Babyonline.pl
 
 
Rozwiń menu

Lekarze dziecięcy – wstyd mi za was! - felieton wkurzonej matki

| 08.09.2016, aktualizacja: 08.09.2016 | 4
separator
Wyślij e-mailem
separator
Oceń :
(6)
Żal do lekarzy dziecięcych
fot. fotolia
Szpital dziecięcy nie dla dzieci?! Lekarz, zamiast pomagać, przegania moje córki! Co się dzieje ze służbą zdrowia?!
Widziałaś kiedyś seriale takie jak „Chirurdzy”, „Ostry dyżur” czy „Na dobre i na złe”? Udając się z dzieckiem do państwowego lekarza, wyczyść swoją pamięć ze wszelkich scen, które pamiętasz z filmów. Rzeczywistość może cię bardzo zaskoczyć. W serialu zwanym „leczenie dziecka w państwowej służbie zdrowia” spotkasz się z pretensjami zamiast empatii, złością górująca nad chęcią pomocy, kłótniami, żalami itp. Z każdym kolejnym dzieckiem (a mam ich troje) rosła lista przykrych sytuacji, których byliśmy świadkami bądź uczestnikami. Po 12 latach wychowywania dzieci myśleliśmy, że jesteśmy przygotowani na wszystko, a jednak nasi lekarze zawsze potrafią zaskoczyć i to niestety niepozytywnie :(

Szpitalna historia, o której chcę zapomnieć

Zbliża się północ, czyli już 2 godzina wyczekiwania mojego męża z 3 dzieci na jednym z oddziałów ratunkowych w warszawskim szpitalu. Wypadek córki nie był na tyle groźny, żeby panikować (a może przy trzecim dziecku już się w ogóle nie panikuje), więc spokojnie (na ile to możliwe z dziećmi) czekają na szpitalnym korytarzu w otoczeniu uśmiechających się ze ścian zwierzątek. Niestety tylko one w tej palcówce się uśmiechają. Personel już chyba dawno zapomniał o satysfakcji, jaką można czerpać z pracy. Nie wymagam wybuchów radości o północy, lecz zwykłego przyjaznego uśmiechu do dziecka, które bądź co bądź znalazło się w tym miejscu, bo stało mu się coś złego. 

Kiedy pielęgniarka zza lady przywołuje mojego męża, do szpitala wchodzi ciężarna z dzieckiem. Rafał, jako dobrze wychowany człowiek postanawia ją przepuścić. Oj, szybko dowiedział się, jaki błąd popełnił!
- Proszę stać na swoim miejscu! Co to za zamiany? - wrzeszczy wściekła pielęgniarka.

Cóż pierwsze zaskoczenie zaliczone. Niestety chwilę później przyszedł czas na kolejne.

Kolejne wyczekiwanie samotnego taty z dziećmi (przebywałam wtedy na służbowym wyjeździe) zakończyło się wezwaniem do gabinetu Rafała wraz z poszkodowaną po zjeździe z dmuchanej zjeżdżalni córką i TYLKO nią!

- Proszę pozbyć się tych dzieci! - wrzasnął lekarz, gdy zobaczył mojego męża wchodzącego do gabinetu z trójką dzieci.
- Co mam z nimi zrobić? - zapytał zszokowany Rafał.
- Proszę je zawieźć do domu! - usłyszał szybką odpowiedź lekarza.

Dla przypomnienia: jest północ, w domu nikogo nie ma, odczekali już swoje na korytarzu, nie padło ani jedno pytanie o przyczynę wizyty. 

Gdym to była ja, pewnie najpierw posłusznie bym wyszła, a dopiero później przeanalizowała sytuację i zareagowała. Na szczęście szok Rafała trwał krótko, a zastąpiła go złość, którą przywołał lekarza do porządku. 

Czy lekarze na pewno myślą o dzieciach?

Jak czuły się w całej tej sytuacji moje dzieci? Co czuła córka, która za chwilę miała być badana przez obcą, wrzeszczącą osobę? Ja czuję żal i rozczarowanie, podobne do tego, gdy lekarka z tego samego szpitala rok wcześniej naśmiewała się z mojej nieśmiałej (a może przerażonej) córki, czy tego, gdy parę lat wcześniej lekarz kazał mi położyć się całym ciężarem ciała na dziecku, by się nie ruszało, gdy zszywał mu brodę. 

Za takich polskich dziecięcych lekarzy jest mi wstyd! Rodzicom leczącym dzieci państwowo życzę wiele cierpliwości, z pewnością będzie wam potrzebna.

Zobacz też: Gdzie są lekarze, ja pytam?! Rodzicu, witamy w bestialskim Polish reality
separator
Wyślij e-mailem
separator separator
Komentarze (4)
avatar

Ojciec
Ojciec | 2016-09-09 12:44 Zgłoś komentarzZgłoś komentarz do moderacji

Więcej empatii można spotkać na spacerniaku w Sztumie niż w szpitalach dziecięcych. Wystarczy mieć dzieci i kontakt ze szpitalem dziecięcym, aby szacunek do lekarzy spadł poniżej zera. Z lekarzami dziecięcymi miałem trochę do czynienia i mogę powiedzieć tyle:
1 na 10 lekarzy to człowiek z powołaniem, wiedzą i pasją zgłębiania medycyny. Reszta to zwykłe ćwoki, które skończyły medycynę pewnie pod presją rodziny, albo w skutek rodzinnej tradycji, ale ani tego nie lubią, ani za bardzo nie potrafią. Ich wiedza medyczna ogranicza się do wypisania augmentinu. Zaangażowania zero. Myślenia zero. O jakiejś empatii czy życzliwości to nawet szkoda mówić.
W szpitalach najważniejsze są procedury - nie dzieci.

Odkąd mam do czynienia z lekarzami dziecięcymi, zupełnie inna jest moja pierwsza myśl, gdy w mediach podają, że pacjent zaatakował lekarza. Trzy razy byłem bliski stania się głównym bohaterem takiego newsa.

Odpowiedz

Doti
Doti | 2016-09-09 08:04 Zgłoś komentarzZgłoś komentarz do moderacji

Trafilam z 2 dzieci na SOR z grypa jelitowa. Niestety przy trojce dzieci kazda choroba to sztafeta musi przejsc kazdy. Mlodsza dwojka dosc szybko sie odwodnila wiec stwierdzilam ze jedziemy. Nikt nie zapytal czy czegos nam potrzeba. Dzieci dostaly kroplowki a ja na zmiane biegalam to z miska to do toalety ledwie nadanzajac. Kiedy zdarzyl sie wypadek i jedyna koldra jaka byla w pokoju poznala grype jelitowa jedoczenie nie nadajac się juz do użytku 5 razy prosilam chociaz o koc na sali bylo 16 stopni, uslyszalam ze to nie hotel i nie przychodzimy sie grzac. Wrocilismy z tej eskapady co prawda bez jelitowki ale za to z angina.

Odpowiedz

Jane
Jane | 2016-09-08 16:01 Zgłoś komentarzZgłoś komentarz do moderacji

Mam takie same odczucia. Z tym, że u mnie bylo jeszcze gorzej, gdyż lekarz zrzucił winę na mnie za chorobe córki. Jakbym zrobila to celowo,a okazało się, że winna była położna odbierająca poród. Ale czasu nikt nie cofnie i wypowiedzianych słów.

Odpowiedz Pokaż odpowiedzi

Iza
Iza | Jane | 2016-09-08 20:30 Zgłoś komentarzZgłoś komentarz do moderacji

Ja ze swoim 4 miesiecznyn synkiem lezalam w szpotalu na zapalenie drog moczowych. Wszystko szlo sprawnie do momentu pobrania krwi i wkucia welflona przez pielegniarki. Mialam wrazenie ze nie wiedza w ogole jak takim dzieciom pobiera sie krew. Zalozenie welflona trwalo masakrycznie dlugo moj synek dostawal spazmow. Kiedy po 10 wkuciu udalo sie zalozyc welflon uslyszalam tylko ze moj syn to krzykacz i ze po 72 godzinach czeka nas to samo bo welflon moze tylko tyle czasu być wkuty. Bylismy 10 dni przezylismy wkucie 3 welflonow i kilka wkuc na pobranie krwi. Uwazam ze pielegniarki zupelnie nie wiedzialy jak wkuc sie takiemu niemowlakowi w zyle. Mialam wrazenie nie welflon tez zakladaly po raz pierwszy. Kosztowalo nas to duzo lez i bol mojego dziecka byl nie do opisania. Nie polecam

Odpowiedz
X

Logowanie

avatar

Nie masz jeszcze konta ?

Zarejestruj się




Zapomniałeś hasła?