Babyonline.pl
 
 
Rozwiń menu

Martwię się

Martwię się o mojego synka. Znają Państwo to uczucie? Rodzicielstwo to nie tylko śmichy-chichy na placu zabaw, dylematy, który fotelik kupić, i jak ubłagać męża, by został wieczorem z dzieckiem, bo chcemy pójść na kocert HEY.

Dzieci chorują. Dzieci często chorują. Niektóre zdają się chorować właściwie bez przerwy. A to angina, a to zapalenie ucha, a to szkarlatyna, świnka czy inne świństwo. Nie pomaga wieść, iż wiele dzieci często choruje. Nadal nie pojmuję, dlaczego syn mojego kumpla od dwóch lat chodzi z gilem do pasa. Czy to ten sam gil? Problemy medyczne można jakoś przeczekać, trochę zwalczyć lekami. Mnie bardziej martwią dziwne zachowania syna. Boję się, że okaże się trudnym charakterem. Trudne usposobienie sprawi, że nie tylko on, ale ludzie wokół będą niezadowoleni. O tym, że dziecko będzie szczęśliwe, nawet nie śmiem marzyć, wystarczy, by było zadowolone. Konkretnie mówię tu o zmienności nastrojów i dużej dawce gniewu, która drzemie w Kubusiu. Gniew ten Kuba wyraża w różnych formach agresji.  Gdy był w fazie raczkowania, chętnie wyszarpywał innym zabawki, nianię i dziadków gryzł, a mnie ściągał okulary. Z tej fazy wyrósł. Po krótkiej przerwie zaczął się bunt dwulatka – kilka scen wrzasku i walenia pięściami na podłodze. Znów przerwa. Lecz ostatnio agresja u Kuby powróciła i zagościła na dłużej.

Zauważyliśmy, że Kubuś jest po prostu w słabej formie psychicznej. Mniej się śmieje, nie słucha się prawie w ogóle, każda sposobność jest dobra, by powiedzieć „nie”. Gdy dzieci wysławiają się już dobrze, mogą nam słowami robić gorszą przykrość niż piąstkami. „Nie kocham cię”, „Nie lubię cię” – czy zdarzyło się Państwu usłyszeć takie antywyznanie? Choć wiemy, że zapewne po chwili dziecko zapomni, co powiedziało, i poprosi, byśmy układali z nim samolot z klocków, to mimo wszystko jest to bolesne. Wielkiej cierpliwości wymaga, by dziecku nie odpalić z grubej rury, np.: „No i co z tego” albo „Jesteś okropna! Ja też cię nie kocham” itp. Podczas urodzin taty Kuba rzucił wujkowi piłką w twarz. Zrobiło się strasznie niemiło, choć wuj się nie obraził, tylko odbył z Kubą męską rozmowę.

Zastanawiamy się, jak Kubie pomóc, ale i jak sobie pomóc. Martwiąc się o dziecko, martwię się też o siebie. Czy jestem skazana na matkowanie wrednemu, złośliwemu, egoistycznemu, nadpobudliwemu facetowi? Dlaczego Kuba uwielbia machać mieczem, strzelać z łuku, a nie malować albo kopać piłkę? Apogeum zamartwiania się zwaliło się na mnie, gdy zachowanie Kuby skrytykowała nauczycielka w przedszkolu. „Nie poznajemy Kuby. Nie uczestniczy w zabawach, siedzi obrażony, dusił koleżankę”. Dusił koleżankę? O Boże, zmiłuj się. To jakiś psychotyczny typ. A może depresję ma? Jak można mieć depresję w wieku trzech lat, zanim przeczytało się „Zbrodnię i karę” i wysłuchało całego Mahlera?

W życiu krytykowali mnie nauczyciele, szefowie, kochankowie. Mój dzienniczek uwag nie był pusty. Ale nic tak nie zabolało jak to, że ktoś skrytykował mojego syna. Już sobie nie radzimy jako rodzice? Może przez nas Kuba jest nieszczęśliwy? Na moje lekko złośliwe pytanie: „A co Pani robi, by Kuba czuł się lepiej?”, pani nauczycielka zaniemówiła.

Ja i tata Kuby zapisaliśmy się na konsultację do psychologa dziecięcego. Jedyną nadzieją jest to, że może Kuba wyrośnie na Woody’ego Allena? Martwię się.  
           

Tekst: Agata Passent/Syndykat Autorów.

X

Logowanie

avatar

Nie masz jeszcze konta ?

Zarejestruj się




Zapomniałeś hasła?