Babyonline.pl
 
 
Rozwiń menu

Bez retuszu

kobieta bez retuszu, figura kobiety, kompleksy kobiety
fot. Fotolia
Kiedy osiem lat temu zaszłam w ciążę, moje ciało zmieniło się. Przytyłam, mój brzuch pokrył się rozstępami. Po porodzie czasem czułam się jak Fiona ze „Shreka”. A jednak, gdy patrzę na zdjęcia z tamtego okresu, dziwię się, dlaczego tamta dwudziestoczterolatka, z płaskim – OK, może nie do końca, ale jak na moje dzisiejsze standardy wystarczająco – brzuchem, tak lamentowała przed lustrem. Jak to się stało, że na kilka poporodowych miesięcy, gdzieś zapodziało się moje poczucie własnej wartości?

Szkodliwe mity

O moje pociążowe zagubienie pewności siebie pytam psycholożkę z Uniwersytetu Wrocławskiego, dr Julitę Wojciechowską, i od razu słyszę protesty: – Cielesne zmiany zachodzące w ciąży nie powinny być podstawą do obniżenia naszej samooceny! To mit, że jesteśmy atrakcyjne tylko wtedy, gdy wyglądamy jak nastolatki. W ciągu życia standardy naszej atrakcyjności się zmieniają: inaczej piękna jest osiemnastolatka, inaczej młoda mama albo kobieta po czterdziestce. To nie ciążowe kilogramy są problemem, ale upływ czasu i to, że nie zawsze umiemy się z nim pogodzić – mówi. Na moje pocieszenie dodaje, że w tamtych moich szlochach przed lustrem nie byłam sama. Kłopoty z zaakceptowaniem siebie po porodzie ma wiele kobiet. – O wiele trudniej jednak akceptują pociążowe zmiany te, które zawsze miały niewielkie poczucie własnej wartości i których samoocena od lat zależała wyłącznie od opinii innych.

Wymagać, ale od kogo?

Często po porodzie chcemy przekonać mężów, że ciąża niczego w naszym ciele i w naszym życiu nie zmieniła. Już kilka tygodni po porodzie przechodzimy na diety. Nawet padając na twarz, usiłujemy być jednocześnie matką, żoną, kochanką i perfekcyjną panią domu. I choć w filmach rzeczywiście jest to możliwe, to już w naszym prawdziwym życiu, niestety, nie. – Uświadamiajmy mężów, że w związek muszą inwestować i oni. Swój czas czy swój wysiłek. Jeżeli będziemy wymagać tylko od siebie, to grozi nam życie w lęku, że gdy nie staniemy się idealne, on się odkocha i odejdzie.

Kochanie, zgaśmy światło

Nasze poporodowe kompleksy łatwo przekładają się na nasze zachowanie w sypialni. Często po ciąży, ze zmęczenia czy wstydu, rezygnujemy z fizycznej bliskości. Ale uwaga! – według mojego drugiego rozmówcy, seksuologa, dr. Wiesława Ślósarza, to może tylko pogłębić nasze problemy!
Seksualne zbliżenia pełnią rolę nie tylko prokreacyjną, ale też więziotwórczą, tzn. spajają związek, sprzyjają bliskości psychicznej – twierdzi specjalista. Zapewnia, że wbrew mądrościom wyczytanym na forach internetowych, poród niewiele zmienia w relacjach seksualnych partnerów: – Oczywiście, jest część mężczyzn, dla których ciało kobiety po porodzie przestaje być atrakcyjne seksualnie, ale u znakomitej większości pożądanie idzie w parze z miłością. Jeśli istnieje uczucie między partnerami, to kilka kobiecych krągłości po porodzie nie ma kompletnie znaczenia! – przekonuje.

Sztuka balansu

Zbyt duże przywiązywanie wagi do swojego wyglądu po porodzie to, jak widać, groźna pułapka. Z drugiej strony jednak taką samą pułapką jest pójście za hasłem: „Pokochaj swoje kilogramy!”. Lepiej nie kochać w sobie tego, co może być szkodliwe dla zdrowia, dlatego za radą dr Wojciechowskiej nie przesadzajmy
w żadną ze stron. – Trzeba uplasować się między skrajnościami, np. na zasadzie, że zdrowa dieta – tak, dieta odchudzająca – nie. To chyba nie jest jakoś trudne, myślę. Z błędu wyprowadza mnie jednak moja trzecia rozmówczyni, przyjaciółka, mama trzylatki, od porodu walcząca ze swoimi kilogramami: – Chcę schudnąć, więc jem zdrowo... Tak mniej więcej przez dwa dni z rzędu. Potem znów daję się namówić na czekoladę albo żurek. Chudnę i znowu tyję... – mówi Marta. Z nią rozmawiam najdłużej, a na końcu rozmowy dochodzimy do wniosku, że nawet powrót do dawnej figury wcale nie gwarantuje, że znów poczujemy się piękne. Przecież zawsze znajdziemy w sobie coś, co idealne nie jest.

Po prostu wyjątkowa

Jak zatem odzyskać poczucie własnej wartości? Bohaterka jednej z moich ulubionych powieści dla kobiet stawała nago przed lustrem, ujmowała w dłonie piersi i mówiła głośno: „Moje są wyjątkowe!” (taki też tytuł ma książka). Jej sposób podoba się dr Wojciechowskiej: – Warto nazywać głośno te cechy, które się nam w sobie podobają, np. ładne oczy czy zdolności organizacyjne. Takie uświadomienie sobie, że jesteśmy wyjątkowe, to dobry początek zmian. Dopiero potem można przyjrzeć się temu, co nam się w sobie nie podoba. Zanim jednak zaczniemy starania, aby coś zmienić, najpierw pomyślmy, czy jesteśmy w stanie to zrobić. Swoją figurę czy charakter mogę choć trochę kształtować, ale już na rozstępy czy kształt piersi po karmieniu nic nie mogę poradzić. Jedyne, co mi pozostaje, to nauczyć się nimi nie przejmować. Z cellulitem czy rozstępami można żyć i czuć się atrakcyjnie – tamta młoda mama z moich zdjęć dzisiaj dobrze już o tym wie :)

Sylwia Niemczyk
X

Logowanie

avatar

Nie masz jeszcze konta ?

Zarejestruj się




Zapomniałeś hasła?