Babyonline.pl
 
 
Rozwiń menu

Epoka brązu

Ale to musiała być radość, gdy archeolodzy trafili w Mykenach na maskę Agamemnona! Ciekawe, czy greccy specjaliści wiwatowali nad cudami z brązu z równie silną ekspresją jak drużyny po wygranych mundialach. Może któryś z profesorów zdjął koszulkę? Wszak na Peloponezie gorąco jak w ciemnej kuchni mojej babci (zapalała na wszelki wypadek wszystkie palniki). Epoka brązu, to były czasy, z jednej siekierki tyle radochy...
 
Tymczasem wielu rodzicom historia planety Ziemia dzieli się na erę przed dzieckiem i erę po dziecku.
„To było zanim urodził się Filipek”. „Pamiętasz naszą podróż westfalką na Nord Cap? Dojechaliśmy, a tu taka mgła, że nic nie widzieliśmy! Wzięliśmy kumpla, który świetnie gotował, pamiętasz, to było przed Julią. Co się teraz z Andrzejem dzieje?”. Wspomnienia „sprzed dziecka”, nawet jeśli ten młody człowiek nie ma jeszcze lat trzydziestu, a zaledwie trzy, wypowiadane bywają z taką nostalgią, jak gdyby wspominano utracone Kresy. W epoce przed dzieckiem nasze życie należało do nas. Jadaliśmy na mieście byle co, przed każdym wyjściem do kina pół dżointa, imprezy w chacie to takie były, że sąsiedzi przez tydzień obrażeni byli. Przed dzieckiem to seks był spontaniczny jak liście w buszu. Najlepiej rano przed pracą. Albo w aucie, bo fotelik nie przeszkadzał. Planowanie urlopu? A gdzie tam, wyjazdy znienacka, nieprzewidywalne niczym kurs złotego.

W epoce po dziecku to niewolniczy kierat na tej planecie nastał. Orka na ugorze. Jesteś niczym afrykański niewolnik przed wojną secesyjną. Zamiast po pracy (o ile ją mamy) wpadać na siłownię, z koleżankami po wejściówki do teatru stać albo posnuć się po centrum, uprawia się bieg przez płotki z siatami zakupów. Pieluchy w jednej ręce, w drugiej włoszczyzna na zupę krem. Kto pierwszy będzie w domu. Ty czy twoja druga połowa (o ile istnieje). W domu już czeka pan i władca w postaci dwuletniego królewicza lub różowa obrażona królewna. Wielce prawdopodobne, że niania, zanim odłoży twój służbowy laptop, powiadomi cię, że za tydzień odchodzi do Kowalskiego, bo lepiej płaci. Rano w łóżku, owszem, niespodzianka. Nie, to nie nowa bielizna oblubienicy. To przydreptało wasze ukochane maleństwo. Zasikane majtasy. To normalne. Zdarza się w tym wieku.

Życie sprzed dziecka wielu rodziców stara się „odtworzyć”, upychając dziecko teściom albo rodzicom na wyjazdy z nianią. Wtedy na gwałt staramy się zaplanować wszystkie przyjemności, w których dziecko nam przeszkadzało. Nocne balangi, wystawne kolacje z tajską kuchnią na ostro zamiast mdłych pulpetów, trzy koncerty, dwa teatry, spotkanie w realu z nowymi kochankami poznanymi w necie. Lista jest tak długa, a tydzień taki krótki. „Nie mogę uwierzyć, że dzieci za dwa dni wyjeżdżają. Boże, tydzień wolnego!”. Słysząc taką namiętną radość koleżanek (porównywalną z radością zdobywców Oscara) z powodu wyjazdu ich dzieci, zaczynam się zastanawiać, dlaczego w ogóle te dzieci miały? Jeśli najmilej jest, gdy podopieczni wyjechali…

Odpowiedź przychodzi zwykle po pięciu dniach. Mamuśki przeglądają w telefonie nadesłane przez nianię bądź dziadka fotki córeczki i czule wzdychają: „Tylko kilka dni, a mnie się wydaje, że Myszka znów podrosła. Tęsknię za nią okrutnie”. „A co z waszą listą przyjemności? Jesteście przy piętnastym punkcie?”. „Oj, wiesz co. Już nie pamiętam, co planowaliśmy. Jedyne co zrobiłam, to przeczytałam na kanapie szwedzki kryminał o seryjnym mordercy”.                                


Tekst: Agata Passent/Syndykat Autorów.
X

Logowanie

avatar

Nie masz jeszcze konta ?

Zarejestruj się




Zapomniałeś hasła?