Babyonline.pl
 
 
Rozwiń menu

Kiedy mąż pracuje poza domem

| 17.07.2007, aktualizacja: 17.07.2014 | 0
separator
Wyślij e-mailem
separator
Oceń :
(1)
fot. Edipresse
Agnieszka, Gosia i Kaśka są jak żony marynarzy: widują mężów tylko raz na jakiś czas. Jak sobie radzą? Z czym mają problemy? Co robią, by ich dzieci nie zapominały o swoich ojcach?

Mąż Gosi wyjechał do Iraku, gdy jej brzuch był jeszcze płaski. Wrócił pięć dni przed narodzinami Julki (dziś prawie czteromiesięcznej). Teraz znów wyjechał. Na szczęście niedaleko, więc może przyjeżdżać na weekendy. Niedługo będzie miał urlop, a potem czeka go kolejny daleki wyjazd.

Mąż Agnieszki, mamy nastoletniej Doroty i kilkuletniego Filipa, od ponad roku pracuje blisko Cambridge. Przez ten czas był w domu trzy razy: raz na tygodniowym urlopie i dwa razy po to, by wyleczyć zęby. Niedługo wróci do Polski albo ściągnie rodzinę do Anglii.

Mąż Kaśki, mamy pięcioletniego Adasia, od kilku lat pracuje w innym mieście: do biura ma równo 370 kilometrów. Oprócz tego jeździ dużo po Polsce, za granicę. Do domu przyjeżdża na sobotę i niedzielę, czasem udaje mu się wyrwać dodatkowe dni.


Dom na mojej głowie

Jak się żyje mamom, których mężowie pracują daleko od swoich domów?

Agnieszka: Na początku było kiepsko. Zawsze dzieliliśmy się obowiązkami, a nagle wszystko musiałam robić sama. Nie wiedziałam, w co ręce włożyć, zwłaszcza że jakimś trafem po wyjeździe Andrzeja natychmiast psuły się wszystkie krany, nawalał samochód itd. Z czasem przyzwyczaiłam się i chyba wyszło mi to na zdrowie: zaczęłam wierzyć w swoje siły, nauczyłam się nowych rzeczy, łatwiej przychodzi mi podejmowanie decyzji. Byłam ciepłą kluchą, a teraz wzięłam życie za rogi, choć nadal mam czasem ochotę schować się w kieszeni męża.
Gosia: Radek mówi o mnie Gosia-Samosia, bo nawet łóżeczko dla Julki poskładałam sama. Ba, z brzuchem pod samym nosem wywierciłam otwory w prowadnicach szuflady! Staram się ułatwiać sobie życie. Kupiłam np. torbę na kółkach, żeby nie targać ciężkich zakupów. Trudniej mi było poradzić sobie ze strachem o męża. A gdy widziałam pary kupujące śpioszki albo sama czekałam na USG, było mi smutno. Brakowało mi jego obecności, tego, żeby mnie przytulił, dotknął brzucha, był obok. Ale nie mam pretensji, wychodząc za niego, wiedziałam, jaka jest jego praca.
Kaśka: Teraz jest już okej, bo nasz Adaś podrósł, a ja się przyzwyczaiłam. Wcześniej nie było tak różowo. Najgorzej wtedy, gdy mały chorował: kolejna zarwana noc, czterdziestostopniowa gorączka, dziecko prawie nieprzytomne, a ja sama... Nawet nie w tym rzecz, że byłam potwornie zmęczona i nie miałam kogo posłać do apteki. Po prostu chciałam, żeby Marek był przy nas. Miałam do niego żal. W efekcie, choć cały tydzień za nim tęskniłam i nie mogłam się doczekać soboty, warczałam, gdy wracał. Chciałam, żeby dzielił się ze mną odpowiedzialnością, drażniło mnie, że zostawia torbę nie w tym miejscu, co trzeba, że łamie zasady, które wprowadziłam. Gdy udawało nam się dogadać, musiał już wyjeżdżać.

Cześć, co u was?

Nawet na odległość można być blisko siebie. Trzeba tylko się postarać.
Agnieszka: Rozmawiamy z Andrzejem przez Skype’a, więc uczestniczy w naszym życiu. Dzięki kamerze internetowej możemy się widzieć, to ważne zwłaszcza dla Filipa, który mocno odchorowuje wyjazdy swojego taty. Filip robi mu różne prezenty, rysunki. Kręcimy krótkie filmy i wysyłamy je przez internet. No i byliśmy u Andrzeja w Anglii. Raz odwiedziła go nastoletnia już Dorota, raz ja pojechałam. Filip dostał od Andrzeja Misia-Tatusia. Bardzo przeżywał, gdy kiedyś kolega zrzucił pluszaka na podłogę. Musieliśmy go "wyleczyć", żeby mały przestał płakać.
Gosia: Mąż nie mógł widzieć mojego rosnącego brzucha, więc robiłam sobie zdjęcia. Dostał też płytę z nagraniem z USG i maleńkie skarpeteczki. Mieliśmy szczęście: mąż był przy porodzie i przez pierwsze tygodnie. Teraz Julka jest córeczką tatusia.
Kaśka: Marek codziennie rozmawia z Adasiem przez telefon. "Umyłeś zęby? Pokaż!", "Pogodziłeś się z Kamilem?" itd. Czasem nawet opowiada mu bajki. Wysyła mu mailem wyszperane w internecie zdjęcia wyścigówek i psów. Z kolei Adaś lepi dla niego ślimaki z plasteliny. Wspólnie zostawiamy mu smakołyki "na sobotę" i wymyślamy powitalne psikusy. W weekendy są nierozłączni.
separator
Wyślij e-mailem
separator separator
Komentarze (0)
avatar
X

Logowanie

avatar

Nie masz jeszcze konta ?

Zarejestruj się




Zapomniałeś hasła?