Babyonline.pl
 
 
Rozwiń menu

Kraina krzyku czy łagodności

Zakończyłam przed paroma dniami lekturę wzbudzającej skrajne emocje książki Jarosława Marka Rymkiewicza pt:“Kinderszenen“. Przepięknie napisana, wzbudza polemiki wśród historyków, polityków i filozofów, którzy skupiają się wokół ocen powstania warszawskiego. Lektura ta dla początkującej matki jest ważna też z powodu pokazanego tu obrazu dzieciństwa. Opisane przez Rymkiewicza sceny są dla mnie wstrząsające nie dlatego, że opisują okropieństwa wojny widziane oczami dzieciaka. Fotografie i reportaże o dzieciach jako ofiarach wojen umieszcza się od lat na pierwszych stronach gazet i portali, bo przecież liczą się słupki sprzedaży.

Szczególnie mocne wrażenie zrobił na mnie rozdział dotyczący lodowiska. Autor z masochistyczną wręcz dbałością o szczegół wspomina, jak to w dzieciństwie matka kupiła łyżwy wyłącznie jego starszej siostrze. Wściekłość na matkę i siostrę rozdzierała mu serce, a nocą, gdy zasypiał, fantazjował o krwawej zemście. Dodajmy, iż matka kupiła tylko jedną parę łyżew nie ze względu na brak pieniędzy. Po prostu uważała, że chłopiec za młody i ma zbyt silny temperament. Ile błędnych decyzji podejmujemy wychowując nasze dzieci (a może matka postąpiła słusznie, może, gdyby puściła syna na łyżwy doszło by do wypadku)? Czy na ogół zapamiętujemy z dzieciństwa chwile szczęścia czy nieszczęścia? Rymkiewicz zdaje się wspominać same koszmary.

Mój syn należy do grupy zbuntowanych dwulatków i często daje nam w kość. Ostatnio zaserwował mi taką scenę. Jestem z nim, jego babcią i jego kolegą Franiem w sklepie spożywczym. Kubuś żąda, by kupić mu soczek. Z reguły dostaje wodę, a nie soczki, ale kolega pije soczek, więc w drodze wyjątku też kupuję synowi soczek. Wtedy Kubuś wpada w szał, bo jest to „Nie ten soczek! Chcę z królikiem, nie z tym zwierzątkiem“. Prezes Kubuś rozkazuje. Wybrzydza.
- Nie kupię ci innego soczku, ten jest dobry, wychodzimy - mówię.
Dziecko jest silne jak lokomotywa, uparte jak osioł, wrzeszczy głośno, jakby go obdzierano ze skóry, sprzedawczynie starają się sytuację obrócić w żart, ja próbuję z synem negocjować. Sytuacja przeciąga się. Babcia nie wytrzymuje. Uważa, że Kubuś wchodzi mi na głowę, a ja mam problem, gdyż nie stawiam mu stanowczo granic. Bardziej martwi mnie bardziej to, że babcia krytykuje moje metody wychowawcze niż fakt, że Kuba robi głupią scenę. Jasne, że zdarza mi się, z ciężkim sercem, dyscyplinować syna. Stoi w kącie, nie dostaje żelków... W takich momentach męczy mnie pytanie — czy nie przyczyniam się do tego, że Kuba zapamięta swe dzieciństwo jako pasmo upokorzeń? A może postara się zapamiętać tylko te dobre chwile? Przecież nikt nam nie obiecał wyłącznie miłych wspomnień z dzieciństwa - dlaczego więc tak boję się je zepsuć synowi?


Tekst: Agata Passent/Syndykat Autorów.

X

Logowanie

avatar

Nie masz jeszcze konta ?

Zarejestruj się




Zapomniałeś hasła?