Babyonline.pl
 
 
Rozwiń menu

Gimnastyka - felieton czytelniczki

| 03.07.2015, aktualizacja: 03.07.2015 | 0

No cóż, nie ma co się oszukiwać: po ciąży moje ciało nie wyglądało idealnie. Zbędne kilogramy, za małe ciuchy, fałdki tu i tam, no i to złe samopoczucie. Postanowiłam to zmienić. – Codziennie będę się gimnastykować. Przynajmniej dwie godziny przed południem i godzinkę wieczorem. To pozwoli mi zrzucić zbędne kilogramy i wreszcie poczuć się jak dawniej. Zaczynam od jutra – zakomunikowałam mężowi.

separator
Wyślij e-mailem
separator
Oceń :
(2)
Mama pisze felieton
fot. Fotolia
No cóż, nie ma co się oszukiwać: po ciąży moje ciało nie wyglądało idealnie. Zbędne kilogramy, za małe ciuchy, fałdki tu i tam, no i to złe samopoczucie. Postanowiłam to zmienić. – Codziennie będę się gimnastykować. Przynajmniej dwie godziny przed południem i godzinkę wieczorem. To pozwoli mi zrzucić zbędne kilogramy i wreszcie poczuć się jak dawniej. Zaczynam od jutra – zakomunikowałam mężowi.

Tego samego wieczoru ubłagałam go, żeby posiedział dwie godzinki z naszą 17-miesięczną Lusią i pojechałam do sklepu sportowego. Wróciłam z karimatą, hantlami, hula-hop, no i oczywiście z pięknym szaro-różowym dresem. Mąż był pod wrażeniem. Następnego dnia wstaję wcześniej. Kąpię się, piję kawę, rozkładam karimatę i wbijam się w mój nowiutki dres (kurczę, okazuje się o rozmiar za mały!). Dziś zaczynam nowe życie, witaj moja dawna figuro! Robię dwa przysiady na rozgrzewkę, gdy nagle słyszę płacz Lusi. No tak, domaga się mleka. Robię mleko. Pije. Trochę przysypia. Kocim krokiem zbliżam się do karimaty, gdy Lusia budzi się na dobre. Zmieniam jej pieluchę, ale Lusia nie daje za wygraną. Łapie mnie za rękę i ciągnie do swojego kącika z zabawkami. Do południa nie pozwala mi odejść na krok.

Naszą zabawę przerywa nieoczekiwany telefon. Mąż dopytuje się, co gotuję na obiad. No tak, ja tu ledwo żyję, a on myśli tylko o rosole! Niech mu tam będzie! W sumie rosół to dobry pomysł, a i Lusia nie będzie głodna. Tylko że nie mam włoszczyzny. Ubieram Lusię, idziemy do sklepu. Zgrzane wstawiamy rosół. No i pranie, bo mąż już nie ma czystych skarpet. W międzyczasie Lusia rozlewa soczek i rozrzuca po całym domu kredki. Łapię mopa – Lusia robi na parkiecie mokre ślady. Po rosołku wreszcie zasypia.

Wieszam w łazience uprane skarpetki. – Może chociaż po południu trochę się pogimnastykuję – myślę. Niespodziewanie słyszę znajomy płacz. Mamy kupę w pieluszce. I pić się Lusi zachciało. I do mamy chce się przytulić. Leżąc obok mojego aniołka w za małym dresie, tęsknie patrzę na moją nową karimatę.

Wieczorem wraca mąż. Z zadowoleniem dolewa sobie drugi talerz rosołku, a potem natychmiast zasypia. W półśnie pyta tylko: – Jak ci poszła gimnastyka? – Świetnie. Spaliłam dziś chyba ze sto kalorii – odpowiadam senna.

Felieton nagrodzony w „Twoim Dziecku” nr 7/2015
Zobacz zasady Konkursu na Felieton  w miesięczniku „Twoje Dziecko”.
separator
Wyślij e-mailem
separator separator
Komentarze (0)
avatar
X

Logowanie

avatar

Nie masz jeszcze konta ?

Zarejestruj się




Zapomniałeś hasła?