Babyonline.pl
 
 
Rozwiń menu

Żony "marynarzy", czyli on daleko, ona sama z dzieckiem

| 17.07.2007, aktualizacja: 20.03.2017 | 3
separator
Wyślij e-mailem
separator
Oceń :
(2)
On daleko, ona sama z dzieckiem... To niełatwe, ale można sobie z tym poradzić!
fot. Edipresse
Agnieszka, Gosia i Kaśka są jak żony marynarzy: widują mężów tylko raz na jakiś czas. Jak sobie radzą? Z czym mają problemy? Co robią, by ich dzieci nie zapominały o swoich ojcach?

Mąż Gosi wyjechał do Iraku, gdy jej brzuch był jeszcze płaski. Wrócił  5 dni przed narodzinami Julki (dziś prawie 4-miesięcznej). Teraz znów wyjechał. Na szczęście niedaleko, więc może przyjeżdżać na weekendy. Niedługo będzie miał urlop, a potem czeka go kolejny daleki wyjazd.

Mąż Agnieszki, mamy nastoletniej Doroty i kilkuletniego Filipa, od ponad roku pracuje blisko Cambridge. Przez ten czas był w domu 3 razy: raz na tygodniowym urlopie i dwa razy po to, by wyleczyć zęby. Niedługo wróci do Polski albo ściągnie rodzinę do Anglii.

Partner Kaśki, mamy 5-letniego Adasia, od kilku lat pracuje w innym mieście: do biura ma równo 370 kilometrów. Oprócz tego dużo jeździ po Polsce, czasem za granicę. Do domu przyjeżdża na sobotę i niedzielę.

Polecamy także: Rola taty w życiu dziecka. Wyjaśnia psycholog, Jarek Żyliński


Cały dom na mojej głowie

Jak się żyje mamom dzieci, których tatusiowie pracują daleko od domu?

Agnieszka przyznaje, że na początku było kiepsko. Zawsze dzieliła  się z mężem obowiązkami, a nagle wszystko musiała robić sama. Nie wiedziała, w co ręce włożyć, zwłaszcza że jakimś trafem po wyjeździe Andrzeja natychmiast psuły się wszystkie krany, nawalał samochód itd. Z czasem przyzwyczaiła się i chyba wyszło jej to na zdrowie.
Zaczęłam wierzyć w swoje siły, nauczyłam się nowych rzeczy, łatwiej przychodzi mi podejmowanie decyzji. Byłam ciepłą kluchą, która lubi chować się w kieszeni męża, a teraz wzięłam życie za rogimówi Agnieszka.

Radek, mąż Gosi,  mówi o niej Gosia-Samosia, bo nawet łóżeczko dla Julki poskładała sama. Ba, z brzuchem pod samym nosem wywierciła otwory w prowadnicach szuflady.  Trudniej jej było poradzić sobie ze strachem o męża. A gdy widziała pary kupujące śpioszki albo sama czekała na USG, było jej smutno.
Nie brakowało mi jego pomocy, lecz obecności. Tego, żeby mnie przytulił, dotknął brzucha, był obok. Ale nie mam pretensji, wychodząc za niego, wiedziałam, jaka jest jego praca – mówi Gosia.

Kaśka przyzwyczaiła się do sytuacji, ale wcześniej nie było tak różowo. Najgorzej było wtedy, gdy synek chorował: kolejna zarwana noc, 40-stopniowa gorączka, dziecko prawie nieprzytomne, a ona sama... Nawet nie w tym rzecz, że była potwornie zmęczona i nie miała kogo posłać do apteki. Po prostu chciała, żeby Marek był przy nich. Miała do niego żal. W efekcie, choć cały tydzień za nim tęskniła i nie mogła się doczekać soboty, warczała, gdy wracał.
Chciałam, żeby dzielił się ze mną odpowiedzialnością, drażniło mnie, że zostawia torbę nie w tym miejscu, co trzeba, że łamie zasady, które wprowadziłam. Gdy udawało nam się dogadać, musiał już wyjeżdżać – wspomina Kaśka.


"Cześć, co u was?" Życie rodzinne na odległość

Nawet na odległość można być blisko siebie. Trzeba tylko się bardziej postarać.

Mąż Agnieszki rozmawia z bliskimi przez Skype’a, więc jak może uczestniczy w  życiu rodziny. Dzięki kamerze internetowej mogą się widzieć, co jest  ważne zwłaszcza dla Filipa, który mocno odchorowuje każdy wyjazd taty. Filip robi mu różne prezenty, rysunki. Kręcą też krótkie filmy i wysyłają je przez internet. No i byli u Andrzeja w Anglii. Ale rozstania i tak bolą.
Filip dostał od Andrzeja Misia-Tatusia. Bardzo przeżywał, gdy kiedyś kolega zrzucił pluszaka na podłogę. Musieliśmy go "wyleczyć", żeby mały przestał płakać – wspomina Agnieszka.

Mąż Gosi  nie mógł widzieć jej  rosnącego brzucha, więc robiła sobie zdjęcia i wysyłała je, żeby był na bieżąco. Dostał też płytę z nagraniem z USG i maleńkie skarpeteczki.
Mieliśmy szczęście – podsumowuje Gosia. – Mąż był przy porodzie i przez pierwsze tygodnie. Teraz Julka jest córeczką tatusia.

Marek, partner Kaśki,  codziennie rozmawia z  synkiem przez telefon. "Umyłeś zęby? Pokaż!", "Pogodziłeś się z Kamilem?" itd. Czasem opowiada mu bajki, a nawet się z nim bawi: Adaś obraca telefonem, a tata woła "Ojej, kręci mi się w głowie!" Marek wysyła synkowi  mailem wyszperane w internecie zdjęcia wyścigówek i psów. Adaś lepi dla niego ślimaki z plasteliny.
Zostawiamy mu smakołyki "na sobotę" i wymyślamy powitalne psikusy – mówi Kaśka. – A w  weekendy moi panowie są nierozłączni.


Jak przetrwać rozłąkę? Rady mam

Co Gosia, Agnieszka i Kaśka radzą mamom, które są lub będą w podobnej sytuacji?
  • Warto wyznaczyć sobie konkretny cel rozłąki i czas, w którym ma zostać zrealizowany I w razie czego umieć odpuścić – radzi Agnieszka.  Ona i jej mąż chcieli kupić większe mieszkanie. Prawdopodobnie nic z tego nie wyjdzie, bo przeliczyli swoje możliwości, ale nie chcą żyć osobno bez końca. Postanowili więc, że jeśli do lipca Andrzej znajdzie lepiej płatną pracę, Agnieszka zostawi wszystko i pojedzie z dziećmi do niego. Jeśli nie, Andrzej wróci do domu.
  • Trzeba cieszyć się tym, co jest: dzieckiem, listami, telefonami. I nie robić z wszystkiego problemu. Warto też wczuć się w sytuację tej drugiej osoby – radzi Gosia. Gdy jej ciężko, myśli: "Okej, dziś jest niefajnie, ale za parę dni nie będę o tym pamiętać".
  • Dziecko musi się pożegnać z tatą – mówi Kaśka. Kiedyś jej partner wyjeżdżał do pracy w nocy. Rano ich synek  biegał po domu, zaglądał we wszystkie kąty, płakał. Teraz Marek wyjeżdża wcześniej. Kaśka odprowadza go z synkiem na parking, machają, on mruga im na pożegnanie światłami. To pomaga.
  • Warto bywać wśród ludzi – dodaje Kaśka.  Życie nie może upływać wyłącznie na czekaniu, bo nic dobrego z tego nie wynika.
  • Trzeba też dbać o wspólne sprawy i uważać, by nie zacząć żyć osobno –  radzą zgodnie wszystkie nasze rozmówczynie. Bo to ich zdaniem największe zagrożenie.

Jak przetrwać rozłąkę? Rady psychologa

Najlepiej, gdy rodzina jest w komplecie, ale jak wiadomo życie pisze różne scenariusze. Jak odnaleźć się w nowej sytuacji? Oto rady Beaty Płażewskiej, psychologa

Dla mamy
  • Dbaj o to, by dziecko pamiętało o tacie. Powieś w widocznym miejscu jego duże zdjęcie. Rozmawiajcie o nim, róbcie dla niego prezenty itd.
  • Nie strasz ojcem. Nie mów rzeczy w stylu: "Jak tata wróci, to o wszystkim mu powiem".
  • Nie obwiniaj się, gdy po powrocie mąż cię zaczyna denerwować. Musicie się na nowo do siebie przyzwyczaić.
  • Rozmawiaj z nim o swoich emocjach, nie każ mu czytać w myślach, domyślać się, czego być chciała, co czujesz. Otwarta rozmowa pomaga złagodzić napięcie.
Dla taty
  • Nie łam zasad obowiązujących w domu pod twoją nieobecność. Jeśli np. dziecko ma nie jeść słodyczy i chodzić spać o przyzwoitej porze, nie zmieniaj tego po powrocie. Wspieraj partnerkę w jej dążeniach, choć oczywiście nie dajcie się oboje zwariować - niektóre reguły wolno czasem łamać.
  • Nie próbuj nadrabiać wielomiesięcznych zaległości w weekend. Nie organizuj dziecku wielkich atrakcji, raczej rób z malcem zwyczajne rzeczy: idź z nim na spacer, pograj w piłkę, pokoloruj obrazek itd.
  • Nie znikaj bez pożegnania. Dziecko musi mieć choć odrobinę poczucia kontroli nad własnym życiem, rozumieć, co się wokół niego dzieje. Czuje się wtedy bezpieczne.

Jak przetrwać rozłąkę? Czekamy na Twój komentarz

A jakie są Twoje doświadczenia?
Co poradziłabyś mamom, które są w podobnej sytuacji?
Napisz do nas! Czekamy na Twój komentarz.

Zobacz także: T jak tata czyli co to znaczy być dobrym ojcem
 
separator
Wyślij e-mailem
separator separator
Komentarze (3)
avatar

michasia
michasia | 2017-03-22 12:55 Zgłoś komentarzZgłoś komentarz do moderacji

PrzErabiam już to kilka lat. Nasz synek ma dwa lata,a mąż przyjeżdża co sześć tygodni na,tydzień. Jestem sama,bywa ciężko. Najgorzej gdy mąż,wraca, burzy rytm i a jak tylko trochę do siebie przywykniemy to czas odjazdu. Nasz,syn ciężko to przechodzi, a czym starszy tym gorzej. Niestety żyjemy w kraju takim A nie innym. Przy polskich zarobkach nie udałoby się nam zbudować domu. Jeszcze trochę wytrzymamy,już do tego przywyklam.

Odpowiedz

Ania
Ania | 2017-03-21 13:34 Zgłoś komentarzZgłoś komentarz do moderacji

Moj masz jest kierowca tira julcia ma 17 miesiecy. Maz jeździ od 4 lat. 3lub4 tygodnie w trasie tydzień w domu. Jest ciezko nie mam tutaj rodziny nikogo tylko meza i córeczkę bez Niego jest strasznie ciezko ale dla coreczki musze byc twarda. Najgorzeje jest jak choruje ja albo Julcia mam związane rece a na pomoc nie moge liczyc z zadnej strony. Czasami to mnie podlamuje.

Odpowiedz

Aga
Aga | 2017-03-20 11:15 Zgłoś komentarzZgłoś komentarz do moderacji

Ciężki temat, przerabiałam to. Ale jak jedna z bohaterek tez uwazam, ze takie rozstanie moze wyjsc na zdrowie. Byle nie trwalo bez konca

Odpowiedz
X

Logowanie

avatar

Nie masz jeszcze konta ?

Zarejestruj się




Zapomniałeś hasła?