Babyonline.pl
 
 
Rozwiń menu

Dzieci śmieci

Im dłużej słucham działaczy ekologicznych, tym mniejszy mam apetyt na życie. Najpierw wyspowiadam się Państwu z grzechów, potem je odpokutuję, a potem pochwalę się tym, co udało nam się zrobić dla dobra planety.

Gdy tylko Kubuś przyszedł na świat, powitała go akcja marketingu bezpośredniego. Wielkie pudło ulotek i broszur dotyczących pielęgnacji dzieci dostarczono jeszcze w szpitalu. Pierwszy papier, który trafił na recykling. Ale pieluchy już nie. Choć te tetrowe są ekologiczniejsze od jednorazowych, wizja mojej skromnej osoby pochylonej nad balią lub, co gorzej, męża pochylonego nad tarą i wizja mieszkania obwieszonego białymi szmatami były ponad moje siły ekologiczne. Wolę, by planeta pękła od pampersów i apokalipsa pieluchowa pociągnęła w otchłań zrujnowanej galaktyki miliony ziomków, niż aby moje pożycie seksualne i estetyka mego mieszkania opadły na dno.

Z synem na rowerze jeżdżę tylko wiosną i latem.
Nie zrezygnowałam z auta. Wręcz zachęcam rodziców bez auta, aby je kupili. Wizja jechania rowerem w deszczu czy zimnie, gdy mojego dwulatka opryskuje błoto spod kół uczestników ruchu, bądź stanie na przystanku i wdychanie tlenku azotu były ponad moją miłość do planety. Ani na moment nie przestałam jeść mięsa. Słyszałam, iż wiele dobrych kobiet w trosce o cerę swych pociech katuje się dietą po porodzie. Ja odbyłam z synem męską rozmowę: albo będziesz jadł, to co smaczne, albo butla. Stek w sosie serowym, grillowana ryba, owoce morza – Kuba sączył mleko z piersi i zapoznawał się z kuchnią polską, francuską. Po miesiącu nawet jadłam już hinduskie nieżywe baranki w sosie curry.

Teraz jeśli chodzi o ekologię.
Ekologicznie jest mało mieć, mało kupować, mało konsumować. Tu idzie nam całkiem dobrze! Ekoterroryści powinni biczować nas lżej. Kuba ma zaledwie kilka przytulanek i jedną szufladę zabawek. Jak tylko zaczyna zbierać się więcej, oddajemy młodszym dzieciom. Ubranka prawie wszystkie dostaliśmy lub kupujemy używane, a następnie zawozimy do domu samotnej matki. Książek i filmów DVD prawie nie kupujemy – wypożyczamy z Instytutu Francuskiego oraz biblioteki publicznej. Ulubione książki (seria z Panem Soczewką Brzechwy czy bajki o Kreciku) kupiliśmy używane w antykwariacie. Nie kupiliśmy telewizora, więc głowa syna nie przesiąkła telewizją śniadaniową.

Małym opakowaniom powiedzieliśmy stanowcze „nie”. Duży jogurt naturalny na kilka dni. Ze słoiczków z gotową żywnością korzystaliśmy tylko w podróży. Jeśli czas pozwala, wspieramy znanych nam i sprawdzonych producentów żywności ekologicznej – jajka, kurczaki kupujemy od pana ze wsi. Wędliny, masło, oliwę w sklepie mnichów benedyktynów. Ponieważ nie mam czasu jeździć w poszukiwaniu ekologicznej marchwi, jemy po prostu niewiele marchwi. Nie kupujemy butelkowanych i „kartonowych” soczków, tylko filtrowaną wodę mieszamy z małą ilością soku z malin lub czarnego bzu. Nie kupujemy batonów, paluszków, chipsów. Zamiast słodyczy syn je rodzynki, suszone morele i śliwki. U dziadków oczywiście dostaje ciasta i miśki, ale przymykamy na to ekologiczne oko.

Kto ma dzieci, ten wie, że częste pranie jest nie do uniknięcia. Sypiemy nie za dużo proszku i nie używamy zmiękczaczy. Tyle jestem w stanie robić dla ziemi. Cały bałagan na tej planecie uprzątnie po mnie… Kto? Mój syn, oczywiście.                         


Tekst: Agata Passent/Syndykat Autorów.
X

Logowanie

avatar

Nie masz jeszcze konta ?

Zarejestruj się




Zapomniałeś hasła?