Babyonline.pl
 
 
Rozwiń menu

Książę z pejczem

Zawód listonoszki wydawał mi się idealny. Dużo na powietrzu. Służbowy rower lub samochód. Bajerancki mundur. Spacery sprzyjające kontemplacji. Schody w mieszkaniach bez windy sprzyjające jędrnym pośladkom. Ciekawe znajomości. Jako dziecko byłam zdecydowana zostać listonoszem, a zawód ten uznawałam za szczyt romantyzmu: prócz rachunków, rent i przelewów Western Union będę dostarczała listy miłosne pisane na pięknej papeterii. Papier czerpany. Pióro wieczne. Może koperty skropione olejkiem hinduskim lub perfumą Chanel 19. A może nawet list pisany wierszem. Laurki od wnuka dla babci...

Mój ojciec marzenia te komentował z, powiedzmy, umiarkowanym entuzjazmem. Wolałby, aby jego córcia została prawniczką. No, chociaż notariuszką. A najlepiej, aby była architektką. Swoich pragnień wobec mnie ojciec nigdy na szczęście nie ukrywał, ale gdy podejmowałam i podejmuję w życiu decyzje, które nie napawają go radością, to jest wspaniałomyślny. Toleruje je, choć nie musi wcale udawać, że jest zachwycony. Wyraża swoje zdanie. Ja wyrażam swoje. Czasem zmieniamy życiowe decyzje pod ich wpływem. A czasem nie.

Nasz syn Jakub zdaje się od roku przechodzić kryzys tożsamości. Jako dwulatek twierdził, iż jest budowniczym z wiertarką. Potem był przez kilka dni rowerzystą. Teraz jest na przemian złym i dobrym piratem. Jeśli zły – to z hakiem. Jak dobry – to zakłada białą perukę. Jest również astronautą, który już był na Księżycu i widział planetę Ziemię z kosmosu: „To niebieskie to morze, a to żółte to Afryka, gdzie dzieci nie mają co jeść, nawet brokuła”. Wraz z nianią, posługując się zszywaczem, zbudowali nawet rakietę z kartonu. Ponieważ mieszkamy obok sejmu, Kubuś często wita się z żołnierzem z ochrony. Twierdzi, że sam też jest żołnierzem. Żołnierzem w mundurze, który jest piratem. Od roku błaga (bez skutku) o pistolet „ale nie na wodę, tylko na kulki”. Schizofrenia jest tragiczną chorobą. Ale to nie schizofrenia. To osobowość wieloraka!

Od czasu pobytu w przedszkolu, pod wpływem pewnej atrakcyjnej brunetki o imieniu Tosia, Kubuś jest też… psem i księciem. „Jestem twoim księciem. Będę cię chronił”, wyznaje mi czasem syn. Zaraz potem zachęca do zabawy w psa: „Tosia mnie prowadzi na smyczy”. Hmm, a mówili, że edukacji seksualnej brakuje w polskiej oświacie! Wczoraj wieczorem Kuba proponował mi zabawę w „konia i woźnicę”. Ja miałam wozić go na plecach, a on będzie mnie popędzał „bejczem”. – To połączenie pejcza z batem, tak? – pytam. „Tak”. – To już nie jesteś psem ani piratem? Piraci nie jeżdżą na koniach, tylko piją rum na statku i okradają porty – dopytuję skołowana. „Nie, jestem woźnicą!”, krzyczy wściekły Kuba. Też bym się wściekła, gdyby moja rodzona matka pomyliła się i wzięła mnie za żołnierkę. Od pewnego czasu nie zwracam się do Kuby: „Cześć, rycerzu!” lub: „Czołem, żołnierzu”, gdyż nie wiem, czy wceluję w jego tożsamość. Na szczęście nie podważył jeszcze naszego: „Cześć, synu!”.

Taki brak konsekwencji musi być cudowny.
Wyobrażam sobie, że wchodzę do mojej firmy w peruce pirata, a koledze z zarządu oświadczam, iż ma być moim psem. Dawno też nie siedziałam ojcu na barana (nie wiem, czy dysk by mu nie wyskoczył). Niby gramy w życiu tyle ról, ale czy nie powinniśmy częściej zmieniać szefowej od castingu? Nasz Kuba, choć jest jedynakiem, codziennie wita nas całą gromadką osobowości.    


Tekst: Agata Passent/Syndykat Autorów.
X

Logowanie

avatar

Nie masz jeszcze konta ?

Zarejestruj się




Zapomniałeś hasła?