Babyonline.pl
 
 
Rozwiń menu

Całe życie miała być upośledzona, okazało się, że to FAS. Dziś pracuje przy bazach danych

| 01.06.2016, aktualizacja: 29.06.2016 | 0

Kasia była uważana za głęboko upośledzoną, miała całe życie spędzić w domu pomocy społecznej. Dziś pracuje przy bazach danych i jest wolontariuszką w radio internetowym. Uratowało ją to, że znaleźli się ludzie, którzy zdecydowali się być jej rodzicami. Wzruszająca opowieść ojca - dr Krzysztofa Liszcza.

separator
Wyślij e-mailem
separator
Oceń :
(1)
fot. Fotolia

Dwuletnia Kasia była uważana za osobę głęboko upośledzoną, miała być całe życie jak roślina. Dopiero po latach okazało się, że to wszystko wina alkoholu...

Tak, Kasia była uważana za osobę głęboko upośledzoną. Miała 2 lata, leżała, nie mówiła. Była skierowania do domu pomocy społecznej dla osób upośledzonych. Rok wcześniej adoptowaliśmy jej brata, dlatego postanowiliśmy adoptować też ją, bo wiedzieliśmy, że nikt inny tego nie zrobi.
Liczyliśmy, że jej upośledzenie będzie dla nas ciężkim wyzwaniem, ale będziemy mieć satysfakcję, że nie zostawiliśmy jej w domu opieki. Na początku panował pesymizm, ale szybko trafiliśmy na pewne pomysły związane z rehabilitacją. I dziewczynka, która miała być głęboko upośledzona, leżąca, jeść tylko przez smoczek, w wieku 3 lat zaczęła czytać. Najpierw zresztą nauczyła się czytać, a potem mówić: pierwsze słowo, które powiedziała, to było "szyja" – przeczytane z kartki. Dopiero gdy miała 10 lat, zdiagnozowano u niej FAS.
Teraz ma 30 lat, kończyła liceum, pracuje w firmie ekonomicznej, porządkując bazy danych, jest wolontariuszką w radiu internetowym . Wrażliwa, mądra na sprawy domu, sióstr. Ma problemy w zakresie poruszania się związane ze spastycznością, ciężkim porażeniem mózgowym, które towarzyszyło zespołowi FAS. Ma jednak swoje plany, grono przyjaciół.

Przykład Kasi pokazuje, że jak wiele można pomóc dziecku...

Tak, zawsze o tym mówię. Ale proszę mi wierzyć, to były "wszystkie ręce na pokład", pomagali nam przyjaciele, wolontariusze, nauczyciele. To naprawdę było wielkie dzieło. Na bazie naszych doświadczeń doradzamy innym, wspieramy wiele rodzin na tej drodze, prowadzimy konsultacje, grupy wsparcia rodzin adopcyjnych, gdzie uczymy i dzielimy się tym, jak radzić sobie z trudnymi zachowaniami dzieci, z kłopotami edukacyjnymi w zakresie czytania, pisania. Setki rodzin z tego skorzystały.

A jak to się stało, że adoptowaliście jeszcze kolejną dwójkę dzieci?

Kasia miała dla  nas taki przekaz, że tak wiele z nią osiągnęliśmy, że byłoby grzechem to zmarnować. Ona chciała oddać to, co dostała i włączyć się w opiekę nad kolejnym dzieckiem.
Ustaliliśmy, że ponieważ już jesteśmy nie tak młodzi, to może weźmiemy do domu dziecko 7-letnie, które nie ma szans na adopcję – bo w Polsce zwykle adoptuje się dzieci młodsze. Okazało się jednak, że są dwie siostry, z których jedna miała 5 lat, a druga 2, czyli razem miały 7...  Zdecydowaliśmy się na ich adopcję. Dziś mają 18 i 15 lat.

To, że dziecko z FAS znajduje rodzinę, to dla niego ważne?

To dla niego szansa. Oczywiście, ono by przeżyło w placówce, ale na niektóre pytania nigdy by sobie nie odpowiedziało, np. na pytanie: "Dlaczego nikt mnie nie chce?" "Dlaczego nie chce mnie żaden tata ani żadna mama?" Dziecko w placówce ma przekonanie: "Jestem porzucony, grupowy, państwowy, ale niczyj". To strasznie bolesne.
Alkohol jest głównym powodem, który stoi za utraceniem zdolności rodzicielskich. Dzieci odbiera się rodzinom dysfunkcyjnym. Nie ubogim, tylko ubogim w związku z piciem, z uzależnieniem. W dużym procencie są to dzieci rodziców pijących szkodliwie.

Z perspektywy osoby, która wychowała dzieci z FAS: odradzałby pan czy zalecał adopcję dziecka z FAS?

Prowadzę zajęcia w jednym z ośrodków adopcyjnych dla rodziców. Opowiadam o moich doświadczeniach, a przede wszystkim oswajam te osoby z myślą, że takie dziecko szczególnie wymaga przyjęcia do rodziny.
Po moich prelekcjach ludzie są raczej pozytywnie zainteresowani pomaganiem takim dzieciom. Pierwszym czynnikiem, który zmniejsza ryzyko szkód alkoholowych dla dziecka jest przeniesienie go do bezpiecznego nowego środowiska rodzinnego. Ale rodzic musi wiedzieć, co z tym dzieckiem jest, jakie ma ograniczenia, jakie powinny być strategie postępowania, bo tych dzieci nie da się wychować przy pomocy strategii postępowania adekwatnych do zdrowych dzieci.
Te dzieci wymagają  specyficznego podejścia, bo mają nie tylko uszkodzenie mózgu, ale też zaburzenia relacji przywiązania. Będą z dużymi trudnościami adoptowały się do naszych planów, pomysłów. Mają problemy z planowaniem, przewidywaniem, zapamiętywaniem.

Kasia była zdiagnozowana w wieku 10 lat. Czy dziś dzieci z FAS są szybciej diagnozowane?

Nie sądzę. Nie ma wielu placówek i lekarzy, którzy się tym zajmują. Nie ma systemu pomocy, nie interesuje się tym ani NFZ, ani specjaliści krajowi czy wojewódzcy. Owszem, są lekarze, którzy stawiają diagnozę, ale często po diagnozie nie ma zaleceń, prowadzenia dziecka, pomocy rodzinom.
 

Dr Krzysztof Liszcz jest psychiatrą, od lat angażuje się w działania wspierające rodziców zastępczych i adopcyjnych oraz w rozwiązywanie problemów związanych ze szkodami poalkoholowymi u dzieci. Jest ojcem czwórki adoptowanych dzieci, z których troje ma FAS.

Artykuł powstał w ramach akcji: „W ciąży nie piję!” „Mamo, To Ja” i Babyonline.pl
separator
Wyślij e-mailem
separator separator
Komentarze (0)
avatar
X

Logowanie

avatar

Nie masz jeszcze konta ?

Zarejestruj się




Zapomniałeś hasła?