Babyonline.pl
 
 
Gry
Rozwiń menu

Internet: "To dziecko zmarło przez presję karmienia piersią!" Hafija: "Szukacie winnych nie tam, gdzie trzeba"

| aktualizacja: 10.03.2017 | 29

"Gdybym podała mu butelkę, moje dziecko dziś by żyło..." – ta dramatyczna opowieść mamy rozpętała w mediach antylaktacyjną histerię! Słusznie? Czytaj opowieść Jillian i komentarz promotorki karmienia piersią, Agaty Aleksandrowicz (Hafija.pl). 

separator
Wyślij e-mailem
separator
Oceń :
(4)
karmienie piersią przyczyną odwodnienia?
fot. Fotolia/FB
Karmienie piersią często wiąże się ze strachem, czy dziecko się najada – a takie historie, jak ta poniżej, jeszcze ten strach pogłębiają.

Kilka dni temu Jillian Johnson, mama zmarłego chłopca, zamieściła w internecie opowieść, w której o śmierć swojego dziecka obwinia presję karmienia naturalnego. Jej dramatyczny list rozpętał kolejną dyskusję o presji karmienia piersią – tylko czy naprawdę śmierci noworodka winne jest karmienie piersią? Czy może jednak coś innego?

"Gdybym podała mu butelkę..." – winne karmienie piersią?

5 lat temu Jillian urodziła synka. Rodziła w szpitalu nastawionym na karmienie naturalne – w którym mleko modyfikowane było podawane tylko tym dzieciom, którym lekarz wypisał na nią receptę. Chłopiec, mały Landon po porodzie ważył 3360 g, był zdrowy. Urodził się przez cesarskie cięcie, po 2,5 godzinie od narodzin został przeniesiony do mamy. 

"Landon wisiał na mojej piersi PRZEZ CAŁY CZAS – wspomina Jillian. – Wszystkie położne zachwycały się jego ciągłym ssaniem, i tylko jedna z nich zasugerowała, że mogę mieć problem z laktacją. Powodem wg niej mógł być mój zespół policystycznych jajników i związane z tym zmiany hormonalne. Doradziła mi jakieś zioła, które miałam pić po wyjściu ze szpitala". 

Jillian wspomina, że jej synek przestawał płakać tylko wtedy, kiedy był przy piersi, więc karmiła go na okrągło. Położne, wiele razy proszone przez nią o pomoc, zawyrokowały, że jej synek to po prostu: "Maminy cycuś" i jedyne, co zaproponowały, to… cieplejszy kocyk do otulenia noworodka do snu.

Jillian, mimo ciągłego płaczu dziecka, wierzyła położnym, że nic złego się nie dzieje. W swoim liście pisze, że chociaż jej dziecko oglądało wielu ekspertów: lekarzy i położnych, to nikt nie zauważył, że jej dziecko płacze po prostu z głodu.

Zostali oboje wypisani ze szpitala w 3. dobie (chłopiec ze stratą 10 proc. wagi urodzeniowej). Następną wizytę u położnej mieli zaplanowaną na następny dzień, ale już się nie zdążyła odbyć, bo 12 godzin po wyjściu ze szpitala, u chłopca doszło do zatrzymania akcji serca.

Lekarze w szpitalu stwierdzili u niego rozległe uszkodzenia mózgu z powodu odwodnienia. Zmarło po dwóch tygodniach przebywania na OIOM-ie. 

Jillian swój list kieruje do innych rodziców i przekazuje im radę lekarza, którego poznała na OIOM-ie: "Tylko karmienie butelką daje rodzicom pewność, że ich dziecko się najada". 

Butelka to nie lekarstwo – punktuje polska promotorka karmienia! 

Opowieść mamy zmarłego chłopca została opublikowana na stronie organizacji Fed is Best (Karmienie jest najlepsze), która domaga się rutynowego dokarmiania dzieci i piętnuje „presję wyłącznego karmienia piersią”. Problem w tym, że taka presja nie istnieje, a już na pewno nie w Polsce. Poza tym – powiedzmy to głośno i wyraźnie – to nie karmienie piersią jest źródłem tej tragedii, ale brak wiedzy wśród lekarzy (której przykładem może być wypowiedź lekarza z OIOM-u) i położnych, a co za tym idzie, także wśród samych mam. 

Zgadza się z tym promotorka karmienia piersią, autorka bloga o karmieniu piersią: Hafija.pl i założycielka Fundacji Promocji Karmienia Piersią, Agata Aleksandrowicz, którą poprosiliśmy o komentarz:

– To, co spotkało tę mamę i jej dziecko, to ogromna, niewyobrażalna tragedia, niezawiniona przez nią w żadnym stopniu. Nie można jednak powiedzieć, że przyczyną śmierci jej dziecka jest karmienie piersią. Przyczyną jest nieprawidłowa opieka nad matką i dzieckiem – czyli to, o czym my, promotorki karmienia piersią, mówimy od lat! Jeśli poziom opieki okołoporodowej się nie polepszy, to takie tragedie będą się zdarzały. W tej chwili matki po porodzie nie mają dostępu do rzetelnej wiedzy o karmieniu piersią, więc nie znają wskaźników efektywnego karmienia piersią. A jak widać na przykładzie tej tragicznej historii, personel medyczny też nieraz nie ma tej rzetelnej wiedzy – przez co matki zostają bez wsparcia.

Poza tym to, co widzę w polskich szpitalach – i co potwierdził raport NIK – nie ma czegoś takiego jak presja karmienia naturalnego. Przeciwnie: kobiety są zniechęcane do karmienia piersią, a dzieci są dopajane mieszanką modyfikowaną często bez wiedzy lub zgody matki. Tymczasem odwodnienie dziecka z powodu nieskutecznego karmienia piersią to mniej niż 2 procent przypadków odwodnienia – to skrajność, a nie norma. 

Agata Aleksandrowicz na swoim fanpejdżu ostro piętnuje media, które przy okazji tragedii Jillian Johnson próbują rozkręcić antylaktacyjną histerię: 
 
Internet szaleje z okazji historii matki, której dziecko umarło z powodu odwodnienia noworodkowego. Oczywiście media dostały świra i obwiniają karmienie piersią za tą sytuację. 

UNICEF w UK odniósł się do tych rewelacji. Powiedział m.in. że ponad 20 letnia wiedza na ten temat dowodzi że u zdrowych dzieci i zdrowych mam (czyli prawie wszystkich) to zjawisko jest po prostu do uniknięcia BEZ potrzeby rutynowego dokarmiania wszystkich dzieci, które to dokarmianie, jak pokazują badania, zmniejsza szanse na udane karmienie piersią!


Przeciwdziałają takiemu "zagłodzeniu" dziecka proste interwencje – opieka okołoporodowa i edukacja. Rutynowe dokarmianie – nie. Rutynowe dokarmianie jest zagrożeniem dla karmienia piersią
Przypadki odwodnienia dziecka po porodzie związane z problemami laktacyjnymi to niecałe dwa procent, z czego jakiś ułamek ułamków to przypadki poważne. Żeby zagłodzić dziecko trzeba naprawdę się postarać.


Promotorka wskazuje też, że połączenie dramatycznej historii z prostą poradą: "Podawaj butelkę" to manipulacja, której młode mamy mogą łatwo ulec: 

Walczę z opinią że dzieci trzeba rutynowo dokarmiać już od dawna i bardzo mnie taka retoryka "Fed is Best" wkurza (a to i tak lekkie słowo w porównaniu z tym co czuje). Zabieranie się do problemu od tyłka strony, grzanie pocisku na karmienie piersią, zamiast dociskać służbę zdrowia o opiekę okołoporodową i laktacyjną. (...) To granie na emocjach matek: "chce Pani zagłodzić dziecko?", "Proszę podać mleko bo spada z wagi", "Proszę dokarmić to szybciej Pani wyjdzie ze szpitala".

Czytaj cały komentarz na FB Hafija.pl: 
 
separator
Wyślij e-mailem
separator separator
Komentarze (29)
avatar

Danka
Danka | 2017-03-28 14:37 Zgłoś komentarzZgłoś komentarz do moderacji

Przecież ktoś jej doradzał żeby piła jakieś zioła ,to może skorzystała z tego .Coś nie chce mi się wierzyć że dziecko odwodnilo się przez karmienie mlekiem matki .Może wogle nie karmiła i zwala winę na lekarzy i położne

Odpowiedz

Aaa
Aaa | 2017-03-24 13:37 Zgłoś komentarzZgłoś komentarz do moderacji

W szpitalu nakłaniają do dokarmiania mm sama tego doświadczyłam wręcz przeciwnie nikt z personelu nie interesował się czy w ogóle wiem jak karmić piersią i co robić żeby rozkręcić laktację. To żenujące żeby wmawwiac młodym matkom że mm jest lepsze od naturalnego pokarmu. Jestem matką osmiomiesiecznego synka od początku z wieloma problemami związanymi z karmieniem wielokrotne zastoje i ból przy karmieniu ale wiem że nic lepszego mojemu dziecku nie mogłabym dać

Odpowiedz

Ola82
Ola82 | 2017-03-23 21:20 Zgłoś komentarzZgłoś komentarz do moderacji

Chyba tylko w Polsce naciska się tak mocno na matki aby karmiły piersią, ale jeśli chodzi o pomoc laktacyjną to prawie jej nie ma.

Odpowiedz

Mama2
Mama2 | 2017-03-23 21:18 Zgłoś komentarzZgłoś komentarz do moderacji

Właśnie w Polsce jest taka straszna nagonka na karmienie piersią, po trupach aby piersią. Ja przepłaciłam to prawie depresją.

Odpowiedz

mama
mama | 2017-03-23 11:35 Zgłoś komentarzZgłoś komentarz do moderacji

Tragedia!!!!! Jeśli w polsce nie ma presji to mi kaktus na tyłku rośnie. Rodziłam 2 razy, 2 razy w tym samym szpitalu. 2 razy poród naturalny. pierwszy raz nawet synek nie umiał złapać. Kazali przystawiać ciągle. nie spałam. Spałam dopiero gdy był naświetlany. JAk poprosiłam o mleko w butelce to popatrzyły na mnie jak na wariatke. Wypłakałam wręcz butelke. dostałam 20ml :( po godzinie znowu płacz. wtedy już sie nie cackałam. sama nalałam dziecku 40ml mleka. spał mi 3 godziny. był wyspany, ja wykąpana, pojedzona i od stresowana troche. Dopiero jak wychodziłam ze szpitala miałam nawał. pffffff 70 ml to nie nawał....... walczyłam 2 miesiace o to by karmić. I tak drogie kobiety przeciwne MM. Mój synek był na butelce!!!! nie chorował mi prze 2 lata!!!! z córką to już inna bajka ale też w szpitalu mleka nie było i miała butelke. tylko że 2 lata póniej były inne położne, mlode wyrozumiałe i dostałąm laktator dla pewności że coś mam w tych gigantach. przepłakałam ostatnie 2 badania jak mi powiedzieli że leci z wagi. w domu też była karmiona butelka. dla pewnośći odciągałam.

mamy: jesli chcecie karmić, trzeba sie odzywiać. jeść więcej troche. nie trzymać sie tych starych zabobonów, że jedzenie jest be.... ( kapusta bigos itd.) zero stresu czyli najlepiej sie odciąc od matki i teściowej. Nawet w szpitalu miałam cole koło łózka i nikt mi nawet nic nie powiedział.

Odpowiedz Pokaż odpowiedzi

Ania
Ania | mama | 2017-03-24 08:36 Zgłoś komentarzZgłoś komentarz do moderacji

Odcięcie się od zabobonów, od matki i teściowej (słowem: od rodzinki) to w ogóle NAJLEPSZE co można zrobić dla dobra dziecka i swojego. Mówię to z perspektywy prawie 5 lat bycia mamą. Gdybym karmiła, ubierała, spędzała z dzieckiem czas, wychowywała je tak jak mamusia mówi albo teściu, to dziś moje dziecko nie byłoby takie jakie jest, ja byłabym sfrustrowana, sypałoby mi się małżeństwo a z dzieckiem nie miałabym tej wspaniałej więzi, którą udało mi się stworzyć <3
Szkoda, że mało którzy dziadkowie są mądrymi dziadkami wspierającymi rodziców :( Raczej prowadzą wojnę z własnymi dziećmi o wnuki :(

Odpowiedz

MamaNaEtacie
MamaNaEtacie | 2017-03-22 17:01 Zgłoś komentarzZgłoś komentarz do moderacji

Kłamstwem jest to że ponoć nie ma presji w szpitalach odnośnie karmienia piersią. W szpitalu w którym urodziłam synka już po 6 godzinach zgłosiłam że dziecko ciągle płacze, a moje piersi ssie tak mocno że nie mogę wytrzymać z bólu to usłyszałam od jednej położnej " Jestem młoda głupia i karmić mi się nie chce". Przez następne godziny ciągle zgłaszałam problem z ilością pokarmu. To od lekarza noworodkowego usłyszałam że nie mam dziecku dawać glukozy tylko przystawiać do piersi. Każdy wywierał na mnie presje. Na siłe przystawiano mi dziecko do piersi. Po dwóch dniach nas wypisano. W domu dziecku podałam mleko modyfikowane a z moich piersi postanowiłam ściągnąć i zobaczyć ile go jest - było go nawet nie 5 ml. Niektóre położne twierdzą że pokarm może najść dopiero na 5 dobę po porodzie ale mi nie naszedł wcale.

Odpowiedz Pokaż odpowiedzi

Ewa
Ewa | MamaNaEtacie | 2017-03-24 12:01 Zgłoś komentarzZgłoś komentarz do moderacji

Miałam bardzo podobną sytuację. Poród był wywoływany w 39 tyg z powodu wysokiego cisnienia. Córka urodziła się mając 3600 g :-) od razu na sali porodowej pięknie przyssała sie do piersi. Pielegniarki były zachwycone. Ale nie za długo. Mała po przewiezieniu na salę ciagle plakała. Położne kazaly mi ja ciagle przystawiać do piersi, ale ona albo zasypiala zmeczona ssaniem, albo bawila się piersią. Drugiego dnia było gorzej. Zaczeła szarpać piersi, z nerw je poraniła i to oczywiscie było dla personelu normalne bo przecież jestem pierworódką. Prosiłam o butelkę to odsyłali mnie z kwitkiem bo takie dziecko ma malutki żołądek i musi jej wystarczec to co w piersi. A placz był coraz gorszy. Wypisali nas po 48 h w stanie dobrym. Ale w domu było to samo. Córka była nerwowa. Tylko przy piersi sie uspokajala ale zaledwie na chwile. Kazdy twierdzil ze sie za bardzo denerwuje i dlatego ona to czuje. Słyszałam ciągle ze pokarm jutro sie zacznie.. Dziś mija 8 doba a ja po 3 godzinach przerwy w jedzeniu próbowałam odciągnąć pokarm i bylo łacznie około 7 ml. I jak moje dziecko miało się tym najadac? Od poczatku staram się zdrowo jesc , warzywa, owoce, jogurty i litry plynów a mimo to pokarmu brak. Niech mi nikt nie mowi ze dokarmianie jest złe. Wolę być zła matka, ale mieć dziecko z pełnym brzuszkiem niz zaszkodzic mu odwodnieniem. Początkowo płakałam bo co ze mnie za kobieta ze pokarmu nie ma, ale płacz nic nie daje.

Odpowiedz

anna81
anna81 | MamaNaEtacie | 2017-04-06 14:39 Zgłoś komentarzZgłoś komentarz do moderacji

Niemożliwe, że przystawiając stale lub prawie stale dziecko do piersi - nie powstanie pokarm w piersiach. Początki są trudne. Brakuje tylko personelu, który rzetelnie i spokojnie wytłumaczy matkom, jak należy dziecko przystawiać i jakie są wskaźniki skutecznego karmienia piersią. Oczywiście nic na siłę. Jeżeli matka nie chce karmić piersią nie należy jej do tego zmuszać.
I komentarz odnośnie laktatorów - laktatory są po to, aby wspomóc laktację, a nie sprawdzać, ile jest pokarmu w piersiach. Nawet najlepszy laktator nie wyciągnie tyle mleka, ile jest w stanie to zrobić zdrowy osesek.

Odpowiedz

Magda
Magda | MamaNaEtacie | 2017-06-09 07:49 Zgłoś komentarzZgłoś komentarz do moderacji

Problemem jest ciągle brak merytorycznego wsparcia w szpitalu... Ja na szczęście takie dostałam, dzięki temu teraz karmię. Córka urodziła się z niską wagą urodzeniową, sn. Od razu po porodzie została mi przystawiona do piersi. Possała może z 5 minut i zasneła na 3h. Po tym czasie obudziła się i zaczął się mój pierwszy kryzys. Malutka cały czas wisiała przy piersi. Spała tylko z sutkiem w buzi więc cały dzień leżałam z nią w łóżku z przerwą na kąpiel przy dźwiękach jej płaczu. Gdy nie ssała, płakała. Pierwsza myśl? Mam za mało mleka. Pobiegłam do położnej odpowiedzialnej za laktacje, która przez 3 dni zaglądała do mnie kilka razy dziennie. Poprawiała naszą technikę karmienia tłumacząc, że jest to niesamowicie ważne dla rozkrecenia laktacji. No i przede wszystkim... Uświadomiła mi, że moje problemy mogą wynikać ze stresu i poprosiła żebym wyluzowała. W międzyczasie kupiłam laktator, przez który dostałam 2. kryzysu, bo odciagnełam nim jedynie parę kropel (wniosek? pewnie nie mam mleka...). Córka wypisana z 9 % spadkiem wagi (a już przy urodzeniu ważyła mało...). Zależało mi jednak żeby karmić naturalnie. Ciagle więc przystawiałam Małą do piersi, która jako mały ssak wisiała na niej praktycznie ciągle... położna środowiskowa kontrolowala co jakis czas moją technikę, ja zakupiłam wagę i co 3-4dni ważyłam córkę. Kiedy nauczyłam się ją karmić, a Malutka ładnie ssać, co zajęło nam tydzien, z 24h przy piersi zrobiło się ok 12x po 5 minut, a córka rosła w oczach. Teraz dogoniła rówieśników, jest pogodna, bo uwielbia przytulać się do piersi, jest najedzona, a ja szczesliwa, że trafiłam na odpowiednią opiekę...

Odpowiedz

Ana
Ana | 2017-03-22 14:36 Zgłoś komentarzZgłoś komentarz do moderacji

W szpitali w którym rodziłam też odczułam straszną presję ze strony personelu na karmienie piersią, co było straszne. Ponadto nie było tam żadnej wykwalifikowanej osoby tj. położnej laktacyjnej. Pamiętam, że jedna z tych pielęgniarek tak strasznie się upierała przy kp i gniotła mi piersi niemiłosiernie, a moja córeczka nie potrafiła się zassać (urodziła się z niedowagą, a ja mam na dodatek wklęsłe brodawki), więc w końcu sama poszłam po mm i na wszelki wypadek kazałam przywieźć mężowi nasze własne mm. Przecież nie będę się głupich bab prosić o porcję mleka dla maleństwa, a też spadała jeszcze dodatkowo na wadze. Teraz na szczęście ma 7,5 miesiąca i zdrowo się chowa.
Ale ta presja ze strony społeczeństwa, mediów itd. jest straszna, co ma kobieta poradzić na to, że nie ma pokarmu, ja straciłam pokarm po 3 miesiącach i próbowałam wszelkich sposobów na pobudzenie laktacji, ale nie dawało rady, więc przeszłyśmy na mm.

Odpowiedz

Agata
Agata | 2017-03-21 21:46 Zgłoś komentarzZgłoś komentarz do moderacji

U mnie inaczej niż u pań poniżej. Dwa porody, dwa szpitale i dwa razy nacisk na dokarmianie. Po pierwszym bylo konieczne bo pokarm dostalam dopiero w 4 dobie a przy drugim już w szpitalu walczyłam z nawalem, dziecko od 3 doby przybierało (bez dokarmiania) a kazali dokarmić bo jak nie to nie wypiszą. Dalam dokarmić i po godzinie wypis...

Odpowiedz

Monika
Monika | 2017-03-21 19:33 Zgłoś komentarzZgłoś komentarz do moderacji

Historia tej Pani mogła być moją:( Córka straciła 13% wagi, a położne z doradcą laktacyjnym by dalej dostawiać. Gdybym się w 3 dobie nie uparła na mm mogła by nie przeżyć kolejnego dnia. Stwierdzono odwodnienie i hipoglikemie. Personel nie miał nic sobie do zarzucenia, bo przecież kp jest najlepsze, nie ważna jest cena

Odpowiedz

VINGI
VINGI | 2017-03-21 16:03 Zgłoś komentarzZgłoś komentarz do moderacji

A mi polożne wmawiały, że mam mleko i zachwycały się jak synek ssie. Na drugi dzień po wypisaniu ze szpitala położna środowiskowa stwierdziła u mnie kompletny brak pokarmu. Synek mocno spadł na wadze. Nawet się nie zastanawiałam czy mu podać mm czy nie. Karmiłam z butli i jednocześnie walczyłam z laktatorem i przystawiałam malucha non stop. I co..po miesiącu zrezygnował SAM z butli i mm i został TYLKO na cycku. Mija 13 miesięcy a on nadal cycek mamy😉Położna środowiskowa bardzo mi pomogła w walce o samą laktację i potem o ponowny powrót synka do piersi. Ale JEJ zależało i miała tą potrzebną wiedzę. Cała reszta niestety..wiedza zerowa i olewka..

Odpowiedz
X

Logowanie

avatar

Nie masz jeszcze konta ?

Zarejestruj się




Zapomniałeś hasła?