Babyonline.pl
 
 
Rozwiń menu

Dziadzio paker

Starsi panowie dwaj na paralotni to dziś coraz częstszy widok. Na siłce też niejeden paker pożarł ponad sześćdziesiąt świeczek na urodzinowym torcie. Przeczytałam w brytyjskiej prasie, że wśród Anglików po pięćdziesiątce coraz modniejsze są urlopy pełne „wyzwań”. „Siwowłosi panowie na wyjazdach chętnie ryzykują”, zapamiętałam z artykułu. Tzw. aktywny wypoczynek (czyli coś, co śmieszy mnie równie mocno, co „zimny wrzątek”) okazał się być atrakcyjny nie tylko dla trzydziestoletnich japiszonów.

Niejeden sześćdziesięciolatek jest dziś w lepszej formie niż jego synuś pod czterdziestkę. Sylwestry spędzał na nartach w schronisku w Karpaczu, kiedy to nie śniło się nikomu o luksusowych wyciągach i hotelach w Austrii. Wnosił narty, plecak i buty narciarskie pod górę, by potem pić herbatę z prądem w schronisku. Od lat ćwiczył wiosłowanie. O, proszę popatrzeć na grupową fotografię z 1975 roku na tle Przystani Wioślarskiej Warta – ten długowłosy blondyn po prawej to dziś lekko łysiejący dżentelmen. Od ćwierć wieku ma papiery żeglarskie, więc marzy o tym, by na emeryturze czarterować mały jachcik i z kumplami, którzy jeszcze nie są po zawale, a takich ma wielu, pływać po Adriatyku, ciesząc się bryzą życia. Na razie o emeryturze tylko myśli, bo choć w firmie gra już tylko rolę doradczą, to ma pełne ręce roboty. Szczególnie że żona kupiła letni apartament w Koszalinie, a córce trzeba pomóc spłacać kredyt.

Wnuki? Oczywiście! Są takimi słodziakami. Dziadek siedząc na wyciągu w Wengen, między jedną lekcją snowboardu a drugą (trzeba w końcu zerwać z nartami, bo są nazbyt retro), pokazuje na wyświetlaczu swego smartfona filmik z wnukami. Tak, tak, dziadek zakupił specjalne rękawiczki do smartfona i całą zimę jest z wnukami w stałym kontakcie. Poprzez smartfona, rzecz jasna. A tak w ogóle to spotykają się regularnie. Wielkanoc, Boże Narodzenia, urodzinowe torty. Raz był nawet w przedszkolu na występie wnuczka Teodora w grupie Misiaczków. A może to były Krasnale? Pół roku temu żona poświęciła się i wyjechali na cały tydzień do Koszalina wspólnie z trzyletnią wnuczką. Może już czteroletnią, znaczy się. Dziadek nudził się jak mops, bo od tego rozkapryszonego dzieciątka uciec można było tylko na skuter wodny, ale pogoda nie dopisała. Cztery bite dni lał deszcz. Czasy takie, że rodzice dość czasu z dzieckiem nie spędzają! Może zatem dziadek ucieknie na rafting w Peru?

Czytając doniesienia o aktywnych brytyjskich dziadkach, do których upodobnia się wielu dziadków pakerów z Polski, przypomina mi się kochana postać Dziadziusia z fenomenalnej powieści „Dzieci z Bullerbyn”. Astrid Lindgren pisze: „Dobrze jest mieć własne zwierzę, lecz dziadziuś też jest dobrą rzeczą”. Mieszkające w szwedzkiej wsi Astrid i Britta nie mają co prawda własnego psa, ale mają dziadziusia. „Jest to najlepszy dziadziuś, jaki jest na świecie, jestem tego pewna” – opowiada mała Lisa. Dziadziuś mieszka z wnuczkami w jednym domu, w miłym pokoiku na górze, ma siwą brodę i siedzi w fotelu na biegunach. Prawie nic nie widzi, ale rozpieszcza dzieciaki jabłuszkami i cukierkami, opowiada historie z młodości, pozwala zaglądać do skrzynki z narzędziami, pomaga chłopcom strugać łódki. Nie może już czytać książek, więc dzieci czytają mu na głos gazety, ale „nie ma to znaczenia, bo i tak wie wszystko, co jest napisane w książkach”.

Dzisiaj dziadek paker dostępny jest tylko w sieci. W realu spędza czas w firmie lub na paralotni. Żałuję, że „Dzieci z Bullerbyn” nie są lekturą obowiązkową na lotniskach. Może niejeden dziadek zawróciłby na paralotni i wylądował pod oknem swego wnuka. 


Tekst: Agata Passent/felietonistka i dziennikarka, mama Kuby, córka poetki Agnieszki Osieckiej oraz dziennikarza i felietonisty Daniela Passenta. Współpracuje z „Twoim Stylem” i portalem Wirtualna Polska. Założyła i prowadzi Fundację im. Agnieszki Osieckiej „Okularnicy”.
X

Logowanie

avatar

Nie masz jeszcze konta ?

Zarejestruj się




Zapomniałeś hasła?