Babyonline.pl
 
 
Rozwiń menu

Dziecko prawdę ci powie?

| 08.09.2014, aktualizacja: 09.09.2014 | 0
separator
Wyślij e-mailem
separator
Oceń :
(3)
archiwum domowe
fot. archiwum domowe
Kłamstwo ma krótkie nogi – zobacz, jak jedno małe, maleńkie dziecięce oszustwo doprowadziło nas pod szpitalną salę.
Najgorsza prawda lepsza od kłamstwa - powtarzałam, dodając "mamie może powiedzieć wszystko" i na co się to zdało?!

Rodzić nie jest autorytetem dla dziecka tylko ze względu na to, że je spłodził/urodził – przypominają mi się słowa Doroty Zawadzkiej, kiedy to słuchałam jej wykładu siedząc w studenckiej ławce. Na szacunek i zaufanie dziecka musimy zapracować sami. Wydawało mi się, że   dzieci przyjdą do mnie z każdym problemem, aż do dnia, w którym to ... Zacznijmy więc od początku.

Zanim odkryłam dziecięcą tajemnicę

Jesienne popołudnie zapowiadało się całkiem przyjemnie. Zdążyłam wrócić z pracy i usiąść z kubkiem ciepłej herbaty przy kominku. Przyjemne ciepło gorącego napoju rozgrzewało moje zmarznięte dłonie. Radosne pośpiewywania moich córek dobiegające z piętra wyżej stanowiły  przyjemną melodią dla moich uszu. Zza ściany dobiegały mnie odgłosy krzątaniny męża szykującego się do pracy na wieczorną zmianę.
- Maaaaaamoooooo! - jak grom z jasnego nieba spadły na mnie krzyki moich córek.
- Taaaatoooo! Przyjdź szybko! - wołała jedna przez drugą.
Z prędkością większą niż te osiągane przez Hołowczyca pokonaliśmy kilkanaście stopni oddzielające nas od córek. Sześcioletnia Julia stała z twarzą szczelnie ukrytą w dłoniach. Dwie z córek krążyły dookoła Julii, informując nas krzykami, że coś dziwnego stało się z twarzą Julii.
- Juleczko, co się stało? Pokaż mamie? Nie chcesz? A może tacie?
Cisza. Julia milczy. Dziewczynki też. Tylko my dalej bezskutecznie prosimy. Postanawiamy porozmawiać z Julią na osobności. Rafał przenosi "córeczkę bez twarzy" do pokoju, ja podążam za nimi. Dopiero gdy drzwi się zamykają, Julii opuszcza dłonie.
- Yyyy- wyrwało się ze mnie niekontrolowane jęknięcie. Twarz mojego dziecka była cała czerwona!
Alergia, choroba zakaźna? - przez głowę przebiega tysiąc myśli. Wypytujemy dziecko niczym na przesłuchaniu: co robiła, gdzie się bawiła, czego dotykała, by wykluczyć reakcję alergiczną i w porę zapobiec wstrząsowi anafilaktycznemu, który dopiero co przeszła starsza córka. Jeśli nie alergia, to co? Doktorze Google na pomoc! Wpisuję w niewielkie okienko "zaczerwienienie całej twarzy" i wyskakuje mi rumień! Tak, to z pewnością jest rumień – wołam pokazując mężowi obrazy, które wypluł dla mnie dr Google. Która godzina? Przychodnia – za późno! Stoję na progu z dwójką dzieci  patrząc, jak mąż zamiast do pracy odjeżdża z dziwnie milczącą Julią do szpitala.

Uzdrowienie dziecka?

Nie lubię czekać. Czekanie w kolejce doprowadza mnie do szału, a co dopiero oczekiwanie na telefon, który będzie wyrokiem w sprawie zdrowia mojego dziecka. Nie będzie odwołań, apelacji. Oznajmi mi np. Julia zostaje w szpitalu, a ja będę musiała to zaakceptować. Myśli natrętnie błądzą wokół Julii tak, że nie mogę zając się pozostałymi ze mną dwiema córkami. Nagle domową ciszę wypełnia dźwięk dzwonka, ale nie telefonicznego, lecz tego, przy drzwiach. Zerkam i nie wierzę. To Rafał z wtuloną w niego Julią. Wchodzą szybko do domu po zaledwie kilkunastu minutach nieobecności. To zdecydowanie za szybko, by odbyć nieplanowaną wizytę w państwowym szpitalu. Ze zdziwieniem patrzę, jak mija mnie i podąża piętro wyżej. Po chwili wraca z wesołą Julią, która kolorem nie przypomina już ani trochę pomidora.
- Julia dostała zastrzyk i już jest zdrowa! - oznajmia, puszczając mi przy tym niewidoczne dla dzieci oczko.
Nic nie rozumiem, ale najważniejsze, że Julii nic nie jest! Kiedy zostajemy sami, odkrywa niczym kurtynę tajemnice, którą dzieli z Julią.

Tylko nie mów mamie

Siedzący pod szpitalną salą tata z córką o płomiennej twarzy przesuwa się coraz bliżej gabinetu. Jeszcze jedna osoba i zaraz zostaną wezwani do lekarza. Nagle mała, czerwona księżniczka pochyla się do ucha taty i szepcze:
- Tato, muszę Ci coś powiedzieć. Przed waszym przyjściem bawiłam się kosmetykami mami i tam był taki czerwony ... róż. Tylko proszę nie mów nikomu.

34-letni mężczyzna podniósł się z ławki, wziął na ręce swoją córeczkę i opuścił szpitalną poczekalnię uśmiechając się do samego siebie. Po powrocie do domu szybkim krokiem udał się z wtuloną w niego córeczką do łazienki, zmył z dziecięcej twarzy róż, w kroczył do pokoju, w którym oczekiwała na niego żona z dwiema córkami i oznajmił, puszczając do żony (niewidoczne dla dzieci) oczko.
- Julia dostała zastrzyk i już jest zdrowa!

Zobacz też: Co robić, żeby dziecko nie kłamało?
separator
Wyślij e-mailem
separator separator
Komentarze (0)
avatar
X

Logowanie

avatar

Nie masz jeszcze konta ?

Zarejestruj się




Zapomniałeś hasła?