Babyonline.pl
 
 
Gry
Rozwiń menu

Psycholog w Dniu Dziecka Utraconego: „Pamiętaj, ale idź do przodu”

| aktualizacja: 16.10.2017 | 2

Rozmowa z psycholożką, która sama przeżyła stratę dziecka, a teraz pomaga innym mamom po poronieniu. Joanna Piątek-Perlak opowiada, co czuje matka po śmierci dziecka, dlaczego powinna przejść przez wszystkie fazy żałoby i – najważniejsze - jak można jej pomóc wrócić do aktywnego życia.

separator
Wyślij e-mailem
separator
Oceń :
(4)
dzień dziecka utraconego
fot. Fotolia.com

Czy wiesz, że kobiety po poronieniu niewiele pamiętają z tego okresu? Inaczej siła stresu nie pozwoliłaby im tego przeżyć... Co jeszcze pomaga przetrwać czas po utracie dziecka i jak wesprzeć mamę w tym czasie mówi Joanna Piątek-Perlak, psycholożka perinatalna, która pracuje w Górnośląskim Centrum Zdrowia Dziecka oraz Śląskim Instytucie Matki i Noworodka, a także prowadzi grupy wsparcia dla rodzin po stracie dziecka oraz prywatną praktykę w Katowicach.

Poronienie, utrata dziecka – to niestety jeszcze wciąż temat tabu...

Chyba się tak przez lata utarło, że na temat tak straszny, jak strata dziecka, to lepiej nie rozmawiać. Nie pytać, zachowywać się, jakby tego tematu nie było. Ludzie myślą, że jak nie będą pytać, to matka nie będzie cierpieć. A nie ma gorszej tragedii dla matki niż cisza wokół jej straty. Ona chce krzyczeć, ona chce mówić, że jest jej źle! Z drugiej strony, śmierć dziecka jest tematem tabu, bo często nie wiemy, JAK o tym rozmawiać, jak na nią zareagować. Czujemy intuicyjnie, że jest to największa tragedia, jaka może spotkać rodziców, ale nie wiemy, jak do niej podejść.

Jak zatem w delikatny sposób wyrazić swoje wsparcie kobiecie po poronieniu?

Po prostu w sposób empatyczny. Osoby, które są po stracie dziecka, nie pamiętają z tego okresu nic, oprócz okazanego im ciepła... Warto po ludzku powiedzieć: „Bardzo mi przykro z powodu twojej tragedii. Jeżeli mogę ci w czymś pomóc, wiedz, że jestem do twojej dyspozycji”. Ważny jest gest – przytulenie, wzięcie za rękę, położenie ręki na ramieniu. W moim gabinecie słyszę różne rzeczy. Strata ciąży, poród martwego dziecka czy zabieg to ogromny stres – gdyby nie umiejętność organizmu, by te najgorsze chwile zapomnieć, wyprzeć, by wyłączyć emocje i działać trochę jak robot, to pacjentki mówią, że by tego po prostu nie przeżyły. To jest tak ogromny ból. I te rzeczy gdzieś kobiety chowają w sobie. Za to doskonale pamiętają tę położną, która objęła lub powiedziała, że wszystko jeszcze będzie dobrze... Że ktoś pogłaskał, ktoś inny powiedział ciepłe słowo. To są maleńkie gesty, ale takie, które w tej sytuacji potrafią zdziałać cuda.

Strata dziecka – trudny, jeśli nie najtrudniejszy temat dla kobiety, i najbardziej osobisty...

Tak. Ale ja za każdym razem powtarzam moim pacjentkom – idziesz po ulicy, patrzysz na ludzi i nie wiesz, ile z mijanych kobiet też straciło dziecko! Bo tych osób jest bardzo dużo. Zdarza się też, że gdy najbliżsi dowiadują się o poronieniu, sami otwierają się i zaczynają opowiadać swoją historię... Bo oni już swoją żałobę przeszli i czują potrzebę pomocy kolejnej osobie. I wtedy orientujemy się, że takich osób obok nas jest dużo.

Jak skutecznie pomóc kobiecie po takiej traumie, jak śmierć dziecka?

Bardzo ważny jest psycholog. Dobry psycholog, bo prawda jest taka, że w każdym zawodzie są osoby, które się do niego nadają i takie, które nie.
Potrzebna jest osoba, która umie się zachować po ludzku, empatycznie, wyjątkowo delikatnie. Gdy trafimy do odpowiedniego człowieka, będziemy mieli pewność, że przejdziemy żałobę pod ochroną, pod opieką specjalisty, że on nam powie, jak sobie radzić z emocjami, że należy ich słuchać i je okazywać. Opowie o kamieniach milowych, jakie spotykamy w związku z żałobą, o tym, czego się możemy spodziewać – po prostu przeprowadzi nas przez to za rękę.
Ja prowadzę moje pacjentki za rękę. To długa i ciężka praca, szczególnie trzeci etap żałoby jest straszny, bo to najgłębsza depresja, największa rozsypka. Ale w efekcie jest akceptacja sytuacji. Bo celem pracy z psychologiem jest zaakceptowanie tego, co się stało. Zamknięcie żałoby, pożegnanie się z tym dzieckiem. W różny sposób, to zależy od kobiety. Czasami same przynoszą coś i mówią, że zrobiły swoje pudełko pamięci, ze wszystkimi rzeczami, które dotyczyły dziecka. I ja jestem szczęśliwa, że odczytały moje intencje, wyszły o krok do przodu, same żegnają swoje dziecko tak, jak pragną.

Psycholog też przygotowuje pacjentki do kolejnej ciąży. Bo wie, że ona będzie pełna lęku i stresów. Mało się o tym mówi, ale pacjentki po stracie mają w kolejnej ciąży zespół stresu pourazowego! Jak żołnierze po trudnych misjach na krańcu świata... To wymaga specjalnego traktowania. Nie walcz z tym strachem, bo z nim nie wygrasz, musisz nauczyć się znosić to, że ci będzie przez całą ciążę towarzyszył.

Często kobiety szukają przyczyny poronienia w sobie...

Kobieta ma wpojone, że ma zadanie donosić zdrową ciążę. Gdy dziecko zmarło w brzuchu, urodziło się śmiertelnie chore czy nawet jako wcześniak, zaraz pojawia się u matki poczucie winy. Ono gryzie ją, i nie odpuszcza. „Może to moja wina?”. To jeden z trudniejszych aspektów utraconej ciąży. Moim zadaniem wówczas jest przekazać kobiecie, że to nie jej wina, być może niczyja, i że żyć trzeba dalej. Ruszyć do przodu. Bo w bardzo wielu przypadkach nie można znaleźć przyczyny poronienia, choć kobiecie łatwiej byłoby móc sobie wytłumaczyć, że dziecko urodziło się okręcone pępowiną czy że ma jakąś mutację genów i nic z tym nie mogła zrobić.
Na początku kobiety mi nie wierzą, że to zdarzenie może im przynieść coś dobrego. A zakończenie żałoby to także koniec złości, że ciąża się nie udała, za to początek wdzięczności wręcz, że choć przez chwilę była naszym udziałem. Matki zaczynają bardziej dbać o siebie, o zdrowie, o swój związek. Z czasem jest naprawdę znacznie lepiej. To się pamięta, ale nie rozpamiętuje. Ja wiem, że strata dziecka jest czymś najgorszym na świecie i wszystkich chciałabym przed tym ochronić, ale nie mogę. Za to po właśnie po utracie córeczki zaczęłam pracę jako terapeuta kobiet, które poroniły. I bardzo dużo mi to daje. Powstało z tego coś dobrego.

Zobacz też: Poronienia można czasem nie zauważyć

Jak wyglądają etapy żałoby po utraconym dziecku i dlaczego trzeba przejść wszystkie?

Etapów żałoby mamy cztery. Pierwszy etap żałoby to szok, niedowierzanie. Ten etap pomaga nam psychicznie przetrwać trudny czas, bo włącza się dysocjacja, która nas mobilizuje, spina. Potem pojawia się złość – to jest ten etap, na którym szuka się winnego. Jak się pacjent na nim zatrzyma, to potrafi zmarnować rok na walce z całym światem - obwinianiu lekarzy i siebie, na robieniu szeregu badań itp. Trzeci etap żałoby to dezorganizacja zachowania i często też – osobowości. To jest szczególnie trudny etap żałoby. Wtedy pacjentki mają najczarniejsze myśli, opowiadają najstraszniejsze rzeczy, mają wrażenie, że są na samym dnie. To jest totalna rozsypka, depresja. I jeśli się kobieta zatrzyma na tym etapie żałoby, nie ruszy dalej, to rodzi się zagrożenie, że ta mama zostanie już na stałe z żałobą, a właściwie z patologiczną jej formą. Wtedy trzeba zostawić to, na co się już nie ma wpływu, a skupić na przyszłości. Ruszyć dalej, bo mnóstwo jeszcze przed nami. Ostatni etap to zaznanie spokoju. Akceptacja żałoby. Niektórzy się przed nim bronią, bo myślą, że mają zapomnieć dziecko, ale nie o to chodzi. W sercu na zawsze już będzie to maleństwo, ale jako matka nie będziesz już przeżywała jego utraty w ten najstraszniejszy sposób. Będziesz umiała o tym mówić, i myśleć, ono będzie w innej sferze, sferze miłości i pamięci.

Ile może trwać przejście wszystkich etapów żałoby?

Mówi się, że rok. Ja mówię, że jeśli jest dobrze przepracowana, to około pół roku do roku. Mamy mają instynktowną potrzebę zajścia w ciążę natychmiast, myślą, że im to pomoże. Ja to odradzam. Proszę, by najpierw pożegnały to dziecko. Biologicznie, hormonalnie i psychicznie. Bo trzeba być silnym, by radzić sobie z lękami, które się pojawią w kolejnej ciąży.

Czy przychodzą do pani po pomoc mężczyźni?

Oczywiście! Coraz częściej. Im terapia jest też bardzo potrzebna. Mężczyzna ma zakodowane, że ma być silny. Nie mówi o emocjach, nie pokazuje ich. A tymczasem facet ma do udźwignięcia nie jeden, a dwa problemy – nie tylko stratę dziecka, ale i lęk o partnerkę. Wchodzi w rolę opiekuna, supermena, wybiera trumnę a nie wózek, i skupiony na tym nie daje sobie szansy, by przeżyć spokojnie swoją stratę. A potem bardzo często nie chce słyszeć o kolejnym dziecku. U mężczyzn strata ciąży ma duży wpływ na sferę intymną. Oni potem nie chcą już więcej przez to przechodzić, nie chcą słyszeć o staraniach o dziecko. To jest dramat kobiety – ona jest gotowa na ciążę, a on absolutnie... Ale to się zmienia. W trzeciej edycji mojej grupy wsparciowej mam niemal połowę panów, w pierwszej nie było żadnego. Wręcz to oni przyprowadzają partnerki, czując, że i one, i oni sami potrzebują fachowego wsparcia.

Czy coś chciałaby pani dodać na koniec?

Zawsze mówię swoim pacjentom, że droga do macierzyństwa niektórych ludzi jest bardziej kręta i wyboista niż innych. Dotarcie do punktu, jakim jest dziecko w ramionach, zajmuje im więcej czasu. Ale zazwyczaj do niego w końcu docierają. Cierpliwości. Jeszcze chwilę.

Zobacz też: 15 października: Światowy Dzień Dziecka Utraconego. Wywiad z genetykiem
separator
Wyślij e-mailem
separator separator
Komentarze (2)
avatar

wk
wk | 2017-10-16 19:38 Zgłoś komentarzZgłoś komentarz do moderacji

Są też rodzice, którzy stracili dzieci później. Było świetnie, było cudownie. A tu nagle ... albo nie tak nagle. Po ciężkiej i długiej chorobie

Odpowiedz

Edyta
Edyta | 2017-10-15 11:41 Zgłoś komentarzZgłoś komentarz do moderacji

Boże, jaki piękny wywiad... Dziękuję, każdy powinien go przeczytac!

Odpowiedz
X

Logowanie

avatar

Nie masz jeszcze konta ?

Zarejestruj się




Zapomniałeś hasła?