Babyonline.pl
 
 
Rozwiń menu

Jak znaleźć dobrego pediatrę

| 10.03.2010, aktualizacja: 08.09.2015 | 0

Dobry pediatra to prawdziwy skarb. Tylko gdzie go szukać? Doświadczone mamy opowiadają, jak wpadły na jego trop.

separator
Wyślij e-mailem
separator
Oceń :
(0)
mama, noworodek, lekarz
Przenikliwy jak doktor House, a przy tym uśmiechnięty jak doktor Quinn. Cieplejszy od cioci Krysi z Ełku, ale rzeczowy niczym dyrektor finansowy dużego koncernu. Uważny. Ostrożny. Zawsze na bieżąco. W trudnej sytuacji można zadzwonić na jego prywatną komórkę. Nie straszy. Wszystko dokładnie tłumaczy. Dobrze zna małego pacjenta i ma z nim świetny kontakt. Liczy się ze zdaniem rodziców i traktuje ich po partnersku, ale gdy trzeba, potrafi na nich huknąć, by zrobili wreszcie badania, na które skierował maluszka trzy miesiące wcześniej. Kto to taki? Pediatra moich marzeń. Na razie jeszcze go nie znalazłam, choć jestem już bardzo, bardzo blisko. A jak poradziły sobie inne mamy?

Poznałam ją w szkole rodzenia
Nie pamiętałam, jak się nazywa, i nie wiedziałam, jak ją odnaleźć. Pomógł mi przypadek. Któregoś dnia pani doktor stanęła w moich drzwiach – okazało się, że pracuje w pobliskiej przychodni i właśnie przyszła z wizytą patronażową. Ucieszyłam się, bo przypadła mi do gustu już podczas zajęć w szkole rodzenia. Dr Głowacka jest fantastycznym lekarzem: dokładna, cierpliwa, stawia trafne diagnozy. Bartek sporo chorował, ale wyprowadziła go na prostą. Gdy miał wysoką gorączkę, dała mi swój prywatny numer, żebym mogła się z nią skontaktować w każdej chwili. Podoba mi się też to, że choć ma setki pacjentów, zawsze zwraca się do mojego synka po imieniu i pamięta, na jakie leki jest uczulony. Mały ją uwielbia!
Hanna Gehrke-Gut, Mama Bartka (2,5 roku)

Leczy znajome dziecko
Zanim trafiliśmy do naszej pani doktor, poznałam wielu innych pediatrów. Synek urodził się z małym ciemiączkiem, które – zdaniem neurologa – mogło zarosnąć zbyt szybko. Lekarze proponowali różne rozwiązanie, m.in. żonglowanie dawkami witaminy D bez wcześniejszych badań! Informacje, które mi przekazywali, sprawiały, że byłam coraz bardziej przerażona. Na szczęście koleżanka poleciła mi dr Małgorzatę Maj-Pucek, która skierowała Maksa na szczegółowe badania, zleciła dietę i w ciągu miesiąca problem został rozwiązany. Nie zwiedzamy już gabinetów i trzymamy się naszej doktor (choć gdy zależy mi na opinii jeszcze jednego pediatry, dzwonię do mamy naszego przyjaciela), zwłaszcza że jest jedyną osobą, której Maks pozwala się zbadać bez płaczu. Ja też czuję się przy niej komfortowo: mogę zapytać ją o wszystko i zawsze otrzymam rzeczową odpowiedź.
Monika Filipczuk, mama Maksa (7 miesięcy)


Polecił mi go inny lekarz
Niektóre mamy szukają pediatry jeszcze przed porodem. Nie robiłam tego, bo sądziłam, że będziemy korzystać z najbliższej przychodni. Zaraz po urodzeniu starszego syna, Pawła, byłam u swojego ginekologa. Obolała i zdenerwowana, bo Pawełek miał kłopoty z brzuszkiem. „Widzę, że jest pani bardzo zestresowana. Polecę pani świetnego pediatrę” – usłyszałam. To był strzał w dziesiątkę! Doktor Pejcz jest profesjonalistą i mam do niego absolutne zaufanie. A do tego jest wyjątkowo życzliwym i serdecznym człowiekiem z kapitalnym podejściem do dzieci – moi chłopcy, nawet jak byli całkiem mali, w ogóle się go nie bali i robili wszystko, o co ich prosił. Jeśli trzeba, poświęca pacjentom mnóstwo czasu, i to nie tylko podczas wizyt. Po pierwszym szczepieniu Paweł miał bezwładną rączkę. To było straszne – wisiała jak u szmacianej lalki, bo prawdopodobnie podczas zastrzyku pielęgniarka ucisnęła jakiś nerw. Nasz doktor po konsultacji z neurologiem uspokajał, że to minie, ale kazał dzwonić do siebie dwa razy dziennie i meldować, co się dzieje. Jest bardzo uważny. Dzięki temu uratował mojego młodszego synka, Łukasza. Mały był lekko przeziębiony: katar, stan podgorączkowy, nic specjalnego. Podczas badania dr Pejcz zwrócił uwagę na mały strupek na jego nosie. Bardzo długo mu się przyglądał, wypisał silny antybiotyk, którego mieliśmy na razie nie podawać, i kazał natychmiast dzwonić, gdyby coś się działo. Zdziwiliśmy się, ale okazało się, że miał rację: nazajutrz Pawełek miał 40°C i bąble na paluszkach. Nasz lekarz wyłapał sepsę na najwcześniejszym możliwym etapie! Nie umiem wyrazić, jak bardzo jestem za to wdzięczna, nie chcę nawet myśleć, co by się mogło stać, gdyby nie on… Nigdy nie szukałam innego lekarza. Paweł i Łukasz bywają jednak w przychodni – na szczepieniach.
Adrianna Nawocka, mama Pawła (7 lat) i Łukasza (4 lata)

Dyskutuj na forum:
Kiedy poszłyście z Waszymi brzdącami po raz pierwszy do pediatry?
separator
Wyślij e-mailem
separator separator
Komentarze (0)
avatar
X

Logowanie

avatar

Nie masz jeszcze konta ?

Zarejestruj się




Zapomniałeś hasła?