Babyonline.pl
 
 
Rozwiń menu

Mama – koleżanka, kapral czy szefowa?

| 28.05.2013, aktualizacja: 29.09.2016 | 0

Mamą można być na różne sposoby. Tylko czy wszystkie są równie dobre? Zapytaliśmy o to Beatę Płażewską, psycholożkę dziecięcą.

separator
Wyślij e-mailem
separator
Oceń :
(1)
dziecko, dziewczynka, uśmiech, mama
fot. Andres Rodriguez - Fotolia.com

Dzieci uwielbiają się z nami kumplować. Są szczęśliwe, gdy się z nimi bawimy, wygłupiamy i śmiejemy. Czy to jednak znaczy, że  powinnyśmy we wszystkim traktować je jak równorzędnych partnerów? Pytamy o to Beatę Płażewską, psycholożkę dziecięcą. 

Być matką czy koleżanką?

Mama-koleżanka jest bardzo fajna. Nie każe sprzątać, pozwala opychać się czekoladą i nie odmawia, gdy się ją prosi o kupienie kolejnej zabawki. Zostawia malcowi wolną rękę: chcesz – jesz, nie chcesz – nie jesz. W jej słowniku nie ma słów "zabraniam", "musisz" ani "powinieneś". Czy wystarczy pójść w jej ślady, żeby dziecko było szczęśliwe? 

– Nie, to kiepski pomysł, bo taka mama wbrew pozorom wymaga od dziecka... zbyt wiele – tłumaczy psycholożka – Oczekuje, że samo połapie się, co jest dla niego dobre, a co nie,  nauczy się unikać niebezpieczeństw, pozna reguły, jakie obowiązują w świecie, dowie się, jakich zachowań trzeba się wystrzegać. A ono jest na to wszystko za małe i potrzebuje kogoś, kto mądrze nim pokieruje. 
 
Kilkulatek, któremu wszystko wolno, wcale nie jest szczęśliwy. Dobrze wie o tym Iwona, trzydziestoparolatka, która ma już własne dziecko. – Moja mama to  cudowna osoba: uśmiechnięta, roztrzepana, ma sto pomysłów na minutę. Gdy byłam mała, zazdrościło mi jej całe podwórko, bo na wszystko mi pozwalała, robiła niespodzianki ("Dziś zrobimy sobie wagary") i nie traktowała wywiadówek ze śmiertelną powagą ("Ojej, zapomniałam...").  A ja,  choć kochałam i kocham ją nad życie, marzyłam, że – tak jak sąsiadki – będzie wołać z okna "Iwooooonka, do dooooomuuuu!". 
 
– Choć maluchy często się buntują przeciw zakazom i nakazom, tak naprawdę potrzebują porządku, w miarę stałego rytmu dnia, jasnego przekazu "To wolno, a tego nie". W chaosie, nawet tym radosnym i kolorowym, gubią się i nie czują bezpiecznie. Chcą,  by ich rodzice byli mądrzy i silni, bo tylko wtedy są dla nich oparciem. Gdy się na podwórku stłucze kolano nie biegnie się do kumpla, tylko do mamy, która wie, co trzeba wtedy zrobić – mówi Beata Płażewska. 

Jeśli nie mama-koleżanka, to może mama-kapral?

Mama-kapral jest przeciwieństwem mamy-koleżanki. Wszystko musi być tak, jak ona chce:  na rozkaz, w kostkę, w szeregu.  Jeśli każe dziecku przyjść do kuchni, oczekuje, że malec wykona polecenie natychmiast. Wszystko wie lepiej, nawet to czy jest mu zimno ("Natychmiast zapnij kurtkę!"), czy jest głodne ("Masz to zjeść i koniec") i co ma mu się podobać ( Wybiera mu ubrania, przyjaciół, sposób spędzania wolnego czasu).. 
 
– Właśnie tak było w moim domu. Pamiętam, jak płakałam nad wątróbką. Brzydziłam się nawet na nią spojrzeć, ale mama nie pozwoliła mi wstać od stołu póki nie zjem. Siedziałam tak do wieczora, a potem musiałam iść spać bez kolacji. Tak było ze wszystkim. Rozkaz to rozkaz. Niewypełnienie go równa się kara – wspomina Julia.
 
–  Taki styl wychowywania to także zły pomysł. Matka-kapral żąda, by dziecko całkowicie się jej podporządkowało a więc zrezygnowało z samego siebie. Dziecko ma wykonywać rozkazy i nie dyskutować. W efekcie dziecko nie uczy się ważnych rzeczy, np. samokontroli (po co, skoro jest notorycznie kontrolowane przez nią?), wyrażania własnej opinii (ma przecież siedzieć cicho) – mówi psycholog.
separator
Wyślij e-mailem
separator separator
Komentarze (0)
avatar
X

Logowanie

avatar

Nie masz jeszcze konta ?

Zarejestruj się




Zapomniałeś hasła?