Babyonline.pl
 
 
Rozwiń menu

"Mamo, posłuchaj, chcę ci coś powiedzieć..."

| 25.02.2016, aktualizacja: 25.02.2016 | 0

Mama – telefon – dziecko to zdradziecki trójkąt. Nikt nie wyjdzie z niego zwycięsko... Czy przypadkiem wszystkie nie przesadzamy z przywiązaniem do naszych smartfonów? Znam czarodziejską moc internetu. Nie znam za to osoby, która potrafi się jej skutecznie oprzeć. Niestety, dzieci to też dotyczy.

separator
Wyślij e-mailem
separator
Oceń :
(3)
mother talking on the phone
fot. fotolia.com

Sama mam parę ulubionych adresów, pod którymi chętnie znikam na godzinkę albo dwie. Przyznaję, czasami robię to w trakcie zajmowania się dziećmi, dlatego nie rzucam pierwsza kamieniem. I podejrzewam, że nie jestem jedyną taką mamą. Dobrze wiem, jak łatwo utonąć w morzu ciekawostek, pięknych zdjęć i zabawnych filmików! Wystarczy jeden klik i człowiek wpada w sieć. 

Plac zabaw? Ja tu pracuję!

Trudno powiedzieć, kto jest w tej sytuacji bardziej stratny – rodzic, czy dziecko. Rodzice nie potrafią przestać pracować, to fakt. Każdego tygodnia obserwuję w pobliskim parku mamusie i tatusiów przyssanych do swoich smartfonów i tabletów. Pociecha wspina się po drabinkach, a oni odpisują na mejle, oddzwaniają, kończą swoje projekty. Nie marnują ani chwili! Za wyjątkiem tych chwil, kiedy ich dzieci są jeszcze małe i chcą spędzać z nimi czas. Później to nie będzie już takie oczywiste. 

Dzieci z kolei tracą uwagę rodziców i są piekielnie zazdrosne o wszystkie urządzenia, którym poświęcamy czas. Małe dziecko chce, żeby mama zajmowała się tylko nim i kropka! Tak zachowywał się mój syn, tak zachowuje się teraz moja córka i tak zachowują się wszystkie inne dzieci, zanim się usamodzielnią. Ten mechanizm tkwi głęboko w ludzkiej naturze i jest niezależny od czasów, w jakich żyjemy. Dziecko ma w nosie postęp technologiczny i wszystkie aplikacje tego świata. Dziecko chce być z mamą, a nie z mamą, która odpisuje na mejle. 

Notatki z terenu

Mój telefon pamięta początki ery GSM i jest to moje jedyne alibi w sprawie rodzice vs. internet. Bez komputera nie mam szans połączyć się z jakąkolwiek stroną, portalem ani aplikacją. Dlatego na placu zabaw i w tramwaju nie pozostaje mi nic innego, jak obserwować innych. Rodziców i dzieci.

No właśnie, dzieci. Pamiętacie, jak od małego lubią naśladować mamusię i tatusia? W mojej rodzinie do legendy przeszła historia pt. „Ojciec do wanny”. Jakiś czas temu mój 4-letni wówczas syn bawił się z koleżanką w dom. Ona była mamą, a on tatą. W kilka minut pokazali nam, jak nas widzą. Dziewczynka, która odgrywała (swoją) mamusię, zaczęła pielić grządki. Na to mój syn – naśladując typowe zachowanie swojego taty, który uwielbia się kąpać – odpowiedział jej: „W takim razie ojciec idzie do wanny”. 

One nas widzą!

Teraz przenieśmy się z wanny przed ekran. Ile razy dziennie dziecko widzi mamę lub tatę (lub oboje) z nosem w którymś z urządzeń elektronicznych? Myślcie sobie, co chcecie, ale one naprawdę nas obserwują. A potem powtarzają "typowe" zachowania rodziców. To wcale nie jest dziecięca złośliwość, tylko naturalna potrzeba uczenia się od starszych i naśladowania ich. Jeśli więc widzą, jak X godzin dziennie spędzamy przed komputerem lub z telefonem w dłoni, logiczną reakcją dziecka będzie chęć powtórzenia tego.  

Obawiam się, że to tutaj tkwi źródło magnetycznego przyciągania elektronicznych urządzeń już od najmłodszych lat. Przebiegłość producentów i reklamodawców jest jakby mniej istotna. Żadne dziecko nie posłucha zakazu korzystania z tabletu, jeśli wciąż będzie widziało kolorowy blask ekranu na twarzach rodziców. Uwierzcie, oni i tak się tego wszystkiego nauczą. W przyszłej dekadzie to nasze dzieci będą nam mówić, jak korzystać z telepatii. Teraz najcenniejsze, co możemy im dać, to nasz czas i my sami. 

Czytaj też:
separator
Wyślij e-mailem
separator separator
Komentarze (0)
avatar
X

Logowanie

avatar

Nie masz jeszcze konta ?

Zarejestruj się




Zapomniałeś hasła?