Babyonline.pl
 
 
Rozwiń menu

Maria Rotkiel, psycholog: „Kryzys po narodzinach dziecka to szansa dla pary”

| 25.07.2016, aktualizacja: 25.07.2016 | 0

"Prawda jest taka, że każdą parę po narodzinach dziecka czeka kryzys" – mówi terapeutka par, Maria Rotkiel. Pytamy ją,  co robić, żeby związek wyszedł z tego kryzysu mocniejszy? Jak uniknąć rozstania i kiedy zdecydować się na terapię par?

separator
Wyślij e-mailem
separator
Oceń :
(6)
Maria Rotkiel o kryzysie w związku
fot. Mirek Pietruszyński
Maria Rotkiel, psychoterapeutka, terapeutka par, doradczyni rodzinna. Autorka książek "Nas dwoje", "Nas troje" i nowo wydanej: "Dziecko? O rety!". Jej największą miłością jest synek Adaś junior i partner Adam.

Nasze babcie mówiły, że dziecko zbliża, ale chyba zdaniem psychologów to nie jest prawda?

Kiedy rodzi się dziecko, w rodzinie zmienia się układ sił, a to zawsze jest ryzykowne. Sytuacja po porodzie trochę przypomina przemeblowanie w domu: coś przestawiamy i zmieniamy, żeby w efekcie było lepiej – ale też musimy uważać, żeby w tym szale przemeblowania nie zgubić czegoś ważnego.

Znam wiele świetnych par, które po narodzinach – nieraz bardzo wyczekanego – dziecka zaczęły mieć poważne problemy w związku.

Pojawienie się dziecka jest zawsze trudne, nawet dla najlepszej pary. To ogromna rewolucja: pojawia się mały człowiek, a razem z nim pojawia się zmęczenie i ogromna odpowiedzialność. Pojawia się więc poporodowy kryzys w związku, a definicja psychologiczna tego słowa to: utrata równowagi psychofizycznej. Pierwotnie jednak słowo kryzys oznaczało szansę i  jestem zdania, że z tej utraty równowagi wynika szansa dla związku.

Od czego zależy, czy rodziców ten kryzys dotknie, czy nie?

Prawda jest taka, że wszystkie pary po porodzie doświadczają kryzysu. Jedyne, czym się różnią, to jego natężeniem. Są pary, które przechodzą to spokojniej, dla innych kryzys jest nieco trudniejszy, ale są i takie pary, które w ogóle nie umieją sobie z nim poradzić. Bardzo dużo zależy od naszych umiejętności komunikacji i naszej empatii, czyli zdolności do wczucia się w sytuację partnerki czy partnera. W związkach, w których nie ma dobrej, szczerej rozmowy, poporodowy kryzys może narastać jak kula śnieżna i nawet prowadzić do rozpadu związku.

Jak rozpoznać, że już jest źle?

Niestety, często budzimy się za późno. Kryzys zaczyna się prozaicznie: dziecko źle śpi, tata przenosi się z poduszką do innego pokoju, potem jedna, druga kłótnia, aż w końcu okazuje się, że niepostrzeżenie zbudowaliśmy między sobą ogromny mur pretensji i złości – że nie umiemy się już spoza niego dostrzec nawzajem.

Naprawdę związki rozpadają się, bo dziecko źle śpi i tata przenosi się na inne łóżko?  

Do mojego gabinetu pary już od 15 lat przychodzą z na pozór bardzo podobnymi rzeczami. I na pozór: bardzo banalnymi. Ona już od progu mówi: "On mnie nie wspiera", on na to odpowiada: "Ona się ciągle mnie czepia". Jednak te problemy są tylko "delegatami" prawdziwych kłopotów. Sedno jest inne, bardzo indywidualne, zależne od osobowości partnerów, zdolności komunikacji, schematów wyniesionych z rodzinnego domu...
Czytaj także: Apel zmęczonej mamy do męża: „Nie oczekuję wiele – doceń mnie”

Jakich schematów?

Na przykład tego, jak rozumiemy rolę kobiety, mężczyzny w rodzinie, jak definiujemy rodzicielstwo, podział obowiązków w domu. Jakie mamy wyobrażenia, zasady życia razem. Te schematy bardzo się uwypuklają, gdy pojawia się dziecko. Nagle zaczynamy się wtedy konfrontować z tym, co tak naprawdę wynieśliśmy z domu rodzinnego – i co wyniósł ze swojego domu nasz partner czy partnerka.

I co robić, jeśli okaże się, że nasze schematy i nasze osobowości są zupełnie inne?

Możemy wypracować coś własnego, ale najpierw musimy nauczyć się ze sobą rozmawiać. Pracując z parami w kryzysie, stosuję terapię poznawczo-behawioralną. To taki nurt w terapii, który pozornie polega tylko na zmianie stylu naszego funkcjonowania – ale to tylko pozór. Umawiam się już na pierwszym spotkaniu z parą, że już od dziś, podczas całego trwania naszej terapii, codziennie będą sprawiać sobie nawzajem jedną przyjemność. Taka umowa to bardzo dobry początek na rozwikłanie problemu.

Jak taka jedna przyjemność dziennie pomoże nam pokonać kryzys?

To, jak się zachowujemy i co mówimy, wpływa na nasze myślenie. A z kolei nasze myślenie wpływa na nasze emocje. Jeśli więc zaczniemy zastanawiać się nad tym, co będzie przyjemne dla naszego partnera, to zaczniemy też jednocześnie uważniej mu się przyglądać, sobie zresztą też. Zaczniemy się zastanawiać, jacy jesteśmy, czego potrzebujemy. To pomoże nam lepiej się zrozumieć i porozumieć. Stąd już tylko krok do zmiany naszych uczuć.

Poza tym taka zasada drobnych przyjemności pomaga nam przygotować grunt do głębszej terapii par. Jeśli kryzys jest głęboki i jego skutki są już bardzo dotkliwe, to zanim zaczniemy zmieniać schematy działania, najpierw musimy zburzyć ten mur pretensji i wzajemnej złości.

Terapię par prowadzi Pani już od 15 lat. Czy w tym okresie rodzice, którzy do Pani przychodzą, zmienili się jakoś?

I tak, i nie. Jeśli chodzi o "delegaty" czyli te wstępne problemy, z którymi para przychodzi, to od początku mojej pracy wciąż są takie same. Ciągle słyszę: "Ona mnie nie rozumie", "On mi nie pomaga" itd. Na plus zmieniło się na pewno to, że obecnie pary chętniej korzystają z pomocy specjalistów, coraz więcej wiedzą o psychologii, łatwiej mówią o uczuciach. Myślę, że duża tutaj zasługa mediów, które edukują swoich czytelników w tym zakresie.

A jaka jest różnica na minus?

Wyraźnie widzę, że z roku na rok jesteśmy coraz bardziej zestresowani. Nasze życie nabrało ogromnego tempa, żyjemy w coraz większym napięciu, pewnie to ma związek z naszą rzeczywistością ekonomiczną: pracą, kredytami, mniejsza stabilnością finansową. Ten stres i pośpiech na pewno nie pomogą nam w zadbaniu o nasz związek.
Czytaj także: Młodzi rodzice niezadowoleni z seksu

Jak długo trwa terapia par?

To zależy, ale z pewnością trwa dłużej niż większość ludzi zakłada. Nie naprawimy związku w ciągu jednego czy dwóch spotkań. Najpierw, tak jak mówiłam, musimy zbudować grunt, na którym będziemy pracować, pozbyć się złości, nabrać do siebie większego szacunku. Jeśli tego nie zbudujemy, to żadna terapia się nie uda. Z mojego doświadczenia wynika, że minimalny czas mojej pracy z parą to 12 spotkań. Podczas nich zmieniamy nawyki, uczymy się zasad komunikacji, pracujemy nad uważnością, empatią. Podkreślam jednak, że 12 spotkań to minimum – mam pary, z którymi pracuję i rok.

Niedawno ukazała się Pani nowa książka "O rety! Dziecko!". O czym Pani w niej pisze?

"O rety! Dziecko!" to poradnik, który pisałam z myślą o rodzicach maluchów: kilkumiesięcznych albo kilkuletnich. Pisze o tym, co zmienia w naszym życiu dziecko, jak nawiązywać z nim relację, jak zadbać o relację w związku. Jak przepracować kryzys, o którym dziś rozmawiamy. I chociaż często zwracam się w nim tylko do mam, to będę najszczęśliwsza na świecie, jeśli przeczytają go też ojcowie.

To poradnik zupełnie inny od moich poprzednich książek, bo jako, że sama wiem, jak mało ma się czasu po porodzie na czytanie, nadałam mu bardzo skondensowaną formę: dużo konkretów do przeczytania i zapamiętania. Zawarłam w nim wiedzę o uniwersalnych mechanizmach psychologicznych – fajnie tę wiedzę mieć, żeby w razie potrzeby móc te mechanizmy trochę zmienić pod własnym kątem i przenieść do swojego związku.

Kiedy mi pomoże poradnik, a kiedy jednak powinnam umówić się do terapeuty?

Według mnie poradniki działają bardziej jak witaminy, a terapeuta jak antybiotyk. Jedno zapobiega chorobie, drugie – leczy, gdy już na profilaktykę jest za późno. Poradnik może uświadomić nam, gdzie w naszym związku mogą pojawić się kłopoty, z kolei terapeuta będzie potrzebny wtedy, kiedy już nie umiemy się ze sobą dogadać. Kiedy już nie potrafimy sobie przebaczyć, przejść do porządku dziennego nad drobiazgami – wtedy już grozi nam, że spirala wzajemnej niechęci i oddalenia się będzie tylko nakręcać.


Poradnik „O rety! Dziecko!” możesz kupić w salonikach prasowych albo na stronie internetowej Hitsalonik.pl

Czy każdy związek można uratować?

Wiele można, ale nie wszystkie. Jeśli para ma świadomość, że oboje się starali, próbowali terapii, pracowali nad wzajemną relacją – i pomimo tego jest im ze sobą źle, to powinni się zastanowić, czy naprawdę jest sens by dalej ze sobą byli. Parom, z którymi pracuję, mówię: "Nie zostawajcie ze sobą jedynie ze względu na dziecko, bo to nikogo z waszej trójki nie uszczęśliwi. Spróbujcie jednak z tej waszej wspólnej miłości do waszego dziecka czerpać siłę i motywację, by odbudować to, co was kiedyś łączyło".

Co mogą robić, kiedy już poczują do siebie coś więcej niż wzajemną złość?

To jest niezwykle ważne, żeby para, która ma dziecko, znalazła przestrzeń tylko we dwoje. Uważam, że w dobrze funkcjonującej rodzinie jest miejsce na różne przestrzenie. To będzie przestrzeń: mama-tata-dziecko, mama-dziecko, tata-dziecko i ostatnia, ale tak samo ważna przestrzeń: mama-tata. Wiem, że to trudne – sama jestem mamą dwulatka i najchętniej spędzałabym z nim 24 godziny na dobę, ale wiem też, że dla dobra naszej rodziny, muszę czasem złapać dystans i skupić się tylko na moim partnerze. Bardzo częstym błędem młodych rodziców jest zupełne zaniedbanie wspólnego czasu i wspólnych pasji.

Bardzo lubię w terapii par moment, kiedy pomagam parze przypomnieć sobie, jak wielkie szczęście kiedyś dawała im wzajemna czułość i bliskość. Często wtedy oboje płaczą, dla mnie zresztą też to jest wzruszający moment.

Może kiedyś, gdy jeszcze coś ich łączyło, byli zupełnie innymi ludźmi?

Według mnie częściej zmieniają się nie ludzie, ale okoliczności. Czemu kiedyś mąż miał chwilę, żeby codziennie w pracy wysłać sms do żony, a teraz już tej chwili nie ma? Z jakiego powodu uznał, że nie warto? Kiedy już para przypomni sobie to, jak kiedyś wyglądał ich związek, mówię im, że ten potencjał, jaki wtedy wykorzystywali, cały czas w nich jest. Powtarzam: "Jeśli kiedyś umieliście dać sobie czułość i miłość, to nic nie stoi na przeszkodzie, żebyście nadal to sobie dawali.

Tylko te inne okoliczności stoją na drodze...

Jasne: czasu jest trochę mniej – to prawda. Obowiązków jest trochę więcej – to prawda. Zmęczenie jest większe – to prawda. Ale prawdą jest też to, że wasza umiejętność bycia razem nadal w was jest. Tylko musimy się wspólnie zastanowić, co robić, żeby ją wyciągnąć na wierzch. I często nam się to udaje.
separator
Wyślij e-mailem
separator separator
Komentarze (0)
avatar
X

Logowanie

avatar

Nie masz jeszcze konta ?

Zarejestruj się




Zapomniałeś hasła?