Babyonline.pl
 
 
Rozwiń menu

Depresja poporodowa to nie fanaberie!

| 25.08.2016, aktualizacja: 25.08.2016 | 5

Z utęsknieniem czekałam na dziecko, byłam szczęśliwa, że stanę się mamą. A po porodzie? Zamiast się cieszyć, że urodziłam zdrowe, śliczne dziecko, przygryzałam wargi i ze łzami w oczach odwracałam głowę, żeby nikt tego nie widział...

separator
Wyślij e-mailem
separator
Oceń :
(2)
depresja, baby blues, smutek
fot. Fotolia
Nie jest mi łatwo o tym pisać, choć minęło wiele lat od narodzin córki. Bo każdemu wydaje się, że przecież młoda matka nie może, co ja piszę, nie ma prawa być smutna. Bo przecież to oznacza, że nie cieszy się z dziecka, ba, może nawet żałuje, że została mamą. Bzdura! To nie takie proste.

Kiedy kilka lat temu urodziłam pierwszą córeczkę, poczułam się bardzo nieszczęśliwa. Płakałam, nie miałam na nic siły, wszystko wydawało mi się bez sensu, jakby moje życie właśnie się skończyło. Dlatego, wszystkie smutne mamy, tak dobrze was rozumiem. Wasze łzy to nie lekki spadek formy, nie maluteńka chandra, którą wystarczy przeleżeć z książką w ręku. Poporodowy smutek (tzw. baby blues) trwa dłużej, jest znacznie bardziej intensywny i czasem, niestety, może przerodzić się w depresję. Lepiej więc nie zostawiać mu wolnej ręki i nie pozwolić się rozpasać, zawładnąć sobą (a przy okazji całym otoczeniem). Tylko jak tego dokonać, kiedy brakuje sił nawet na to, by powstrzymać łzy? Posłuchaj rad, które mi pomogły.

1. Nie wierz stereotypom

Pierwszy stereotyp to wizerunek Matki Boskiej i Matki Polki, która z największym poświęceniem i oddaniem, bez słowa skargi opiekuje się dzieciątkiem. Drugi stereotyp jest uwspółcześniony i przedstawia macierzyństwo jako okres szczęśliwości, spełnienia, a jednocześnie umiejętnego pogodzenia opieki nad dzieckiem i swoich życiowych planów. Wystarczy poczytać o wszystkich aktorkach lub modelkach, które są wzorowymi matkami, nadal robią karierę, mają wspaniałe ciało, wyglądają kwitnąco... Na ich tle my – zwykłe matki wypadamy, delikatnie mówiąc, blado. Pamiętaj jednak, że oba stereotypy w świecie realnym po prostu nie istnieją!

Zobacz też, jak mamy z Babyonline.pl pokazują swoje ciała po ciążach i porodach

2. Nie wypieraj swoich emocji i uczuć 

Mamy wolą odsuwać od siebie myśli, że coś z ich psychiką jest nie tak. Pewnie dlatego, że nie mają wiedzy na temat okołoporodowych zaburzeń nastroju. Jak wygląda matka z baby bluesem?
  • często płacze (czasem z całkiem błahych powodów),
  • odczuwa niepokój, jest bardzo nerwowa, krzyczy,
  • martwi się o dziecko, ale czasem ma go serdecznie dosyć.
  • źle sypia, zdarza się, że ogarnia ją niemoc.
  • Ale ma też lepsze chwile: patrzy wtedy na maleństwo i jest szczęśliwa.
Odnajdujesz się w tym opisie?

Prawda jest taka, że baby blues dotyka według niektórych źródeł nawet 80% wszystkich mam! No właśnie! Nie ma co się zapierać, nie jesteś wilkiem w stadzie owiec. Pamiętaj, że bez powiedzenia jasno: „tak, mam baby blues" niemożliwa jest szybka pomoc samej sobie. Taki smutek może minie, ale będzie trwał dłużej albo skończy się depresją poporodową.

3. Znajdź czas dla siebie

Podkreślam: dla siebie. Czyli robisz wtedy to, na co masz ochotę, co lubisz, co cię relaksuje, a nie sprzątasz, gotujesz i pierzesz. Do tego jednak potrzebne jest wsparcie bliskich. Na początek wystarczy zaledwie 10–15 minut. Ważne, byś mogła wtedy zostać bez  dziecka. Najlepiej, gdy jest ono na spacerze z tatą albo ty sama wyjdziesz do sąsiadki. Czasem matki są na początku bardzo nieufne, boją się powierzyć dziecko komuś innemu (nawet jego tacie). Zatem nic na siłę. Ja na początek poprosiłam partnera, żeby wyszedł z dzieckiem do drugiego pokoju. Wtedy da się trochę odpocząć, a i niepokój związany z brakiem kontroli nad sytuacją jest jakby trochę mniejszy. Powolutku powinnaś jednak wydłużać czas dla siebie, próbować wyjść na dłużej.

Rozwiąż test: Czy jesteś dobra dla siebie?

4. Porozmawiaj z tatą dziecka

Poproś, żeby przypomniał sobie dzień, w którym miał chandrę. A potem wyobraził sobie, że ty czujesz to samo, tyle tylko że non stop, dzień w dzień, nie mając zbytnich nadziei, że coś się zmieni. A potem wyjaśnij, że może ci pomóc. Czasem wyręczając cię, innym razem przytulając i pozwalając się wypłakać. Mężczyźni często myślą, że muszą dopingować, tłumaczą: „weź się w garść", „nie ma o co płakać". A to niedobre słowa. Kobieta w smutku oczekuje pocieszenia, akceptacji i zrozumienia. I tego twój partner powinien się trzymać! 

5. Poszukaj pomocy

Nie zamykaj się w sobie, tylko znajdź pomocną dłoń. Może podać ci ją nie tylko twój partner, lecz także:
  • Rodzina. Jeśli wie, że gorzej się czujesz i potrafi to zrozumieć, będzie dla ciebie nieocenionym wsparciem (teściowa nie zapyta, dlaczego dom wygląda, jakby właśnie przeszło przez niego tornado, a babcia nie skomentuje: „No tak, to dziecko ciągle płacze. Może mu coś jest!").
  • Inna mama. Najlepiej taka, która także ma malutkie niemowlę. Ale uwaga: czasem matki, chwaląc się swoimi dziećmi, mogą niechcący wpędzać w jeszcze większe poczucie winy („One sobie dają świetnie radę, ja tak nie potrafię!").
  • Przyjaciółka. Idealnie, gdy też ma dzieci, bo inaczej może mieć trudności ze zrozumieniem, dlaczego tak ci trudno („Nie wiem, o co ci chodzi. Przecież dziecko głównie śpi").
  • Psycholog lub psychiatra. Idź do niego, jeśli nie możesz znaleźć oparcia w mężu czy rodzinie lub twój smutny nastrój stale się pogłębia.
Uwaga! Pomoc możesz także znaleźć w internecie (np. na stronie: www.stopdepresji.pl) lub internetowych forach, na których na temat depresji poporodowej wypowiadają się mamy i tatusiowie.

A tak na zakończenie ciekawostka, która powinna cię przekonać, że warto sięgać po pomoc. Baby blues nie istnieje w kulturach pierwotnych. Bo tam kobietę, która właśnie urodziła dziecko, traktuje się jak królową. Wtedy inne kobiety (z bliższej i dalszej rodziny) opiekują się jej dzieckiem, pomagają w gospodarstwie, gotują, zajmują się dochodzącą do siebie po porodzie mamą. A my chcemy być takie samodzielne... I to nas gubi!

Zrób test i przekonaj się: Czy umiesz dzielić się obowiązkami
separator
Wyślij e-mailem
separator separator
Komentarze (5)
avatar

bujka
bujka | 2016-09-01 07:16 Zgłoś komentarzZgłoś komentarz do moderacji

i przy pierwszym dziecku i przy drugim przez pierwsze 5 miesiecy mialam totalny dol. Zmeczenie, glod, niewyspanie i nie rozumiejacy tego maz bo przeciez caly dzien siedze w domu i nic sensowngo nie robie. Wlasnie to "nic sensownego" sprawialo ze czulam sie tak zle. Wrocilam do pracy i troche sie zmienilo.

Odpowiedz

Gwiazdka
Gwiazdka | 2016-08-30 10:53 Zgłoś komentarzZgłoś komentarz do moderacji

Ja tak miałam przy pierwszym synku. Uratował mnie szybki powrót do pracy. Nie zdawałam sobie sprawy z tego, że działo się ze mną źle póki nie urodziłam drugiego dziecka i się nie okazało, że może być inaczej. Teraz mam tylko szczęście, bez baby bluesa ...:)

Odpowiedz

Mamamam
Mamamam | 2016-08-27 00:28 Zgłoś komentarzZgłoś komentarz do moderacji

Mi zamiast jakies dobre slowo powoedziec rodzice chlopaka to 3 dni po porodzie uslyszalam ze jestem wyrodna matka bo nie spalam w szpotalu nic a jedma noc ojcoec dziecka z malutka siedzial a ja spalam 9 godz , w tym czasie dziecko spokojnie spalo w noc na ojca swojego rekach, potem dobijanie ze nic noe warta , nic nie umie zrobic i tak przez rok nawet gorsze rzeczy a teraz jesresmy sami i czuje ze zyje.

Odpowiedz

Karolcia
Karolcia | 2016-08-26 16:37 Zgłoś komentarzZgłoś komentarz do moderacji

U mnie na początku było wszystko Ok. Dopiero po dwóch tygodniach, kiedy już czułam zmęczenie i brak snu, zdałam sobie sprawę, że chyba nie dam rady. Nie mialam na nic siły. Nie mogłam się podniesc z łózka, unikałam rodziny i znajomych, nie chcialam,zeby przychodzili do dziecka.Myslalam,ze cos jest ze mna nie tak, nie nie mam instynktu. Najbardziej pomogly mi rozmowy z mezem, nie naciskal, czekał, wspierał. Tak naprawdę dopiero po pierwszych urodzinach dziecka pozbierałam się i czulam w 100 proc dobrze

Odpowiedz

MŁ
| 2016-08-26 15:27 Zgłoś komentarzZgłoś komentarz do moderacji

Witam, po obu przedwczesnych porodach zmagałam się z depresją.
Najgorsze było dla mnie to, że po porodzie przebywałam na sali z innymi matkami, które miały przy sobie zdrowe dzieci, a moje leżały w inkubatorze, podłączone do różnych sprzętów i walczyły o każdy oddech, o każde bicie malutkiego serduszka. Dzięki wsparciu męża, dałam radę! Przez kilka miesięcy byłam pod opieką psychiatry.

Odpowiedz
X

Logowanie

avatar

Nie masz jeszcze konta ?

Zarejestruj się




Zapomniałeś hasła?