Babyonline.pl
 
 
Rozwiń menu

Dzięki in vitro jesteśmy rodzicami

| 23.07.2007, aktualizacja: 01.08.2007 | 2

Dobrali się jak w korcu maku. Nie tylko charakterem, temperamentem, zainteresowaniami. Obojgu medycyna nie dawała szans na zostanie rodzicem.

separator
Wyślij e-mailem
separator
Oceń :
(3)
Dzięki zapłodnieniu metodą in vitro mają dziś dwie wspaniałe córki: 4-letnią Zosię i 5-miesięczną Antoninę.

Stworzeni dla siebie

Steffen jest Duńczykiem. Ma niebieskie oczy i jasne włosy. Ula – niewysoka, drobna brunetka właśnie tak wyobrażała sobie typowego mieszkańca Skandynawii. Ale nie o wygląd przecież chodzi. Ważniejsze, że w jego ramionach czuje się bezpiecznie.
– Każdej kobiecie życzę takiego męża – śmieje się, aż widać iskierki w jej brązowych oczach. – Steffen jest opiekuńczy, troskliwy, odpowiedzialny. I szczery. Już na początku naszej znajomości nie ukrywał, że był chory na białaczkę i przebył chemioterapię po przeszczepie szpiku.
– Miałem 21 lat, gdy dowiedziałem się o tej strasznej chorobie – wspomina Steffen. – Gdy leżałem w szpitalu, lekarz poradził, żebym zdeponował nasienie. Wtedy marzyłem tylko o tym, by przeżyć. O przyszłej rodzinie, dzieciach nawet nie myślałem. Lekarz przewidział, że pewnie kiedyś zapragnę zostać ojcem, a po chemioterapii będę przecież bezpłodny. Oddałem nasienie, które było przechowywane w klinice w specjalnym termosie. Pomyślałem, że może nie jest ze mną tak źle, skoro lekarze przewidują, że będę chciał mieć dzieci. Leczenie powiodło się. Steffen wyzdrowiał i kilka lat później przyjechał na studia ekonomiczne do Polski...
Ula była jedynaczką. Odkąd pamięta, tęskniła za rodzeństwem i myślała, że kiedyś będzie miała całą gromadkę dzieci. W wieku 24 lat z powodu jakiejś kobiecej dolegliwości trafiła do lekarza. Badania wykazały niedomogi hormonalne i patologię jajników. "Dzieci pani pewnie mieć nie będzie" – ostrzegł lekarz. Najpierw przeżyła szok, potem powoli oswoiła się z tą myślą.
Poznali się na prywatce u wspólnego znajomego. Najpierw po prostu się przyjaźnili. Potem coś zaiskrzyło. Którejś nocy Steffen wyznał jej, że jest bezpłodny. "Ale nasienie mam zdeponowane" – dodał szybko.
Pomyślałam, że jesteśmy dla siebie stworzeni. – Ja też mogę mieć kłopoty, aby zostać matką – wyjaśniła szczerze Ula i pomyślała natychmiast, że trafili na siebie chyba cudem. Gdyby się nie udało, gdyby nigdy nie mieli dzieci, przynajmniej nie będą się o to nawzajem obwiniać. Wtedy po raz pierwszy zaczęli mówić o adopcji. Ale oboje byli pewni, że mimo wszystko spróbują postarać się o własne potomstwo.

Podróż z zieloną walizką
Sześć lat temu w rodzinnym miasteczku Steffena wzięli ślub. Już wtedy oboje marzyli o dziecku. Ula wiedziała, że bez pomocy medycyny się nie obejdzie.
Z przejęciem słuchała opowieści koleżanki z pracy, która urodziła dziecko dzięki zapłodnieniu in vitro. Postanowiła zaufać tej metodzie. W Warszawie znalazła prywatną przychodnię leczenia niepłodności Novum, gdzie, jak słyszała, wykonują te zabiegi profesjonalnie i skutecznie. Zdecydowała, że tam poddadzą się leczeniu.
Podróż z zieloną walizką zapamiętamy na zawsze. – Najpierw należało przywieźć z duńskiej kliniki termos z zamrożonym nasieniem męża – opowiada Ula.
Cała podróż nie mogła trwać dłużej niż 24 godziny, bo tylko tyle czasu "wytrzymuje" termos. A lot samolotem nie wchodził w grę. To było niedługo po 11 września 2001 r. i bali się, że celnicy będą chcieli otworzyć termos. Popłynęli więc promem.
– Nigdy nie zapomnę tej niesamowitej podróży – uśmiecha się Ula. – Termos umieściliśmy w zielonej walizce i pilnowaliśmy jej jak największego skarbu. Nawet na posiłki chodziliśmy z walizką. Do dziś ją przechowujemy na pamiątkę.
separator
Wyślij e-mailem
separator separator
Komentarze (2)
avatar

Maja
Maja | 2011-07-04 22:49 Zgłoś komentarzZgłoś komentarz do moderacji

ta historia tylko potwierdza jak bardzo potrzebne są takie kliniki w , których można pomóc naturze i zostać rodzicem :) a teraz jeszcze są takie programy jak In vitro do skutku, które jeszcze większym zakresie trafiają do par starających się, jak wiadomo kosztuje ale za to do skutku i tu duży + za podejście kliniki do pacjenta

Odpowiedz

soraya
soraya | 2008-05-27 14:41 Zgłoś komentarzZgłoś komentarz do moderacji

wspaniale ze wam sie udalo lepiej urodzic dziecko z pomoca in vitro niz wychowywac obce

Odpowiedz
X

Logowanie

avatar

Nie masz jeszcze konta ?

Zarejestruj się




Zapomniałeś hasła?