Babyonline.pl
 
 
Rozwiń menu

Internet: "To dziecko zmarło przez presję karmienia piersią!" Hafija: "Szukacie winnych nie tam, gdzie trzeba"

| 09.03.2017, aktualizacja: 10.03.2017 | 20

"Gdybym podała mu butelkę, moje dziecko dziś by żyło..." – ta dramatyczna opowieść mamy rozpętała w mediach antylaktacyjną histerię! Słusznie? Czytaj opowieść Jillian i komentarz promotorki karmienia piersią, Agaty Aleksandrowicz (Hafija.pl). 

separator
Wyślij e-mailem
separator
Oceń :
(4)
karmienie piersią przyczyną odwodnienia?
fot. Fotolia/FB
Karmienie piersią często wiąże się ze strachem, czy dziecko się najada – a takie historie, jak ta poniżej, jeszcze ten strach pogłębiają.

Kilka dni temu Jillian Johnson, mama zmarłego chłopca, zamieściła w internecie opowieść, w której o śmierć swojego dziecka obwinia presję karmienia naturalnego. Jej dramatyczny list rozpętał kolejną dyskusję o presji karmienia piersią – tylko czy naprawdę śmierci noworodka winne jest karmienie piersią? Czy może jednak coś innego?

"Gdybym podała mu butelkę..." – winne karmienie piersią?

5 lat temu Jillian urodziła synka. Rodziła w szpitalu nastawionym na karmienie naturalne – w którym mleko modyfikowane było podawane tylko tym dzieciom, którym lekarz wypisał na nią receptę. Chłopiec, mały Landon po porodzie ważył 3360 g, był zdrowy. Urodził się przez cesarskie cięcie, po 2,5 godzinie od narodzin został przeniesiony do mamy. 

"Landon wisiał na mojej piersi PRZEZ CAŁY CZAS – wspomina Jillian. – Wszystkie położne zachwycały się jego ciągłym ssaniem, i tylko jedna z nich zasugerowała, że mogę mieć problem z laktacją. Powodem wg niej mógł być mój zespół policystycznych jajników i związane z tym zmiany hormonalne. Doradziła mi jakieś zioła, które miałam pić po wyjściu ze szpitala". 

Jillian wspomina, że jej synek przestawał płakać tylko wtedy, kiedy był przy piersi, więc karmiła go na okrągło. Położne, wiele razy proszone przez nią o pomoc, zawyrokowały, że jej synek to po prostu: "Maminy cycuś" i jedyne, co zaproponowały, to… cieplejszy kocyk do otulenia noworodka do snu.

Jillian, mimo ciągłego płaczu dziecka, wierzyła położnym, że nic złego się nie dzieje. W swoim liście pisze, że chociaż jej dziecko oglądało wielu ekspertów: lekarzy i położnych, to nikt nie zauważył, że jej dziecko płacze po prostu z głodu.

Zostali oboje wypisani ze szpitala w 3. dobie (chłopiec ze stratą 10 proc. wagi urodzeniowej). Następną wizytę u położnej mieli zaplanowaną na następny dzień, ale już się nie zdążyła odbyć, bo 12 godzin po wyjściu ze szpitala, u chłopca doszło do zatrzymania akcji serca.

Lekarze w szpitalu stwierdzili u niego rozległe uszkodzenia mózgu z powodu odwodnienia. Zmarło po dwóch tygodniach przebywania na OIOM-ie. 

Jillian swój list kieruje do innych rodziców i przekazuje im radę lekarza, którego poznała na OIOM-ie: "Tylko karmienie butelką daje rodzicom pewność, że ich dziecko się najada". 

Butelka to nie lekarstwo – punktuje polska promotorka karmienia! 

Opowieść mamy zmarłego chłopca została opublikowana na stronie organizacji Fed is Best (Karmienie jest najlepsze), która domaga się rutynowego dokarmiania dzieci i piętnuje „presję wyłącznego karmienia piersią”. Problem w tym, że taka presja nie istnieje, a już na pewno nie w Polsce. Poza tym – powiedzmy to głośno i wyraźnie – to nie karmienie piersią jest źródłem tej tragedii, ale brak wiedzy wśród lekarzy (której przykładem może być wypowiedź lekarza z OIOM-u) i położnych, a co za tym idzie, także wśród samych mam. 

Zgadza się z tym promotorka karmienia piersią, autorka bloga o karmieniu piersią: Hafija.pl i założycielka Fundacji Promocji Karmienia Piersią, Agata Aleksandrowicz, którą poprosiliśmy o komentarz:

– To, co spotkało tę mamę i jej dziecko, to ogromna, niewyobrażalna tragedia, niezawiniona przez nią w żadnym stopniu. Nie można jednak powiedzieć, że przyczyną śmierci jej dziecka jest karmienie piersią. Przyczyną jest nieprawidłowa opieka nad matką i dzieckiem – czyli to, o czym my, promotorki karmienia piersią, mówimy od lat! Jeśli poziom opieki okołoporodowej się nie polepszy, to takie tragedie będą się zdarzały. W tej chwili matki po porodzie nie mają dostępu do rzetelnej wiedzy o karmieniu piersią, więc nie znają wskaźników efektywnego karmienia piersią. A jak widać na przykładzie tej tragicznej historii, personel medyczny też nieraz nie ma tej rzetelnej wiedzy – przez co matki zostają bez wsparcia.

Poza tym to, co widzę w polskich szpitalach – i co potwierdził raport NIK – nie ma czegoś takiego jak presja karmienia naturalnego. Przeciwnie: kobiety są zniechęcane do karmienia piersią, a dzieci są dopajane mieszanką modyfikowaną często bez wiedzy lub zgody matki. Tymczasem odwodnienie dziecka z powodu nieskutecznego karmienia piersią to mniej niż 2 procent przypadków odwodnienia – to skrajność, a nie norma. 

Agata Aleksandrowicz na swoim fanpejdżu ostro piętnuje media, które przy okazji tragedii Jillian Johnson próbują rozkręcić antylaktacyjną histerię: 
 
Internet szaleje z okazji historii matki, której dziecko umarło z powodu odwodnienia noworodkowego. Oczywiście media dostały świra i obwiniają karmienie piersią za tą sytuację. 

UNICEF w UK odniósł się do tych rewelacji. Powiedział m.in. że ponad 20 letnia wiedza na ten temat dowodzi że u zdrowych dzieci i zdrowych mam (czyli prawie wszystkich) to zjawisko jest po prostu do uniknięcia BEZ potrzeby rutynowego dokarmiania wszystkich dzieci, które to dokarmianie, jak pokazują badania, zmniejsza szanse na udane karmienie piersią!


Przeciwdziałają takiemu "zagłodzeniu" dziecka proste interwencje – opieka okołoporodowa i edukacja. Rutynowe dokarmianie – nie. Rutynowe dokarmianie jest zagrożeniem dla karmienia piersią
Przypadki odwodnienia dziecka po porodzie związane z problemami laktacyjnymi to niecałe dwa procent, z czego jakiś ułamek ułamków to przypadki poważne. Żeby zagłodzić dziecko trzeba naprawdę się postarać.


Promotorka wskazuje też, że połączenie dramatycznej historii z prostą poradą: "Podawaj butelkę" to manipulacja, której młode mamy mogą łatwo ulec: 

Walczę z opinią że dzieci trzeba rutynowo dokarmiać już od dawna i bardzo mnie taka retoryka "Fed is Best" wkurza (a to i tak lekkie słowo w porównaniu z tym co czuje). Zabieranie się do problemu od tyłka strony, grzanie pocisku na karmienie piersią, zamiast dociskać służbę zdrowia o opiekę okołoporodową i laktacyjną. (...) To granie na emocjach matek: "chce Pani zagłodzić dziecko?", "Proszę podać mleko bo spada z wagi", "Proszę dokarmić to szybciej Pani wyjdzie ze szpitala".

Czytaj cały komentarz na FB Hafija.pl: 
 
separator
Wyślij e-mailem
separator separator
Komentarze (20)
avatar

MamaNaEtacie
MamaNaEtacie | 2017-03-22 17:01 Zgłoś komentarzZgłoś komentarz do moderacji

Kłamstwem jest to że ponoć nie ma presji w szpitalach odnośnie karmienia piersią. W szpitalu w którym urodziłam synka już po 6 godzinach zgłosiłam że dziecko ciągle płacze, a moje piersi ssie tak mocno że nie mogę wytrzymać z bólu to usłyszałam od jednej położnej " Jestem młoda głupia i karmić mi się nie chce". Przez następne godziny ciągle zgłaszałam problem z ilością pokarmu. To od lekarza noworodkowego usłyszałam że nie mam dziecku dawać glukozy tylko przystawiać do piersi. Każdy wywierał na mnie presje. Na siłe przystawiano mi dziecko do piersi. Po dwóch dniach nas wypisano. W domu dziecku podałam mleko modyfikowane a z moich piersi postanowiłam ściągnąć i zobaczyć ile go jest - było go nawet nie 5 ml. Niektóre położne twierdzą że pokarm może najść dopiero na 5 dobę po porodzie ale mi nie naszedł wcale.

Odpowiedz

Ana
Ana | 2017-03-22 14:36 Zgłoś komentarzZgłoś komentarz do moderacji

W szpitali w którym rodziłam też odczułam straszną presję ze strony personelu na karmienie piersią, co było straszne. Ponadto nie było tam żadnej wykwalifikowanej osoby tj. położnej laktacyjnej. Pamiętam, że jedna z tych pielęgniarek tak strasznie się upierała przy kp i gniotła mi piersi niemiłosiernie, a moja córeczka nie potrafiła się zassać (urodziła się z niedowagą, a ja mam na dodatek wklęsłe brodawki), więc w końcu sama poszłam po mm i na wszelki wypadek kazałam przywieźć mężowi nasze własne mm. Przecież nie będę się głupich bab prosić o porcję mleka dla maleństwa, a też spadała jeszcze dodatkowo na wadze. Teraz na szczęście ma 7,5 miesiąca i zdrowo się chowa.
Ale ta presja ze strony społeczeństwa, mediów itd. jest straszna, co ma kobieta poradzić na to, że nie ma pokarmu, ja straciłam pokarm po 3 miesiącach i próbowałam wszelkich sposobów na pobudzenie laktacji, ale nie dawało rady, więc przeszłyśmy na mm.

Odpowiedz

Agata
Agata | 2017-03-21 21:46 Zgłoś komentarzZgłoś komentarz do moderacji

U mnie inaczej niż u pań poniżej. Dwa porody, dwa szpitale i dwa razy nacisk na dokarmianie. Po pierwszym bylo konieczne bo pokarm dostalam dopiero w 4 dobie a przy drugim już w szpitalu walczyłam z nawalem, dziecko od 3 doby przybierało (bez dokarmiania) a kazali dokarmić bo jak nie to nie wypiszą. Dalam dokarmić i po godzinie wypis...

Odpowiedz

Monika
Monika | 2017-03-21 19:33 Zgłoś komentarzZgłoś komentarz do moderacji

Historia tej Pani mogła być moją:( Córka straciła 13% wagi, a położne z doradcą laktacyjnym by dalej dostawiać. Gdybym się w 3 dobie nie uparła na mm mogła by nie przeżyć kolejnego dnia. Stwierdzono odwodnienie i hipoglikemie. Personel nie miał nic sobie do zarzucenia, bo przecież kp jest najlepsze, nie ważna jest cena

Odpowiedz

VINGI
VINGI | 2017-03-21 16:03 Zgłoś komentarzZgłoś komentarz do moderacji

A mi polożne wmawiały, że mam mleko i zachwycały się jak synek ssie. Na drugi dzień po wypisaniu ze szpitala położna środowiskowa stwierdziła u mnie kompletny brak pokarmu. Synek mocno spadł na wadze. Nawet się nie zastanawiałam czy mu podać mm czy nie. Karmiłam z butli i jednocześnie walczyłam z laktatorem i przystawiałam malucha non stop. I co..po miesiącu zrezygnował SAM z butli i mm i został TYLKO na cycku. Mija 13 miesięcy a on nadal cycek mamy😉Położna środowiskowa bardzo mi pomogła w walce o samą laktację i potem o ponowny powrót synka do piersi. Ale JEJ zależało i miała tą potrzebną wiedzę. Cała reszta niestety..wiedza zerowa i olewka..

Odpowiedz

Anna
Anna | 2017-03-21 13:24 Zgłoś komentarzZgłoś komentarz do moderacji

Rodziłam w szpitalu promującym karmienie piersią, wcześniej jednak posiadałam wiedzę ze szkoły rodzenia o karmieniu. Po porodzie 2 pielęgniarki próbowały przystawić mi dziecko - nie umiały. Powiedziałam sama sobie przystawię, moment dziecko piło, jednak piersi miałam już obolałe od szarpania przez położne, bo uważały, że zrobią to lepiej... . Druga doba dziecko płaczę, przychodzą położne mówiąc, że to z głodu, musi być cały czas przy piersi, mówię, że chyba gazy ma i to dla tego a nie z głodu, stwierdzają, że nie mam racji. Maltretuję to dziecko wpychając pierś, bo wierze w ich wiedzę (w końcu to moje pierwsze dziecko). Przyszła położna chciała dokarmić mm, a tu pić nie chce tylko bączki. Ze spuszczoną głową w końcu przyznała, że to ja miałam rację. Podsumowując, w moim przypadku osoby, które powinny mi pomóc dały plamę (z perspektywy czasu to miłe wspomnienie nawet). Jednak nie powiem, że nie miały szczerych chęci i nie chciały pomóc, wydaję mi się, że wychodzi tu brak szkoleń, oszczędzanie na dokształcaniu, wypłatach itd. Też nie rozumiem wmawiania istnienia terroru piersi, to jest naturalny sposób karmienia, tak jak poród siłami natury też jest normalny, co dziwnego, że dąży się do rzeczy naturalnych zgodnych z naszą fizjologią. Na razie karmię piersią już 7 miesiąc leci, jeśli coś spowoduje, że nie będę, świat się nie zawali, kto mnie skrytykuje?! Prawdopodobnie nikt, na prawdę ktoś krytykuje za karmienie? Nie spotkałam się z tym, a może miałam tyle szczęścia...

Odpowiedz

Iwoba
Iwoba | 2017-03-21 13:11 Zgłoś komentarzZgłoś komentarz do moderacji

U mnie akurat opieka po porodzie była super. Karmiłam piersia ale dziecko właśnie płakało i płakało aż same pielęgniarki zasugerowały mm. Ja byłam nastawiona negatywnie do tego mm. Ale się zgodziłam. I to był pierwszy raz kiedy dziecko spało 3godz. Nie płakało nic. Poprostu spało. Próbowałam dalej karmić piersia szło opornie bardxo opornie. Praktycznie mieszkałam w poradni laktacyjnej aż wkoncu powiedziałam dosyć ile można walczyć? Dzisiaj córka ma 14miesiecy biega lata szaleje i nie czuje się gorsza bo krótko karmiłam. Nie każdej jest dane karmić piersia 3lata. Ale faktycznie mam wrażenie że jest terror laktacyjny i dla mnie okres karmienia piersia nie będzie miło wspominanym przeżyciem

Odpowiedz

rose
rose | 2017-03-18 21:16 Zgłoś komentarzZgłoś komentarz do moderacji

Urodziłam córeczkę w 2015 roku, bardzo chciałam karmić naturalnie, robiłam wszystko, żeby córeczkę nakarmić moim mlekiem, przystawiałam prawidłowo do piersi, córka ssała i ssała a mimo wszystko nie najadała się. W szpitalu pomoc laktacyjna była fatalna, położne przychodziły i niemal z pogardą patrzyły na mnie, jak prosiłam o mm... Czułam dosłownie "laktacyjny terror"... Byłam bardzo sfrustrowana. Po wypisaniu ze szpitala położna, która przychodziła do domu również mnie terroryzowała, bo córeczka drastycznie spadała z wagi. Karmiłam i karmiłam piersią a pokarmu jak na lekarstwo... Dopiero wizyta u lekarza uwolniła mnie z tej matni i wiary w "rozbujanie laktacji". Lekarz kategorycznie kazał dokarmiać mm. Zachowanie położnych od laktacji w szpitalu i innych "doradczyń laktacyjnych" wpędzało mnie w ogromne poczucie winy, że nie mogę wykarmić swojego dziecka... Zaznaczam, że byłam całym sercem za karmieniem naturalnym, nie wyszło mi jednak i niestety doświadczyłam wielkiego niezrozumienia ze strony kobiet - położnych, które są odpowiedzialne za pomoc w tym zakresie. Ta presja ze strony doradczyń laktacyjnych wyrządza kobietom po porodzie i ich dzieciom dużo zła. Warto zwrócić uwagę jeszcze na to, że bardzo często panie od laktacji same nie karmiły swoich dzieci piersią... porażka. Wynoszą teoretyczną wiedzę z kursów i terroryzują sfrustrowane i zagubione kobiety. Szczęśliwe są te kobiety, które mają pokarm. Natomiast to straszenie mlekiem modyfikowanym jak wcielonym złem jest okropne. Moja córka ma już 2 lata i jeszcze ani razu nie chorowała, za wyjątkiem kataru itd. Niestety nie ufam laktatorkom.

Odpowiedz

mama1
mama1 | 2017-03-12 20:09 Zgłoś komentarzZgłoś komentarz do moderacji

Dziecko powinno byc wypisane do domu dopiero gdy zacznie przybierać na wadze. To naprawdę wina lekarzy.

Odpowiedz

asia
asia | 2017-03-12 15:59 Zgłoś komentarzZgłoś komentarz do moderacji

kępno. 4 lata temu. szkola rodzenia super. przed porodem super opieka. porod dobra opieka. po porodzie jakikolwiek brak opieki i wsparcia. cale szczescie ze mialam pokarm i jakos poszlo ale dostalam dziecko i uslyszalam "karm mama " pani zawinela sie i pozostawila ze lzami w oczach z przerazenia. szkoda bo takie rzeczy dlugo pozostaja w pamieci

Odpowiedz
X

Logowanie

avatar

Nie masz jeszcze konta ?

Zarejestruj się




Zapomniałeś hasła?