Babyonline.pl
 
 
Rozwiń menu

Ludzki czujnik alarmowy. Po co ci wiedzieć, jak sąsiad zrobił syna?

| 18.09.2015, aktualizacja: 19.09.2015 | 5

Czy wiesz jak sąsiedzi zrobili swojego syna? Jaką techniką? Na wczasach? Czy u teściów? Nie wiesz? Proszę! Teraz niektórzy się dowiedzą. Za przeproszeniem "ustawowo". Zaglądanie w majtki - level master.

separator
Wyślij e-mailem
separator
Oceń :
(3)
fot. Fotolia.pl
Mieszkałam kiedyś na Muranowie w Warszawie. To takie szczególne epicentrum starszych pań, budynków z lat 50. i prania wywieszonego w podwórkach pomiędzy drzewami. Centrum miasta, a jakby wieś lub przynajmniej małe miasteczko. Studiując  pracowałam równolegle w radiu. Doba była za krótka, pracy za dużo, a ja miałam mnóstwo siły - młodość. Któregoś pięknego dnia wracając ze studiów, biegłam do domu zmienić torbę, trampki i kurtkę, by potem szybko lecieć do pracy. Wtem dopadła mnie sąsiadka. Dopadła to dość odpowiednia forma, bo miała fantastyczny sposób łapania mnie już w klatce, ale tak, abym nie mogła uciec na schody. Spryciula jedna!  Okazuje się, że sąsiadki miały od dłuższego czasu problem. Ja tak tylko wchodzę i wychodzę z tego mieszkania, a one już same nie wiedzą, czy ja studiuję, czy pracuję i powinnam, póki mnie uprzejmie pytają, im tę sprawę wyjaśnić. Zamarłam. W najśmielszych marzeniach wizjach i wizualizacjach, nie byłabym w stanie wpaść na takie pytanie. Ale czego Bogna nie umie, tego sąsiadka ją nauczy! 


Jakiego koloru masz majtki?


W tym moim mikromuranowskim świecie panował klimat szczególny. Była to mieszanina obserwacji i zainteresowania doprawiona ludzkim czujnikiem alarmowym. Pamiętam jak dziś, że kiedyś zanim doszłam do domu dowiedziałam się, że mój chłopak już wyszedł z domu, ma plecak, ale sąsiadki niestety nie wiedzą, co jest w środku. Coż za niedopatrzenie! Jak widać, nie były idealne!

Miejmy jasność: ja je uwielbiałam. Były wyrwane z zupełnie innego świata niż ja. Prawdziwie zaangażowane społecznie. Potrafiły pochwalić za nowe spodnie, bezbłędnie pamiętały kiedy mam sesję, czy był listonosz i jaki list miał do mnie. Ba, potrafiły znaleźć zagubiony list na podwórku i mi go przynieść, zerkając wcześniej na zawartość. Folklor. Musiałam się do nich przyzwyczaić, a one do mnie. Wyprowadzałam się po 10 latach z łzami w oczach i wśród uścisków współmieszkanek. Miały jednak jedną zaletę od zawsze nie zaglądały "w majtki".

JAK - jest kluczowe

Ich naprawdę nie interesowało JAK. Kto z kim - to tak. Ale "jak" było już pewną przesadą. Czy jak koleżanka opowiada Ci o swojej ciąży to  pytasz ją "jak"? A nasze Państwo postanowiło zapytać. Wspaniała ustawa o in vitro właśnie o to pyta. Stygmatyzacja w papierach. Po co to komu? Po co Ci wiedzieć, że sąsiad Wojtusia spłodził na kanapie u teściów, Teneryfie, po bożemu lub jakkolwiek inaczej? W jakim celu zaznaczać takie rzeczy w załączniku do aktu urodzenia? Będą lepsi i gorsi? Ktoś powie, że to nie ma znaczenia. To w takim razie, po co to pisać?

Liczyłaś kiedyś, kiedy poczęli ciebie rodzice? A pytałaś "jak"? Nie? Niektórym, na to pytanie odpowie załącznik do aktu urodzenia - wydawany na życzenie zainteresowanego po 18 roku życia i na prośbę sądu. Paranoja.

Wierzysz w tajemnicę? Ja nie

Moi drodzy, ja wiem, że wg ustawy to załącznik do aktu urodzenia i rozumiem, że co do zasady, dostęp do tych wrażliwych danych będą mieć urzędnicy, ale niestety w tym aspekcie, ja w to państwo nie wierzę. Przy tak silnych emocjach w sprawie in vitro bardzo wątpię w utrzymanie tych danych w tajemnicy, szczególnie w mniejszych miejscowościach, gdzie nie jesteśmy tak anonimowi. Rozumiem , że celem jest "zapewnienie" każdemu dziecku ojca. Niemniej bez in vitro wystarczy wpisać NN. Na siłę nie zapewnimy ojców, a jak rozumiem, do tego dąży prawo.

Zobacz też: Kalkulator daty zapłodnienia
separator
Wyślij e-mailem
separator separator
Komentarze (5)
avatar

Jan
Jan | 2015-09-19 08:24 Zgłoś komentarzZgłoś komentarz do moderacji

To powstało po to, żeby stygmatyzować. Przecież wszystkie dane znajdują się u lekarza. To podwójna dokumentacja. Teraz dostęp będą mieć cywile. Wstyd będzie korzystać z in vitro. Płacąc podatek gruntowy zobaczą w oczach urzędnika TAJEMNICĘ. Io to chodzi.

Odpowiedz

Ese
Ese | 2015-09-18 18:04 Zgłoś komentarzZgłoś komentarz do moderacji

Jestem totalnie zdumiona tym pomysłem. Czy to ma pomóc dziecku? A może matce? W czym? W szykanowaniu we wsi, przez lokalnego księdza, bo dobra urzędowa wieść rozniesie się na bank? Kompletny zjazd myślenia.

Odpowiedz

Super prawnik
Super prawnik | 2015-09-18 16:43 Zgłoś komentarzZgłoś komentarz do moderacji

Proponuję się podpisać " prawniku".

Odpowiedz

Prawnik
Prawnik | 2015-09-18 16:31 Zgłoś komentarzZgłoś komentarz do moderacji

Proponuję przeczytanie ustawy ze zrozumieniem, a nie tylko artykułów stworzonych przez tych, którzy tej umiejętności nie posiadają.

Odpowiedz

Ewa
Ewa | 2015-09-18 15:35 Zgłoś komentarzZgłoś komentarz do moderacji

Bardzo trafnie. Wystarczy, że jest dokumentacja medyczna..

Odpowiedz
X

Logowanie

avatar

Nie masz jeszcze konta ?

Zarejestruj się




Zapomniałeś hasła?