Babyonline.pl
 
 
Rozwiń menu

Gdzie są lekarze, ja pytam?! Rodzicu, witamy w bestialskim Polish reality

| 09.09.2015, aktualizacja: 09.09.2015 | 4

Urodziłaś dziecko – gratulacje, otrzymujesz tytuł magistra medycyny. Teraz jesteś nie tylko matką, ale i lekarzem. Nie dziw się! W polskim systemie nikt nie udzieli pomocy twojemu dziecku, jeśli nie odbędziesz tryliarda wizyt i namolnie, jak mucha będziesz walczyć o to, co ci się należy.

separator
Wyślij e-mailem
separator
Oceń :
(2)
szpital, ruina, sala szpitalna
fot. fotolia

Gdzie są lekarze, ja pytam?!

Będzie o służbie zdrowia, o lekarzach, którzy mają klapki na oczach i rodzicach zmuszonych do podejmowania decyzji w kwestiach medyczny, o których jeszcze kilka dni wcześniej nie mieli pojęcia, a ważących na zdrowiu (a nawet życiu) swojego dziecka.

Droga przez mękę, czyli szukanie pomocy dla chorego dziecka

Moje dziecko zachorowało. Tak nagle. Czy to coś poważnego? Nie miałam pojęcia. Jak większość matek udałam się do lekarza, który (Uwaga!) zalecił ignorowanie objawów, bo to nic takiego i na pewno samo przejdzie. Na przekór lekarzowi choroba nie przeszła, a wręcz przeciwnie zaczęła się w bardzo szybkim tempie rozwijać. Szybki nocny wypad do szpitala i trafiamy na oddział z podejrzeniem ... padaczki! W ten sposób to zdiagnozowane "nic" w ekspresowym tempie urosło do podejrzenia padaczki. 3 dni badań, nieprzespanych nocy, morza wylanych łez, w ciągu których z padaczki przeszliśmy szybkim skokiem na guzy mózgu i nowotwory. Po trzech dniach dostajemy wypis (żadnej choroby nie znaleziono) i skierowanie do psychologa. Szczęśliwa wracam do domu, a po chwili zerkam na dziecko i uświadamiam sobie, że przecież oni jej nie pomogli. Dziecko chore, jak było - tak jest nadal. Biegiem do psychologa (oczywiście prywatnie), który odsyła do psychiatry, ten przepisuje leki na nie wiadomo na co, bo wciąż nie mamy diagnozy.
Stoję na środku mojej kuchni z pudełkiem tabletek w ręku na obniżenie ciśnienia dziecka, któremu nie zmierzono nigdy ciśnienia i muszę podjęć decyzję – nie lekarz – tylko ja, matka – czy dać je dziecku, czy też nie. Szukam, pytam, może ktoś był w podobnej sytuacji. Kolejni lekarze, kolejne wizyty – brak diagnozy, brak pomysłu na leczenie, a dziecko w coraz gorszym stanie.
Tak upływa pół roku.
Dzwoni do mnie matka dziecka z podobnymi objawami, bo znajomy znajomej dał jej numer. Pozbywa mnie złudzeń, mówiąc, że już 3 lata odbija się od jednego lekarza do drugiego! 3 LATA! Nie mogę w to uwierzyć! Jeden obstawia padaczkę, drugi niedobory witamin, trzeci podejrzewa pasożyty, a czwarty choroby psychiczne.

Kto ma podjąć decyzję, co dolega dziecku?

Rodzicu, nie łudź się, że będzie to lekarz. On tylko odhaczy swoje i wypisze cię, skończy się czas twojej wizyty, a co dalej ze zdrowiem dziecka? To już nie jego problem, niestety. Kiedyś wierzyłam, że lekarzem trzeba być z powołania, że oni chcą nieść pomoc, zwłaszcza dzieciom. Niestety ciężko mi się dopatrzeć w ich działaniu krztyny współczucia, zrozumienia i spojrzenia całościowo na dziecko, a nie tylko na jego kawałek, który akurat jest im wygodnie zbadać. Nie ma w nich również czystej ciekawości dr House'a, który traktuje pacjentów jak zagadki. Tak, niech moje dziecko będzie dla ciebie zagadką do rozwiązania! Mam to gdzieś, dlaczego je leczysz, byle byś odkrył, co się z nim dzieje. Nie liczę na cudowne ozdrowienie, chcę tylko diagnozy, czy to aż tak wiele?!

Zobacz też: Pobyt w szpitalu z dzieckiem - co brać?

Podsumowanie, które nie jest podsumowaniem

Jeśli dotarłaś/eś do tej części mojego tekstu, to możliwe, że zdążyłaś/eś już mnie osądzić, jako matkę, która przekłada swoje doświadczenia na wszystkich lekarzy. Nawet chciałabym, żeby była to tylko moja paranoja. Niestety takich mam, jak ja jest więcej. V-ce Prezes Zarządu Stowarzyszenia Chorych na Stwardnienie Guzowate, mama chorego Bartka mówi: "W Polsce brakuje wiedzy i systemowego leczenia (...). Nie nadążamy za postępem, który obserwujemy na świecie. W praktyce terapia opiera się na wizytach u różnych specjalistów, którzy wysyłają na badania i przepisują leki na konkretne objawy, nie konsultując terapii w ramach jednego zespołu. Koordynatorem całego procesu leczenia staje się rodzic, który musi posiąść odpowiednią wiedzę."

Jak się czuję, podejmując decyzje, ważące na zdrowiu mojego dziecka? Jakbym w dmuchanym kostiumie sumo stąpała po linie umieszczonej kilkanaście metrów na ziemią.

Nie będzie konkluzji ani podsumowania, bo wciąż mam nadzieję, że nastąpi ciąg dalszy i kiedyś będę mogła opisać, jak to spotkałam wspaniałego lekarz. Może kiedyś ...

Zobacz też: Popsute dziecko - felieton matki po wizycie w szpitalu
separator
Wyślij e-mailem
separator separator
Komentarze (4)
avatar

ruda23021987
ruda23021987 | 2015-09-14 21:23 Zgłoś komentarzZgłoś komentarz do moderacji

moja mama była odsyłana od lekarza do lekarza przez ponad 16 lat. tez podejrzewali padaczkę. chociaż pierwsza hipoteza obstawiała migrenę. masa badan pobrań krwi eeg lekarzy bioenergoterapeutów i masa innych przez 16 lat a ja traciłam przytomność na kilka sekund i bolała mnie strasznie głowa. dziś mam 28 lat i niespełna dwuletnią córkę. niedawno na własne żądanie poszłam na rezonans magnetyczny. okazało się że mam torbiela pajęczynówki, który był powodem wszystkich moich dolegliwości. nigdy wcześniej nie miałam rezonansu głowy..... i cóż przez 16 lat mojego życia kiedy byłam małą dziewczynką dostawałam silne leki na padaczkę oraz na migrenę niektóre były na bazie amfetaminy inne były sterydami, po ktorych tyłam na potęgę i do dnia dzisiejszego ponosze konsekwencję decyzji niewykształconych lekarzy. moja córka ma astme to dajmy jej sterydy.... majac 8 miesiecy wazyla 13 kg. moja pierwsza coreczka ktora miala dziure w sercu po porodzie i innie problemy.... sluchalam jak glupia lekarzy az powiedzialam dosc. teraz daje jej leki tylko wtedy kiedy uwazam ze potrzebuje a nie potrzebuje ich caly czas jak mowia lekarze. zaraz bedzie miala dwa latka ma 96 cm wzrostu i wazy 14 kg. rozwija sie bezblednie jest pelna zycia i szczupla. nie jest małą kuleczką jaką ja byłam kiedys....

Odpowiedz

Weronika
Weronika | 2015-09-14 11:39 Zgłoś komentarzZgłoś komentarz do moderacji

Oj tak, lekarzom prywatnym i NFZ zawdzięczam fakt, że nasze dziecko było od włos od zejścia z tego świata. Chudło w oczach, wymioty, biegunki, leki, antybiotyki, ciągłe choroby - ale przecież wymyślałam, było zdrowe, dopóki 9 m-czne niemowlę nie schudło 1,5 kg, przy swojej i tak niewielkiej wtedy wadze. "Co Pani robi? Proszę karmić dziecko!" - preparaty na apetyt.... i wszystko na nic. Sugerowałam rozwiązanie, ale mnie zbywano, szukałam potwierdzenia, bo niby wiedziałam, ale ufałam lekarzom jak autorka, liczyłam że wiedzą co robią..... w końcu z bólem serca, żołądka i wszystkim innym JA podjęłam decyzję i ... po 3 m-cach moje dziecko ... zmieniło się nie do poznania, odżyło, ozdrowiało, zaczęło być dzieckiem, a nie tylko marudą, zaczęło jako tako jeść, przybierać, przez 1,5 roku nie brało antybiotyków. Dziś znów stawiam na moje - od 4 m-cy nikt nie potrafi pozbyć się bakteryjnego kataru, no ale jak mieli się go pozbyć jak mówią - dziecko jest zdrowe, proszę się przyzwyczaić, tak już jest, to katar przedszkolny. A dziecko nie może jeść, oddychać, swobodnie się bawić... UFAJCIE MATKI SERCOM SWOIM NIE LEKARZOM!!!! - PRzykre, ale prawdziwe.

Odpowiedz

kali
kali | 2015-09-14 04:56 Zgłoś komentarzZgłoś komentarz do moderacji

niestety SMUTNA prawda :/ doskonale rozumiem Twoją złość :( ....sama mam przykre doświadczenia z lekarzami

Odpowiedz

Beatrice
Beatrice | 2015-09-10 17:20 Zgłoś komentarzZgłoś komentarz do moderacji

Ogromnie mi przykro z powodu choroby dziewczynki autorki tekstu. Rozumiem jej frustrację... To, co moge polecić w takiej sytuacji to szukanie dobrego lekarza i czytanie fachowej literatury, a takowa dostępna jest w języku angielskim, (bo tu niczego się nie wymyśla, tylko powiela czyjeś myśli, więc po polsku szkoda czytac.)

Odpowiedz
X

Logowanie

avatar

Nie masz jeszcze konta ?

Zarejestruj się




Zapomniałeś hasła?