Babyonline.pl
 
 
Rozwiń menu

Kraków: Kazali jej rodzić siłami natury 6 kg dziecko

| 25.07.2016, aktualizacja: 25.07.2016 | 81

Jedna decyzja zaważyła na zdrowiu matki i dziecka.

separator
Wyślij e-mailem
separator
Oceń :
(15)
Kazali rodzić 6 kilogramowe dziecko siłami natury
fot. fotolia
Decyzja o cesarskim cięciu mogła uratować zdrowie matki i dziecka, niestety nikt jej nie podjął. Mimo próśb rodzącej personel szpitala Szpitalu Uniwersyteckiego w Krakowie kazał jej rodzić siłami natury. Ta decyzja zaważyła na zdrowiu matki i dziecka. Choć sprawa działa się 5 lat temu, wciąż nikt nie odpowiedział za jej dramatyczne konsekwencje. Proces wciąż się toczy. Pierwsi biegli oceniający sprawę nie dopatrzyli się nieprawidłowości!

To była trzecia ciąża 32-letniej mieszkanki podkrakowskiej wsi. Czy ktoś mógł podejrzewać, że kobieta urodzi 6 kilogramowe dziecko? Lekarka wykonująca USG na początku porodu nie była w stanie określić wagi dziecka, gdyż głowica USG "dziecka nie obejmowała". Mimo braku wiedzy o dokładnej wadze dziecka w dokumentacji pojawił się wpis: "płód waży 4100 gramów". Odczyt z USG okazał się być bardzo niedokładny, noworodek zamiast przewidywanej wagi 4100 hg ważył aż 6 kg! 

Poród przebiegał dramatycznie. Dziecko zaklinowało się barkami w kanale rodnym. Obok rodzącej pojawiali się kolejni lekarze. W pewnym momencie na sali oprócz rodzącej znajdowało się jeszcze 10 osób. Przedłużający się poród i pojawiające się komplikacje nie skłoniły żadnego z lekarzy do podjęcia decyzji o cesarskim cięciu.

"Lekarze uciskali jej brzuch, a położna ciągnęła za dziecko" - zapisano w pozwie przeciwko szpitalowi.

Ciężka zamartwica, brak akcji serca i brak oddechu – w takim stanie urodziła się 6 kilogramowa dziewczynka. Jej serduszko zaczęło bić dopiero po 8 minutach reanimacji w trakcie, której pękła noworodkowi wątroba, nastąpiło krwawienia do otrzewnej oraz górnych dróg oddechowych.

Rodząca nie tylko poniosła straty psychiczne, ale i cierpienie fizyczne, w trakcie porodu rozeszło się jej spojenie łonowe.

Rodzina żąda od szpitala 450 tys. zł zadośćuczynienia dla dziecka, 140 tys. zł dla matki i 100 tys. zł dla ojca. Domaga się również renty dla dziewczynki w wysokości 1400 zł miesięcznie. 

- Matka i dziecko jakoś przeżyły ten poród - forsowany do końca siłami natury (...) dziewczynka cierpi na całkowite porażenie splotu barkowego. Jest to najcięższe uszkodzenie. Rokowania są złe. Nie odzyska pełnej sprawności ręki. Proces o zadośćuczynienie i rentę dla dziecka jest w toku, ale dotychczasowy jego przebieg pokazuje, jak wiele w sprawach o błąd medyczny zależy od opinii biegłych, i jak krańcowo odmiennie może być oceniona przez ekspertów powołanych przez sąd ta sama sytuacja i leczenie – opowiada na łamach wyborcza.pl mecenas Jolanta Budzowska, pełnomocnik rodziny.

Proces trwa tak długo, gdyż pierwsi biegli powołani w tej sprawie nie widzieli w działaniach lekarzy nieprawidłowości. Na prośbę rodziców powołano innych biegłych, którzy w czerwcu uznali, że niepodjęcie decyzji o cesarskim cięciu było błędem. 

Rzecznik prasowy szpitala oświadczyła, że do czasu ogłoszenia wyroku sądowego sam szpital nie będzie komentował sprawy.

Słyszałyście o przypadkach porodów, w których zbyt długo odwlekano decyzje o cesarskim cięciu? Napiszcie w komentarzu. 

Zobacz też:
Nigdy nie sądziła, że będzie to najgorszy i najlepszy dzień w jej życiu

Źródło: wyborcza.pl
separator
Wyślij e-mailem
separator separator
Komentarze (81)
avatar

panda
panda | 2016-10-30 12:33 Zgłoś komentarzZgłoś komentarz do moderacji

Ludzie piszcie o swoich przejściach teraz mamy gdzie kiedyś ta tragedia była zamiatana pod dywan a kobiety zostawały z tym same Piszmy mówmy krzyczmy kobieta czuje i ma uczucia panie Kaczyński

Odpowiedz

nnn
nnn | 2016-08-16 16:37 Zgłoś komentarzZgłoś komentarz do moderacji

Ja też rodziłam dziecko o wadze 4700g siłami natury. Po 16 godz. męczarni wreszcie przyszedł lekarz, obrażony bo późna noc i powiedział że jeszcze poczekamy 15mi. Nie wiem na co. Byłam wyczerpana i chyba nikt już nie mógł znieść moich krzyków. Dziecko urodziło się w wyniku cięcia z 1 punktem. mam żal do lekarzy bu usg wykazywało wagę 4300 i brzuch miałąm przeogromny,astmę i nikt moich próśb o cięcie nie słuchał. Po zabraniu dziecka po porodzie Pani neonatolog raczyłą w drzwiach sali rzucić mi słówko że nie wiadomo co z dzieckiem będzie i mamy się spodziewać najgorszego. Wiele wizyt u neurologów,audiologów odbyliśmy i na szczęście wszystko jest ok . Tylko po co te męki, nerwy i ryzyko? z 1 chwili lenistwa lekarza!!!!!

Odpowiedz

Beata
Beata | 2016-08-08 13:50 Zgłoś komentarzZgłoś komentarz do moderacji

Zgłosiłam się do szpitala w 41 tygodniu ciąży z pękniętym pęcherzem płodowym. Zrobiono mi w czasie 60 godzin kiedy podjęto decyzje o cesarce 2 próby wywołania oksytocyną. Wody ciągle ciekły. Córka urodziła się poprzez cięcie dostała 10 punktów. Zabrano mi ją po kilkuminutowym kontakcie na oddział noworodkowy nic nie tłumacząc. Córka jak napisano w wypisie przeszła 3 dniowe leczenie antybiotykami o szerokim spectrum działania. Jakie są skutki? Jest nadpobudliwa od urodzenia, nadruchliwa, i ma ogromne kłopoty z koncentracją. Na dzień dzisiejszy 8 lat. Rok temu urodziłam syna. W 38 tygodniu w tym samym szpitalu znalazłam się z bólami po 3 dniach wypisano mnie, zrobiono szybciutko takim małym urządzeniem usg na którym wyszło ze dzieciak ma 3700. Dostałam skierowanie w 40 tygodniu żeby zdecydować co dalej czy cięcie czy naturalnie. Zrobiono mi konkretne usg i powiedziano że dzieciak ma 4900 kg i że będzie cięcie. Zrobiono cesarkę na następny dzień. Dzieciak był cały siny, bo go szarpali nie mogli wyciągnąć ale dostał na szczęscie 9 pkt. Problemem było u niego napięcie mięśni ale z nim ćwiczyłam i jak miał ok. 5 miesięcy było ok. Ma jednak problem z ciągle opuchniętą śluzówką nosa. Bo urodził sie z zaropiałymi oczkami i katarem podejrzewam, albo złapał katar w szpitalu i mi mówiono że to wody płodowe za kilka dni ten katar przeszedł w ropny i trzeba było leczyć antybiotykami. Szpital nie wiele się mną interesował po porodzie ani mną ani dzieckiem. Niewiele rad.

Odpowiedz

Lusi
Lusi | 2016-08-07 22:33 Zgłoś komentarzZgłoś komentarz do moderacji

Lekarze to gnoje tak samo położne....Powinni zabierać takim prawo wykonywania zawodu....Nie dość że czekasz na dziecko nie wiadomo ile ...i albo umiera albo jest kaleką do końca życia...
Kto za to odpowiada nikt... i latami ciągną się sprawy sądowe...
Banda w szpitalach pracuje (nie wszyscy oczywiście). Ale gnoje dostają nie wiadomo jaką kasę a tak partaczą pracę....
Brak słów....na to co się dzieje,,....JA dziękuję Bogu że moja córcia jest zdrowa...bo nigdy nic nie wiadomo....po tym co przeszliśmy w 3jke z mężem i córką ....

Odpowiedz

Ojciec
Ojciec | 2016-08-07 15:30 Zgłoś komentarzZgłoś komentarz do moderacji

Gdyby tak zamordowali-tak zamordowali moje dziecko, przy narodzinach populacja globu na bank by sie zmniejszyla.Skandal, a zadane odszkodowaniwe jest i tak smiesznie niskie.

Odpowiedz

ews
ews | 2016-08-04 08:00 Zgłoś komentarzZgłoś komentarz do moderacji

u nas w ostatnej minucie zrobili cc inaczej nie było by mojego syneczka

Odpowiedz

pau
pau | 2016-08-02 13:17 Zgłoś komentarzZgłoś komentarz do moderacji

Biedna kobieta, co ona musiała przeżyć. Rodziłam dziecko ważace 4200 gr to była męczarnia, a co dopiero dziecko ważące 6000gr...no ale przecież to "tylko poród", kobiety rodzą od wieków i żyją, po co się przejmować...

Odpowiedz

ups!
ups! | 2016-08-01 11:38 Zgłoś komentarzZgłoś komentarz do moderacji

Włos mi się na głowie jeży jak lekarze igrają z życiem matki i dziecka.

Odpowiedz

wiki-mi
wiki-mi | 2016-07-30 05:43 Zgłoś komentarzZgłoś komentarz do moderacji

jedt wiele takich przypadkow.moj pierwdzy porod rowniez.zrobiono mi cesarke dopiero 20 godzin od odejscia wod plodowych co skutlowalo tym ze dziecko mialo zakazenie drog moczowych a ja zakazenie wewnatrz maciczne co okazalo sie po tygodniu od porodu.gdy trafilam drugi raz do szpitala ledwo przezylam.

Odpowiedz

Anna
Anna | 2016-07-29 15:05 Zgłoś komentarzZgłoś komentarz do moderacji

Tragedia! Ja również miałam problem z cesarskim cięciem gdyż pani ordynator jak myślę nie otrzymała kieszonkowego no i nie byłam jej pacjentka. .. przyjeto mnie na oddział patologii ciąży z dokumentami od doktora z USG jak i zaleceniem lekarza ortopedy o cesarskim cięciu i odmówiono mi. W ostateczności cesarskie cięcie wykonano mi 250km od mojego miejsca zamieszkania dzień przed planowanym rozwiązaniem. Tam lekarze zapoznali soe z dokumentacja i normalnie wykonali ciecie. Cała ciążę napotykalam na problemy z lekarzami nawet prowadzacego lekarza (prywatnie) musiałam zmienić w prawie 8 miesiącu ciąży co jest bardzo trudne no ale się udało. Uważam, że ciagla gadania o cesarce, że jest niebezpieczna jest totalna bzdura. Jeżeli są problemy nie powinni lekarze się nawet zastanawiać. Szkoda kobiety i jej córki, że musiały przejść przez takie problemy a teraz okazuje się, że ma to nieodwracalne problemy zdrowotne dla dziewczynki.

Odpowiedz Pokaż odpowiedzi

ktoś
ktoś | Anna | 2016-08-08 22:10 Zgłoś komentarzZgłoś komentarz do moderacji

Bo nie każdy lekarz umie wykonać cc - niestety. Leżałam w szpitalu od 30 grudnia do 4 stycznia. Termin miałam na 10 stycznia ale termin cesarki lekarz prowadzący wystawił na 2 stycznia. Chciano mi zrobić cc 30 grudnia a jak nie to czekać, bo "termin jeszcze daleko". A że to był przełom roku a nie tylko miesięcy, to postanowiłam poczekać. No i się zaczęło, że jeżeliby zaczął poród, to w dniach między świętami a Nowym Rakiem nie miałby kto ciąć bo lekarze obecni na dyżurach byli tylko ciałem, bo tak naprawdę nie nadawali się do niczego (jeden wiekowy, inny nie umiejący robić cc). No i się wystraszyłam nie na żarty ale jakoś dobrnęłam do 2 stycznia. Ale doktor obecny na dyżurze, robiąc rano obchód stwierdził, że mamy czas i nie będzie dziś mnie ciął. Jak się później okazało w te dni nie robili cc, bo w te dni sala operacyjna (dzielili ja z chirurgią) była przeznaczona na zabiegi chirurgiczne. Już się załamałam na całego. Ale nagle bez uprzedzenia zawołali mnie na sale operacyjna i w końcu zrobili cięcie. Ale co nerwów zjadłam przez te kilka dni to moje.

Odpowiedz

ktos
ktos | ktoś | 2016-08-08 22:12 Zgłoś komentarzZgłoś komentarz do moderacji

aha i te dni były dniami strajków więc bardziej"wartościowi" lekarze strajkowali a na dyżurach byli tylko Ci którym nie zależało na strajku.

Odpowiedz
X

Logowanie

avatar

Nie masz jeszcze konta ?

Zarejestruj się




Zapomniałeś hasła?