Babyonline.pl
 
 
Rozwiń menu

Jestem złą matką

Założę się o coś nader kosztownego, np. o bilet na mecz piłkarski podczas Euro 2012, że zdarzyło się Pani lub Pana żonie, pomyśleć: „Jestem złą matką”. W chwilach szczerości naprawdę niejedna mama, na co dzień „biorąca się w garść”, dająca sobie radę z obowiązkami i głosząca wszem wobec, jaką to radość sprawia jej kochany szkrabik, przyznałaby, że nie daje sobie rady. Widzi, że odpuszcza sobie na każym froncie. Zdecydowanie za wcześnie zrezygnowała z karmienia piersią. Wszyscy, dosłownie wszyscy, jak mantrę powtarzają jedno: ten wczesny kontakt z dzieckiem jest kluczowy. Jeśli więź podczas karmienia się nie nawiąże, to dziecko będzie mieć zaburzenia. Może anoreksję albo poczucie wartości niższe niż Gregor Samsa – metaforyczny robal z „Przemiany” Franza Kafki. Nawet jak masz mało pokarmu, to położne, ciocie i dziadek dopingują cię, byś nie sięgała dna. Czyli nie sięgała po butelkę. Ale ty łamiesz się. Karmienie nudzi cię śmiertelnie, jest ci niewygodnie w każdej pozycji, w dodatku córcia na butelkę reaguje radością, Bebiko smakuje jej bardziej niż twój bolący sutek. Odpuszczasz sobie. Ty złą matką jesteś. 

Ostatnio poszłam z Kubusiem do domu towarowego po herbatę. Zimą bez czerwonej i czarnej herbaty żyć nie mogę. Tam złą matkę widziałam. Szliśmy w stronę kasy, aż nagle rozległ się potworny płacz. Przerażona rozejrzałam się i zobaczyłam malutką dziewczynkę, która wlazła w szparę pomiędzy jadącymi(!) ruchomymi schodami a szklaną ściankę z poręczą. Schodami akurat jechał jakiś pan, który migiem wyciągnął ją do góry niczym królika z kapelusza. Nadbiegła przerażona matka – płacąc przy kasie, na chwilę straciła dziecko z oczu. Wszystkie wiemy, jak to jest. Wydaje nam się, że przecież jest ochrona, a dziecko miało powiedziane, że nie wolno odchodzić. Znamienna była reakcja tej mamy. Poczucie winy przeważyło nad impulsem empatii. Nadrobiła zaległą lekcję wychowania: „Ile razy mówiłam, żebyś nie łaziła sama!” – syknęła.

Może w innych zakątkach świata jest inaczej, ale we współczesnej Polsce nie sposób być mamą bez poczucia, że jest się nie dość dobrą mamą. Nie da się odłączyć od internetu i mediów, a tam pokazywane są albo matki idealne, czyli niedoścignione, albo „upadłe”, czyli straszące. Przepisy kulinarne pełne kanapeczek wycinanych w serduszka, mamuś na zakupach ekologicznych, mamuś na kursach wiązania chust... Ja nie mam czasu na układanie marcheweczek w kształt buźki czy na pieczenie ciast. W dodatku nasz świat, kiedyś ograniczający się do babć, kuzynów i sąsiadów, wypełnili życzliwi specjaliści. Specjalista od kapci radzi buciki, stomatolog gani, że za rzadko wizyty, jogini radzą babyjogę, księża poświęcenie dla rodziny. A na forach czy zebraniach straszą inni rodzice.

Matka ma wrażenie, że dziecko jest przez nią wciąż nie dość chronione. Pracując, nie jest w stanie oddać się pielęgnacji, a nie pracując, naraża dziecko na biedę i słaby start, a siebie na wykluczenie z życia towarzyskiego. Ile by się nie mówiło o aktywnym tacierzyństwie, to w Polsce i tak cała odpowiedzialność za to, czy dziecko wychowa się na prawego, zdrowego obywatela spoczywa na matce. Dziecko jest alkoholikiem, bo matka go nie karmiła. Źle się uczy, bo matka robiła karierę. Córka jest agresywna, bo matka na głos kłóciła się z konkubentem. Matki obwiniają się częściej niż ojcowie, bo kobiety generalnie mają tendencję do dzielenia włosa na czworo i wymagania od siebie za dużo. Tatusiowe zaś zwykle o niczym nie wiedzą. Kobiece wątpliwości kwitują szybkim: „No, chyba żartujesz, nie przesadzaj, kochanie”. Panowie mają rację, ale to nie przekonuje przeciętnej mamy, której i tak wydaje się, że ona nie daje rady. 


Tekst: Agata Passent/felietonistka i dziennikarka, mama Kuby, córka poetki Agnieszki Osieckiej oraz dziennikarza i felietonisty Daniela Passenta. Współpracuje z „Twoim Stylem” i portalem Wirtualna Polska. Założyła i prowadzi Fundację im. Agnieszki Osieckiej „Okularnicy”.
X

Logowanie

avatar

Nie masz jeszcze konta ?

Zarejestruj się




Zapomniałeś hasła?