Babyonline.pl
 
 
Rozwiń menu

Zaprogramować sobie dziecko

| 18.06.2007, aktualizacja: 14.04.2016 | 2
separator
Wyślij e-mailem
separator
Oceń :
(0)
pufa dla dziecka, puf, dziecko
fot. materiały prasowe
Posiadanie dziecka to ważna decyzja w życiu i wzięcie odpowiedzialności za nowe życie. Zobacz, co się wiąże z decyzją o posiadaniu dziecka i dlaczego coraz częściej dziecko przypomina produkt, który można kupić.
Czas pomyśleć o dziecku. To musi być dziewczynka. Blondynka z niebieskimi oczami o długich rzęsach. Powinna być bardzo inteligentna, mieć dobry słuch i dobrze rysować. I wyrosnąć na piękną, mądrą i wrażliwą kobietę.
Gdyby tak jeszcze można było uniknąć ciąży. Tak, oczywiście, słyszałam. To okres, który buduje jedyną w swoim rodzaju więź matki z dzieckiem, ale z relacji moich ciężarnych przyjaciółek wynika, że stan błogosławiony to przede wszystkim atrakcje w postaci rozstępów i porannych mdłości. No i ten poród. Wszyscy mówią, że nawet najsilniejsze środki przeciwbólowe przestają w końcu działać, a ja panicznie boję się bólu. Cesarka? Nie, dziękuję, operacje to makabra.

Chcę córeczkę z jasnymi włosami i niebieskimi oczami, przyszłą studentkę ASP lub Akademii Medycznej. Wolałabym uniknąć ciąży, boję się porodu i nawet nie mam chłopaka. Za to jestem szczęśliwą posiadaczką złotej karty kredytowej i żyję w XXI wieku. To już dobry początek.

„Jestem wysoką, niebieskooką blondynką bliźniaczo podobną do Anny Nicole Smith. Mam coś z Sharon Stone i Drew Barrymore. Zainteresowanych proszę o kontakt” – ogłasza w Internecie studentka Maria. Jej jajeczko może być warte nawet 15 tysięcy dolarów. Na pewno mniej niż jajeczko Sharon Stone.

Tatusia postanawiam wybrać w banku spermy

To dziecinnie proste. W bazach danych wyszczególnione jest wszystko – od wyglądu, przez wzrost, po wykształcenie i uzdolnienia mężczyzny. Za 20 dolarów bank udostępnia mi zdjęcie dawcy, za kolejnych 20 – szczegółową charakterystykę ewentualnego ojca: jaki ma samochód, co lubi jeść i jaki był jako dziecko. W porównaniu z jajeczkiem plemniki są tanie jak barszcz, bo też znacznie łatwiej je pozyskać. Za ampułkę zapłacę około 350 dolarów.

Materiał genetyczny już mam, matkę zastępczą wynajmę na Ukrainie. Ale co zrobić, żeby na pewno urodziła się dziewczynka? Dzwonię do brytyjskiej kliniki doktora Paula Rainsbury’ego, ma w ofercie selekcję płci. Gdy wspominam o wymarzonej córce, kobiecy głos w słuchawce wyraźnie się ociepla i zapewnia mnie, że doktor Rainsbury ma sto procent trafień. Na pewno urodzi się dziewczynka.

Procedura jest banalna

Za jedyne 29 tysięcy dolarów pan doktor dokona zapłodnienia in vitro, a powstałe w ten sposób zarodki podda genetycznemu badaniu przedimplantacyjnemu. Dzięki temu ustali płeć embrionów i wybierze tylko te płci żeńskiej. Tylko jeden drobiazg: zabieg odbędzie się na Cyprze, bo w Europie selekcja płci jest zabroniona. Koszt podróży i zakwaterowania matki zastępczej ponoszę sama.
Od wymarzonej córki dzieli mnie już tylko 10 miesięcy i rachunek na 79 tysięcy dolarów. Dużo, ale marzenia są przecież bezcenne. Poza tym dziecko zostaje na całe życie.
Rynek dzieci na zamówienie narodził się w lipcu 1978 wraz z przyjściem na świat Louise Brown, pierwszego dziecka z probówki. Dziś jest wart miliardy dolarów. W niespełna 30 lat dawcy komórek rozrodczych, matki zastępcze i kliniki zajmujące się badaniem spłodzonych w laboratorium embrionów połączyli siły, aby zaoferować ludziom to, o czym marzyli od zarania dziejów – możliwość zaprojektowania potomka.

Dziecko dla każdego

Dzisiaj każdy, kto potencjalnie nie miałby szans na posiadanie własnych dzieci, może sobie kupić upragnionego bobasa, samotne matki i pary homoseksualne na równi z kobietami po sześćdziesiątce. Wystarczy tylko wsiąść w samolot i udać się do odpowiedniego kraju. W USA z usług dawców spermy i klinik in vitro może skorzystać absolutnie każdy, również ci, którzy mogą mieć własne dzieci.
To, że dobry materiał genetyczny jest w cenie, odkrył w 1988 roku amerykański milioner Rober Graham, założyciel banku nasienia noblistów. Jego usługi cieszyły się zainteresowaniem zarówno dawców, jak i biorców. Aż do zamknięcia banku w 2001 roku nasienie geniuszów nabyło 230 rodzin. Chętnych nie odstraszały nawet ustalenia naukowców dowodzące, że inteligencję dziedziczy się po matce.
Reklamujące się obecnie na łamach gazet banki nasienia nie oferują już co prawda genialnych dzieci, za to zapewniają, że dostarczą ci „genów, o jakich marzysz”. Swoich dawców poddają brutalnej selekcji. Mężczyźni poniżej 175 centymetrów wzrostu i bez wyższego wykształcenia nie mają szans na sprzedanie nasienia. Za to ci spełniający standardy mogą liczyć na dobry zarobek.
Kilka lat temu obliczono, że najlepszy dawca duńskiego banku spermy Cryos został ojcem 101 dzieci. Podobnie jest z dawczyniami. Jajeczko studentki prestiżowego Harvardu kosztuje 25 tysięcy dolarów, podczas gdy absolwentka Columbii dostanie za nie nawet dwa razy mniej.
Kolejnym krokiem są badania przedimplantacyjne. Dziś w ofercie są tylko selekcja płci (nazywana w biznesie rozrodczym „równoważeniem rodziny”) i eliminacja wad genetycznych, ale biotechnolodzy wiedzą już, jak poszerzyć ten wybór, a w miarę postępu badań nad ludzkim genomem możliwości będą tylko rosły.
To, co zwolennicy badań przedimplantacyjnych nazywają eufemistycznie możliwością dokonywania „społecznych wyborów”, zaczyna niepokojąco przypominać eugenikę.

Adopcja na odległość

Ale dla przeczulonych etycznie rodziców, którzy mimo wszystko chcą spełniać swoje marzenia, jest coś pośredniego: globalna adopcja. Jeszcze 20 lat temu osoby decydujące się na adopcję nie domyślały się nawet, że kiedyś będą mogły złożyć zamówienie na konkretne dziecko. W dobie otwartych granic i globalnej komunikacji odległości czy różnice kulturowe przestają mieć jakiekolwiek znaczenie.
Kiedy autorka książki „Dziecięcy biznes” Debora L. Spar odwiedziła agencję adopcyjną, poczuła się jak w supermarkecie. Pozwolono jej przejrzeć setki zdjęć potencjalnych kandydatek na córkę. Po dłuższej chwili zorientowała się z niesmakiem, że porównuje dzieci i ocenia je jak parę kupowanych butów. W końcu poprosiła agencję, aby wybrała za nią, i została mamą sześcioletniej Rosjanki.

Nie każdy ma takie opory. Strony internetowe biur adopcyjnych przypominają listy produktów posortowanych według cech, w tym przypadku rasy i kraju pochodzenia. Z kolorowych zdjęć reklamowych uśmiechają się do potencjalnych rodziców rozkoszne maluchy z Rosji, Chin i Gwatemali – chodzące ideały bez śladu psychicznej traumy, chorób i niedożywienia.
Bonusem jest nie tylko egzotyka i przekonanie rodzica, że niesie pomoc Trzeciemu Światu. „Międzynarodowa adopcja jest atrakcyjniejsza niż krajowa. Większość dostępnych za granicą dzieci nie ukończyła pięciu lat. Czas oczekiwania jest krótszy, a koszt niższy” – kuszą ulotki amerykańskiej agencji Rainbow Babies.
Cena zależy oczywiście od modelu. Za białe dziecko z Rosji trzeba zapłacić 35 tysięcy dolarów, na malucha z Etiopii wydamy już tylko 11 tysięcy. Agencje tłumaczą, że różnica wynika z innych kosztów adopcji, ale jest oczywiste, że czarny maluch jest tańszy niż biały. Zakres usługi zależy od agencji. Jedne pokrywają koszt podróży do kraju dziecka, inne oferują na miejscu profesjonalnego tłumacza, który pomoże załatwić kwestie prawne, i dorzucają nawet słowniczek z podstawowymi zwrotami w ojczystym języku malucha.

Skąd adoptować?

Rodzice nie mający wymagań co do koloru skóry masowo adoptują dzieci w Gwatemali. Tamtejsze skorumpowane sądy rodzinne działają nad wyraz sprawnie, podobnie jak wyspecjalizowani prawnicy do spraw adopcyjnych. Skala zjawiska jest na tyle duża, że w gwatemalskich marriottach obok pamiątek i kartek pocztowych w ofercie znajdują się mleko w proszku i pieluszki.
Od kilku lat międzynarodowe adopcje popularyzują gwiazdy. W Hollywood kolorowy maluch jest dziś równie niezbędnym dodatkiem, jak telefon komórkowy najnowszej generacji czy sukienka od znanego kreatora.
Z początku adopcja była tylko sposobem na uniknięcie fizycznych następstw ciąży. Aktorzy zaglądali do krajowych sierocińców. Ale kiedy Mia Farrow przysposobiła dziesięcioro dzieci, każde z innego zakątka świata, rozpoczął się nowy trend. Dziś w Hollywood roi się od egzotycznych malców, a adopcja dzieci z krajów Trzeciego Świata uchodzi za symboliczny wkład w walkę z plagami tego świata. Promocja gwiazd zrobiła swoje. Tylko w USA liczba międzynarodowych adopcji między 1999 a 2005 rokiem wzrosła z 16 do 22 tysięcy rocznie.

Naturalnie

Jeśli już byliśmy na tyle lekkomyślni, by zaryzykować loterię naturalnej prokreacji, albo nie mieliśmy dość pieniędzy na dziecko z importu, możemy jeszcze dogonić nasze marzenia, inwestując w dziecko po urodzeniu. Okołodziecięcy marketing na każdym kroku przypomina nam, że potomek jest kapitałem. I choć wiemy, że uczucia są najważniejsze, nic tak nie rozgrzesza zapracowanego rodzica, jak pieniądze wydane na dziecko.
Spece od biznesu już dawno weszli z butami w sprawy rodzicielstwa, także w Polsce. Polscy rodzice na wychowanie dziecka do ukończenia przez nie 20. roku życia wydają od 160 tysięcy do ponad pół miliona złotych, a 76 procent z nich w ankiecie CBOS zadeklarowało, że dla przyszłości dziecka należy zrobić wszystko, co możliwe, nawet kosztem osobistych wyrzeczeń.
Inwestowanie zaczyna się już w dniu narodzin. W Warszawie dziecko najlepiej urodzić w snobistycznym warszawskim szpitalu Świętej Zofii albo w prywatnej klinice Damiana, najlepiej w asyście legendy położnictwa Jeanette Kalyty. Już przed porodem można też ponoć ubezpieczyć dziecko przed białaczką, wykupując pobranie krwi pępowinowej.
Na wyprawkę dla niemowlęcia wydaje się obecnie kilka tysięcy złotych, używane ubrania i sprzęt nie wchodzą już w rachubę jako mało higieniczne. Bo jacy z nas rodzice, jeśli nie jesteśmy gotowi kupić dziecku łóżeczka z baldachimem i modnego trzykołowego wózka za trzy tysiące? W wieku dwóch–trzech lat zaczynają się sezonowe kolekcje ubrań, w wieku pięciu lat kosmetyki dla dziewczynek. A masowo kupowane zabawki są płatnym substytutem czasu, którego brakuje coraz bardziej zajętym rodzicom.

Droga ścieżka edukacji

Ale prawdziwe inwestowanie zaczyna się z rozpoczęciem edukacji. W renomowanych przedszkolach w kolejce do zapisów stają już ciężarne matki. Listy oczekujących są długie, a nienarodzony jeszcze trzylatek nie może przecież stracić swojej szansy na jak najlepszy start. Do tego nauka angielskiego od trzeciego roku życia, sport, muzyka. A potem wyścig do najlepszej podstawówki, gimnazjum i liceum.
Rodzice tracą intuicję. To, co zapewniamy naszemu dziecku, świadczy przecież o nas jako rodzicach, a w konsekwencji wpływa na to, jak jesteśmy postrzegani przez innych. A kiedy nie radzimy sobie z dzieckiem, wystarczy włączyć telewizor. Superniania w ekspresowym tempie nauczy nas, jak z nim postępować. A jeśli nie, odstawimy je do terapeuty jak ukochany samochód do autoryzowanego serwisu.

Okno życia

W Tokio otwarto niedawno pierwsze w Japonii szpitalne okno życia do zostawiania niechcianych niemowląt. Eksperyment skończył się skandalem – ktoś zostawił tam trzyletniego chłopca. Nie oddał go do adopcji, tylko porzucił jak niechcianą zabawkę. Produkt się znudził, więc oddano go do sklepu.
Sto lat temu dziecko było dziełem przypadku – dla jednych naturalną konsekwencją założenia rodziny, dla innych nieplanowanym owocem namiętności. Władza przypadku skończyła się pół wieku temu wraz z wynalezieniem nowoczesnych metod antykoncepcji. A od tamtego czasu człowiek krok po kroku zyskuje coraz większą kontrolę nad własną prokreacją. Tylko czy jesteśmy wystarczająco roztropni, by wziąć na siebie tę odpowiedzialność? I co może z niej wyniknąć?
W „Gattaca”, amerykańskim filmie science fiction sprzed kilku lat, cała ludzkość jest już zoptymalizowana, a główny bohater żyje na marginesie społeczeństwa, bo nie poczęto go w probówce. To odległa przyszłość. Co roku poczynanych jest dziś 130 milionów dzieci, z tego 75 tysięcy w probówkach. Międzynarodowych adopcji jest około 30 tysięcy rocznie. Ludzie „na miarę” to ułamek w łącznej liczbie 2,2 miliardów dzieci.

Masowa produkcja

Dylematy już są. Co stanie się z równowagą płci w społeczeństwach, jeśli rodzice zaczną masowo decydować o niej na własną rękę? Czy nowa eugenika nie unieważni pojęcia równości leżącego u podstaw współczesnych społeczeństw demokratycznych? Czy nie da zbyt dużej władzy genetykom?
W Teksasie już dziś można kupić gotowy embrion. Za 2,5 tysiąca dolarów Abraham Center of Life w Teksasie oferuje zarodki według wytycznych zamawiającego – personel kliniki dobierze w tym celu i skrzyżuje komórki rozrodcze odpowiednich dawców. Czy „uproduktowienie” dzieci nie jest pierwszym krokiem do odczłowieczenia całej ludzkości?
Kiedyś posiadanie dzieci było jedynym ludzkim marzeniem dostępnym dla wszystkich, do którego nie trzeba było mieć żadnych pieniędzy. Religijno-etyczne dylematy in vitro czy badań przedimplantacyjnych to jedno, ale czy płatna optymalizacja dzieci nie jest drogą do gigantycznej i nieodwracalnej segregacji, podziału ludzkości na pięknych i zdrowych oraz brzydkich i nękanych chorobami?
To wszystko pytania o odpowiedzialność za dziecko. Odpowiedzialność, która kiedyś zaczynała się w momencie narodzin, której początek stosunkowo niedawno przesunął się na chwilę poczęcia, a teraz zaczyna się jeszcze wcześniej, na etapie wyboru plemników i jajeczek. Odpowiedzialność przesuwa się nie tylko w czasie, ale także od rodziców do naukowców.
Czy zoptymalizowane dzisiaj dziecko, jeśli w dorosłości okaże się nieszczęśliwe ze swoim doskonałym życiem, będzie mogło zażądać odszkodowania od sprawców swojego losu?

Krótka historia bycia dzieckiem

W ciągu minionego stulecia dziecko awansowało z taniej siły roboczej na wizytówkę ego swoich rodziców
  • Do szkół
Wraz z postępującą rewolucją przemysłową pod koniec XIX wieku wzrasta zapotrzebowanie na wykwalifikowanych pracowników. Dzięki rozwojowi szkolnictwa dzieci przenoszą się z fabrycznych hal do szkolnych ław.
  • Na kozetkę
Początek XX wieku przynosi narodziny psychologii rozwojowej. W latach 20. Zygmunt Freud rozpowszechnia przekonanie o olbrzymim wpływie doświadczeń dzieciństwa na całe późniejsze życie. To odkrycie czyni z dziecka kluczowy element społecznej układanki.
  • Do wyboru
Po II wojnie światowej w zmęczonej przemocą Europie powstaje idea dziecka jako kamienia węgielnego zmiany społecznej, a wraz z pojawieniem się masowej antykoncepcji rodzicielstwo staje się wyborem, a nie koniecznością.
  • Pod lupą
Badacze zaczynają analizować psychikę małego człowieka, rodzice za radą psychologów prowadzą dzienniki, w których zapisują obserwacje dotyczące rozwoju swoich dzieci, a prawnicy zaczynają pracować nad tym, aby dziecko stało się pełnoprawnym członkiem społeczeństwa.
  • Na start
Lata 70. przynoszą kulturę szybkiego awansu zawodowego. Dziecko musi być przygotowane do startu w karierę. Mały człowiek ratuje rodziców przed frustracją własnym życiem i jako taki musi być od początku do końca zaplanowany.
  • Na pokaz
Jednocześnie wzmagający się wyścig szczurów potęguje tendencję do porównywania się z sąsiadem. Dziecko tak jak samochód, dom czy markowe buty staje się miernikiem życiowego powodzenia. Wizytówką, którą powinna być doskonała.
separator
Wyślij e-mailem
separator separator
Komentarze (2)
avatar

izi
izi | 2009-06-29 19:00 Zgłoś komentarzZgłoś komentarz do moderacji

Artykuł pisany sensacyjnie i tendencyjnie. Od kiedy to odchylenia traktuje się jak normę? Autorka porozmawiałabym z pacjentami klinik niepłodności, nim spłodzi... takie właśnie brednie...

Odpowiedz

ewa
ewa | 2007-09-11 02:00 Zgłoś komentarzZgłoś komentarz do moderacji

Bardzo ciekawe spostrzezenia .Artykul daje wiele do myslenia ewa

Odpowiedz
X

Logowanie

avatar

Nie masz jeszcze konta ?

Zarejestruj się




Zapomniałeś hasła?