Babyonline.pl
 
 
Rozwiń menu

Mamy problem

Dlaczego problemy są takie wredne i muszą wyskakiwać wszędzie? W pracy szefowa stawia nierealne cele, oczekując celnej prognozy zdolności kredytowej osoby, która pożyczkę spłacać będzie przez 50 lat. (Przecież nawet Niemiecka Republika Demokratyczna zaskoczyła wszystkich, tracąc pewnego dnia zdolności kredytowe!). Problemy w związku, który zaledwie cztery lata temu zapowiadał się jak idylla – teraz wymarzony rycerz zmienił się nie do poznania i dom odwiedza rzadziej niż kontrola kominiarska. Na dodatek wraz z zimową pluchą siadła ci motywacja do czegokolwiek: mata do ćwiczeń brzucha zbiera kurz pod łóżkiem, bestseller Zerui Shalev odłożony na półkę po przewertowaniu pierwszych trzech kartek...

W dodatku na problemy wychowawcze żaden kochanek, mąż, pediatra cię nie przygotował. Czemu osobiste dziecko jest tak nieempatyczne i zamiast eliminować kłopoty, jeszcze ich dorzuca? U Kuby skończył się (być może chwilowo…) problem agresji. Odetchnęłam. Nie będę już musiała stać nad nim jak ochroniarz nad niebezpiecznym więźniem. Ale natychmiast pojawił się nowy problem.
Co prawda Kuba zaczął mówić już po ukończeniu roczku, czym wzbudzał zachwyt, a potem zazdrość innych rodziców, ale ostatnio zaniepokoiliśmy się tym, co mówi: „Mamo, zobacz, jaką wywierciłam dziurę”. Poprawianie go wręcz pogarsza sytuację. Bo tak, być może, Kubie utrwala się, że mama mówi, używając rodzaju męskiego. Wielu dwulatkom mylą się rodzaje – córka znajomych na swego półrocznego brata mówi per „ona”. Mylą się też znaczenia. „Nie jedziemy autem, pójdziemy piechotą”, mówię Kubie. A on: „Gdzie jest ta piechota, którą pójdziemy?”. Sprytne pytanie.

Zdaję sobie sprawę, że dziecko uczy się języka głównie poprzez naśladownictwo. Najpierw jest dźwięk, a potem znaczenie. Ponieważ Kuba spędza więcej czasu z kobietami – nianią, babciami, opiekunkami na zajęciach, to jego mowa się „ukobieca”. Tematy lingwistyczne są dla mnie fascynujące, więc często drążę z Kubą ten temat. Doszłam do wniosku, że nie rozumie on jeszcze różnic między chłopcami i dziewczętami. Pytam go: Kubusiu, czy Ninka jest chłopcem czy dziewczynką? „Jest dziewczynką”. Brawo. A dziadek i tata są chłopakami czy dziewczynkami? „Są dziewczynkami”. Hmm… A ty jesteś dziewczynką? „Jestem dziewczynką”.

Wraz z językiem pojawia się sedno problemu: jak mam o sobie myśleć? Kim jestem? Jaka jest moja tożsamość? Jest to problem również dla rodziców. Dlaczego mam poprawiać moje dziecko, szufladkować je? Jakim prawem mam narzucać mu to, kim jest? Rozmowy z dwulatkiem są dla wielu z nas bardzo trudne. Jak wytłumaczyć synowi, że jest chłopcem? Jest chłopcem tylko dlatego, że on ma siusiaka, a mama, która jest dziewczynką, siusiaka nie ma? Można spróbować narzucić dziecku zainteresowania – zachęcać do czytania, sportu, wyboru religii. Ale czy wszystkie emocje i niuanse tożsamości da się w życiu nazwać? O tak poukładanych i niewątpiących w nic ludziach profesor Piotr Matywiecki mówi: technicy życia.


Tekst: Agata Passent/Syndykat Autorów.

X

Logowanie

avatar

Nie masz jeszcze konta ?

Zarejestruj się




Zapomniałeś hasła?