moczu nie wspomnę. Ręczniki raz na tydzień piorą w tych przedszkolach. Zęby myją, ale teoretycznie. Maluchy to szczoteczki głównie gryzą, a zęby przecież należy myć 120 sekund, układając szczoteczkę pod kątem 45 stopni do płaszczyzny zgryzowej.

Okolica wokół przedszkola ostatnio zrobiła się jakaś taka nie za bardzo. Trzeba się będzie przeprowadzić, chyba. Ponoć w żłobku ta wietnamska rodzina zostawia już trójkę dzieci. Moja córcia mając roczek, już tak ładnie po polsku mówiła, ale z tymi kolorowymi to jakby miała porządnie się języka ojczystego nauczyć? Mnożą się ci Azjaci jak króliki i tylko miejsca w żłobkach zabierają. Strach pomyśleć, co będzie, jak mojego królewicza do szkoły trzeba będzie posłać. Na pewno będzie co tydzień wirusy przynosił do domu, bo panie nie będą umiały przypilnować, by się po wuefie porządnie przebrał w kalesony i nerki zasłonił. U mnie w domu to buty w przedpokoju się zostawia, mamy kapcie dla gości i mydło żrące na wylot. Jak mówił mój kochany profesor Zaremba-Zarembina: zerówkę raz na tydzień powinno się zamykać i kolejny tydzień ją wietrzyć.

Nasza niania od pierwszych dni życia Kuby widywana była na dworze, czyli na nieświeżym powietrzu. Za naszą wiedzą i przyzwoleniem Kubuś bawił się w brudnej piaskownicy. W czasie godzin naszej pracy zamiast uczyć Kubę pierwiastkowania i metody „mindfullness”, czyli medytacji na poduszce z jedwabiu, niania jeździła niehigienicznym tramwajem i odwiedzała swą ciotkę. Ciotka w dodatku była też z Ukrainy i miała Francuza. Francuz podawał Kubusiowi spleśniały ser i bagietkę, zamiast dać obiadek na ciepło. No, ale jak matka pracuje i kariera jest dla niej najważniejsza, niepotrzebnie w bibliotece przesiaduje, czytając książki, to trudno się dziwić, że bachora z domu chce wypchnąć. Porządni rodzice poczekają, aż ich bobasy skończą trzydziestkę, staną na nóżki i wtedy rodzice będę spokojniejsi, że w szkole nikt im krzywdy nie zrobi.

Polskie mamusie tak kochają swoje pociechy, że wymusiły na rządzie przesunięcie obowiązku szkolnego dla sześciolatków na rok 2014. Ja należę do matek lekkomyślnych, które ewidentnie nie kochają swego jedynaka, uważając, że sześciolatek mógłby już mieć obowiązek wciągać sam kalesony i umieć pisać oraz liczyć. Odpowiednie służby, gdyby działały sprawnie, dawno wtargnęłyby do nas w kominiarkach i zabrały Kubusia do porządnego, higienicznego, bezpiecznego domu opieki albo oddały naprawdę ciepłej, kochającej rodzinie zastępczej.


Tekst: Agata Passent/felietonistka i dziennikarka, mama Kuby, córka poetki Agnieszki Osieckiej oraz dziennikarza i felietonisty Daniela Passenta. Współpracuje z „Twoim Stylem” i portalem Wirtualna Polska. Założyła i prowadzi Fundację im. Agnieszki Osieckiej „Okularnicy”.
X

Logowanie

avatar

Nie masz jeszcze konta ?

Zarejestruj się




Zapomniałeś hasła?