Babyonline.pl
 
 
Gry
Rozwiń menu

Jak nie zwariuję, to osiwieję, czyli poranek matki przedszkolaka

| aktualizacja: 16.10.2017 | 0

Miałam zamiar wstać z łóżka, zrobić swoje i wyjść z domu, wyglądając jak człowiek. Niestety mój idealny plan nie wypalił, a do pracy jadę po to, by odpocząć po koszmarnym poranku, jaki zafundowała mi moja trzyletnia córka. Czasem myślę, że przekonanie dziecka, aby poszło do przedszkola jest jak próba wciśnięcia pasty do tubki.

separator
Wyślij e-mailem
separator
Oceń :
(5)
Jak nie zwariuję to osiwieję, czyli poranek matki przedszkolaka
fot. Fotolia
6.30 Pobudka! Wyłączam budzik i nim przetrę oczy już myślę, jak tym razem będzie wyglądał poranek. Czy tym razem moja córka nie będzie histeryzować przy ubieraniu? Czy pięć razy nie zdejmie sobie butów, zanim założę jej kurtkę? Piję szybką kawę, gdzieś w środku poranna toaleta, makijaż, a w końcu biorę oddech i skaczę w przepaść.

6.50 „Skarbie, czas do przedszkola…”. Nigdy nie wiem jak córka zareaguje. Tym razem mam przeczucie, że nie pójdzie gładko. Córa już na dzień dobry decyduje, że za nic w świecie nie zamierza opuszczać swego ukochanego łóżka. Im bardziej usiłuję nakłonić ją do zmiany decyzji, tym głębiej nurkuje pod kołdrę.

6.57 Decyduję się ubrać córę „na śpiocha”. O dziwo, nie ma nic przeciwko temu, najpierw prawa stopa, potem lewa, uff… skarpetki i spodnie mamy założone. Podobnie rzecz ma się z górną częścią garderoby. Sukces! Rozochocona mówię do niej „a teraz idziemy umyć ząbki”. I w tym momencie córka zostaje szału. Ucieka z łóżka i krzyczy wniebogłosy.

7.15 Zaczynam poważnie rozważać kurs technik negocjacyjnych. Serio, przydałyby się nie tylko telemarketerom, ale i rodzicom zbuntowanych trzylatków.

8.00 Biegam po całym mieszkaniu, usiłując dogonić córkę, która ucieka. Akurat dziś stwierdziła, że szczotka i pasta do zębów to najbardziej przerażające rzeczy na świecie i trzeba trzymać się od nich z daleka. „Kochanie, mamusia szybko umyje ci ząbki i będzie po krzyku”. – mówię. „Be! Nie chcę! Nie chcę!” – odpowiada córa i zaczyna froterować plecami kuchenną podłogę.

8.07 Bezlitosna prawda dociera do mnie powoli. Albo coś zrobię, albo przymusowo zostanę w domu. Biorę głęboki oddech i niczym zawodnik na ringu, zasadzam się na córę z kurtką i kaloszami. Po nierównej walce czuję się jak po starciu z Andrzejem Gołotą. Jestem rozczochrana, mokra od potu, a nadgarstki bolą mnie tak, jakbym pracowała w fabryce długopisów. No, ale kalosze i kurtka założone!

8.08 Nie na długo jak się okazało… Córka zaczyna ostro tupać, aż tu nagle rzuca się na podłogę, w mig ściągając kalosze. Powtarzamy całą akcję dwa razy – ja zakładam obuwie, ona skutecznie się go pozbywa.

8.10 Jakimś cudem udaje nam się przekroczyć próg mieszkania. Zejście po schodach i droga na przystanek przypomina godzinę crossfitu. Z tym że zamiast piętnastokilowych hantli dźwigam wierzgającą trzylatkę. Zawsze mi powtarzano, żeby dostrzegać dobre strony trudnej sytuacji. Przynajmniej nie muszę już dzisiaj iść na siłownię!

8.20 W autobusie modlę się tylko o to, aby jeden z kaloszy przypadkiem nie trafił w głowę siedzącego naprzeciw pasażera. Całe szczęście nie ma ofiar, a atak histerii łagodnieje z minuty na minutę. Wysiadamy z autobusu i idziemy w kierunku przedszkola, każda zapominając o tym co było wcześniej. Myślę sobie, że jutro na pewno będzie lepiej. A przynajmniej, jak co dzień mam taką nadzieję…
separator
Wyślij e-mailem
separator separator
Komentarze (0)
avatar
X

Logowanie

avatar

Nie masz jeszcze konta ?

Zarejestruj się




Zapomniałeś hasła?