Babyonline.pl
 
 
Rozwiń menu

Czy leczenie onkologiczne pozbawia szansy na zajście w ciążę?

| 27.10.2014, aktualizacja: 29.09.2015 | 2
separator
Wyślij e-mailem
separator
Oceń :
(1)
fot. Fotolia.pl
Czy leczenie onkologiczne może pozbawić płodności? Czy kobiety chore na raka mają szanse na dziecko? Opowiada o tym prof. dr hab. n. med. Mariusz Bidziński, ginekolog.
Posiadanie własnego dziecka, to dla wielu kobiet spełnienie największych marzeń. Często choroba nowotworowa krzyżuje plany macierzyńskie, a na nowotwory choruje coraz więcej młodych kobiet, które nie są jeszcze matkami.

Czy zachowanie płodności po leczeniu onkologicznym jest możliwe?
 
Prof. dr hab. n. med. Mariusz Bidziński: Jest szereg nowotworów ginekologicznych i nie tylko, których leczenie może zaburzyć płodność. Dotyczy to nie tylko chirurgii, czyli np. usunięcia macicy, ale również chemioterapii i radioterapii. Poszukiwania mechanizmów, które pozwolą z jednej strony bezpiecznie leczyć chorą, a z drugiej nie zabrać jej potencjału prokreacyjnego cały czas trwają i na dzień dzisiejszy mamy wypracowanych kilka metod. Jednak konieczne jest tu spełnienie kilku kryteriów. Przede wszystkim nowotwór nie może być zaawansowany. Na szczęście coraz częściej wykrywamy chorobę np. raka szyjki macicy we wczesnej fazie rozwoju.

Od czego zależy, czy kobieta zachowa płodność? Od zastosowanego leczenia?
 
Mariusz Bidziński: Tak, zachowanie płodności jest zależne od rodzaju terapii. W przypadku nowotworów ginekologicznych chirurgia bezpowrotnie pozbawia płodności, bo zabiera narząd rodny. Choć mam nadzieję, że w niedalekiej przyszłości będą możliwe przeszczepy. Jeżeli chodzi o chemioterapię, to działa ona na cały układ komórek. Komórki odpowiadające za płodność mają duży potencjał namnażania się, więc one też podlegają tym negatywnym wpływom i raczej nie możemy ich zabezpieczyć. Wtedy chemioterapia może je bezpowrotnie zniszczyć.

Co zatem możemy zrobić, aby zachować płodność u kobiety chorej na raka?
 
Mariusz Będziński: Przed rozpoczęciem leczenia możemy pobrać komórkę jajową i tymczasowo ją przechować. W przypadku większości nowotworów nie musimy rozpoczynać leczenia natychmiast i możemy sobie pozwolić na to, aby w ciągu kliku tygodni pobrać tę komórkę i jeśli będzie potrzeba – wykorzystać w przyszłości. Są nieliczne nowotwory, gdzie nie ma na to czasu, bo każda godzina się liczy do rozpoczęcia terapii np. nowotwory krwi. Lepiej jest pobraną komórkę od razu zapłodnić i magazynować embrion. Tu technologia jest bardziej doskonała i ma większą szansę powodzenia. Formuła przechowywania zarodka daje ok. 35-40% gwarancji, że z tego zarodka urodzi się dziecko. Jeżeli pobieramy niezapłodnioną komórkę jajową, to ona jest bardziej delikatna, w związku z tym odsetek sukcesów mieści się w granicach 10%. Jest jeszcze możliwość pobrania tkanki jajnikowej produkującej komórki jajowe przez rozpoczęciem leczenia i wszczepienia jej w miejsce jajników już po jego zakończeniu. Taka tkanka po pewnym czasie zaczyna znowu produkować komórki rozrodcze. W takim rozwiązaniu szanse na posiadanie dziecka to ok. 15-20%, ale zawsze jest to jakaś szansa. Możemy również spróbować farmakologicznie ochronić komórkę rozrodczą przed szkodliwym działaniem chemioterapii, czy radioterapii. Służą temu m.in. analogi GnRH, które blokując pewne systemy receptorowe ochraniają potencjał komórki rozrodczej w trakcie leczenia. 

Można powiedzieć, że to takie leki „osłonowe”…
 
Mariusz Bidziński: Tak. One blokują systemy receptorowe w jajniku, więc w pewnym momencie droga w jajniku do komórek rozrodczych jest zahamowana. W rezultacie negatywne działanie chemioterapii jest dużo mniejsze, bo zablokowany jest system przekazywania informacji.

Czy kobiety często decydują się na pobranie i przechowanie swoich komórek rozrodczych?
 
Mariusz Bidziński: W Polsce na dzień dzisiejszy nie mamy odpowiedniego systemu prawnego, więc nie są to metody wykorzystywane powszechnie, ale są pacjentki, które z nich korzystają. Poza tym jest wielu przeciwników takiego rozwiązania, tak jak w przypadku zapłodnienia in vitro. Tylko u chorych onkologicznie jest to trochę inna sytuacja niż u osób niepłodnych. Tu chodzi o zachowanie płodności u osób, które mogą ją stracić przez ciężką chorobę. Chcemy dać im możliwość, aby po powrocie do zdrowia mogły dalej funkcjonować, zarówno w życiu zawodowym, jak i rodzinnym. Poza tym osoba mająca świadomość, że ma szansę powrotu do pełnej aktywności będzie się zdecydowanie bardziej motywowała, a to poprawia kondycję całego organizmu.

Czy te metody zachowania płodności są dostępne dla kobiet w Polsce?
 
Mariusz Bidziński: Teoretycznie mogą one być w onkologii wykorzystywane, ale nie są, bo nie są refundowane. Ani te leki „osłonowe”, ani proces pobierania komórek rozrodczych przed rozpoczęciem leczenia. Powinno się stworzyć procedury, które będą działały, ale na dzień dzisiejszy jeszcze takich nie ma.

Czytaj także: Rak szyjki macicy - nie chcesz go mieć!
 
separator
Wyślij e-mailem
separator separator
Komentarze (2)
avatar

Emalka
Emalka | 2015-03-26 17:42 Zgłoś komentarzZgłoś komentarz do moderacji

Ja miałam nowotwór nosogardła w wieku 25 lat, chemioterapię i radioterapię. Pod wpływem leków i spadku masy ciała zatrzymało mi się jajeczkowanie. Rok po wyleczeniu powiedziano mi, że jajniki są "uśpione" i prędko w ciąże nie zajdę. Rok później byłam w ciąży i mam piękną zdrową 15 miesięczną córeczkę. Rak to nie wyrok :)

Odpowiedz Pokaż odpowiedzi

Autor tekstu
Autor tekstu | Emalka | 2015-04-08 09:02 Zgłoś komentarzZgłoś komentarz do moderacji

Cudowne słowa wsparcia dla innych osób. Dziękuję.

Odpowiedz
X

Logowanie

avatar

Nie masz jeszcze konta ?

Zarejestruj się




Zapomniałeś hasła?