Babyonline.pl
 
 
Rozwiń menu

Grzeczne czy przebojowe - wywiad z Dorotą Zawadzką, Supernianią

| 18.07.2008, aktualizacja: 07.07.2016 | 1
separator
Wyślij e-mailem
separator
Oceń :
(1)
dziecko, dziewczynka, maluch, uśmiech
Chcielibyśmy, żeby nasze dzieci były grzeczne, to jasne. Ale wiemy też, że ważne jest, by radziły sobie w świecie, i gdy trzeba, potrafiły powiedzieć „nie”. Czy to w ogóle da się pogodzić?
Zapytaliśmy o to Dorotę Zawadzką, Supernianię.

Wszyscy chcemy, żeby nasze dzieci były grzeczne. Grzeczne, czyli… No właśnie, jakie?


Dororta Zawadzka: Trudno to zdefiniować, bo każdy rodzic widzi to trochę inaczej i czego innego wymaga. Dla wielu ludzi „grzeczne” równa się posłuszne, ciche, niesprawiające problemów. Takie, które spokojnie siedzi na ławce koło mamy, nie przeszkadza, niczego nie chce, nie ma własnego zdania, niemal nie oddycha… Dla mnie tak pojmowana grzeczność to zaprzeczenie dzieciństwa.

Dlaczego?

Bo taki spokój nie jest dla dziecka stanem normalnym. Supergrzeczne maluchy nie sprawiają dorosłym kłopotów, ale same mają naprawdę duży problem: boją się ludzi, życia, samodzielności, rówieśników. To niedobrze, gdy człowiek rośnie w przekonaniu, że świat jest zły albo niebezpieczny.

Więc co w takim razie robić? Pozwalać dziecku na wszystko?

Nie! Jednak zabierając się za wychowywanie dziecka, musimy wiedzieć, do czego zmierzamy. Myśleć nie tylko o tym, co się dzieje tuli teraz (Uff: siedzi cicho i pokornie robi, co mu się każe), ale o tym, jakim człowiekiem ma być w przyszłości (Czy na pewno chcielibyśmy, żeby nadal takie było?). Dziecko musi biegać, dotykać, eksperymentować, buntować się, czasem nawet wkładać głowę między barierki. Dzięki temu uczy się świata, poznaje swoje możliwości, gromadzi wiedzę, jednym słowem – rozwija się. Nie zrobi tego, siedząc cicho w kącie i udając, że go nie ma. Dla mnie grzeczne dziecko to takie, które bada świat, eksperymentuje, ma swoje zdanie, jest samodzielne, ale jednocześnie stosuje się do obowiązujących zasad.

Czy to w ogóle da się pogodzić?

Oczywiście, że tak, pod warunkiem że dziecko tych zasad nauczymy i że powiemy mu (i będziemy to powtarzać do skutku), co jest dobre, a co złe. Ono się przecież nie rodzi z tą wiedzą. Musi nauczyć się, że są sprawy, w których nie ma negocjacji. Że nie można nikogo bić ani obrażać. Że nie wolno wybiegać na ulicę. Że trzeba po sobie sprzątać. I tak dalej. Ale nie może być tak, że zabronione jest prawie wszystko.

Jak uczyć tych zasad?

Przede wszystkim konsekwentnie. Nie może być tak, że inne reguły obowiązują w domu, a inne poza nim. Jeśli przestrzegamy jakiejś zasady, powinniśmy przestrzegać jej zawsze. Czytałam kiedyś o arystokracie, który w środku dżungli rozkładał stolik, włączał muzykę i dopiero wtedy zasiadał do posiłku. Uważam, że właśnie tak powinno być. Jeśli nie wolno trzymać nóg na stole, to nie wolno robić tego i u cioci na imieninach, i we własnych czterech ścianach. Jeśli nie wolno kłamać, nie wolno i w małych, i w dużych sprawach. Kradzież jest złem zawsze, niezależnie od tego, czy chodzi o dużą, czy o małą rzecz. To nie dla wszystkich jest oczywiste. Pracowałam z mamą, której synowie ubliżali i podnosili na nią rękę. Chłopcy buntowali się, nie zamierzali przestać. I ona powiedziała mi: „Wiesz co? Trudno, może niech to robią, byle nie przy ludziach”. Tak nie można!

Ważne jest również to, by samemu przestrzegać zasad, prawda?

Oczywiście. Wystarczy pomyśleć, co się dzieje w głowie dwu-, trzylatka, któremu ojciec daje klapsa, mówiąc równocześnie: „Tyle razy ci mówiłem, że nie wolno bić słabszych!”. Nie można uczyć, że agresywne zachowania są złe, samemu zachowując się agresywnie. Przecież to absurd! Podobnie jest z agresją słowną. Z tym jest naprawdę źle. Gdy słyszę, jak mówią maluchy, więdną mi uszy. To straszne, że przechodzimy nad tym do porządku dziennego.

Często się słyszy, że dziś wielu dzieciom brakuje zwykłej kindersztuby...

Bo brakuje. Nie rozumiem, jak matka może nie reagować, gdy dziecko nie kłania się nauczycielce czy sąsiadce. Powinniśmy pilnować tych spraw, pilnować, by dziecko odnosiło się do starszych z szacunkiem, by mówiło „proszę”, „dziękuję”, „przepraszam”. Niestety, przestaliśmy o to dbać.

Czy nie wystarczy dobry przykład?

Skoro mówię „dzień dobry” i traktuję innych z szacunkiem, chyba mogę liczyć na to, że moje dziecko będzie postępować podobnie? Dobry przykład jest niezbędny, bo maluchy nas, rodziców, naśladują. Ale to nie wystarczy, żeby wyłuskać z naszego postępowania wszystkie ważne reguły. Poza tym dzieci lubią eksperymentować, sprawdzać: „A co będzie, jeśli postąpię inaczej?”. Dlatego trzeba mówić jasno, ubierać zasady w słowa i pilnować, by były respektowane.
separator
Wyślij e-mailem
separator separator
Komentarze (1)
avatar

Ania
Ania | 2014-06-04 14:54 Zgłoś komentarzZgłoś komentarz do moderacji

Moim zdaniem p. Dorota ma rację. Najważniejsze nie jest wyznaczenie granic ale ich utrzymanie. Ja długo walczyłam z "proszę", "dziękuję" i "przepraszam", ale się udało, teraz nie wyobrażam sobie, żeby wchodząc do sklepu dziecko nie powiedziało grzecznie "dzień dobry" :) My bardzo dbamy o kulturę, nie tylko tą w wysławianiu się i zachowaniu ale i w stylu życia - rozwój kulturalny jest bardzo dla nas ważny, np zamiast do kina, chodzimy do Teatru Małego Widza w Warszawie, a zamiast do centrum handlowego - na spacer do parku.

Odpowiedz
X

Logowanie

avatar

Nie masz jeszcze konta ?

Zarejestruj się




Zapomniałeś hasła?