Babyonline.pl
 
 
Rozwiń menu

5 metod wychowawczych, które nie działają

| 06.02.2013, aktualizacja: 07.07.2014 | 10

Jest wiele metod wychowawczych, które nie dość, że nie przynoszą rezultatu, to jeszcze mogą dziecku zaszkodzić. Sprawdź, jakich zachowań powinnaś się wystrzegać.

separator
Wyślij e-mailem
separator
Oceń :
(4)

1. Krzyk

Rodzice wiedzą najlepiej, że własne dzieci są specjalistami w wyprowadzaniu z równowagi. Kiedy dziecko nie słucha i uparcie np. wyrzuca z szafki swoje ubrania albo nie chce wyjść z piaskownicy, tracimy czasem cierpliwość i zaczynamy krzyczeć. To błąd!  Krzyk, podnoszenie głosu nie tylko nie skutkują, ale mogą też budować relację z dzieckiem opartą na strachu i nieufności. Bo kilkulatek co prawda zaczyna się zachowywać zgodnie z naszymi prośbami, ale robi to, bo po prostu się boi.
Krzyk jest dla dziecka poniżający. To oznaka słabości rodziców, którzy, nie potrafiąc poradzić sobie z zachowaniem dziecka, uciekają się do wykrzykiwania poleceń i pouczeń. Kilkulatek w ten sposób uczy się, że przemoc, także werbalna, jest sposobem na rozwiązywanie problemów.
Jak uniknąć podnoszenia głosu? Przede wszystkim pamiętaj, że niestosowne zachowanie dziecka to nie próba zrobienia ci na złość. Kilkulatek po pierwsze nie zawsze wie, jak powinien się zachować, po drugie, próbuje przeforsować swoje zadnie, bo w ten sposób uczy się samodzielności. Na złe zachowanie dziecka musisz oczywiście zareagować, ale nie krzykiem, tylko cierpliwą konsekwencją. Dziecko nie chce wyjść z piaskownicy, choć już pora obiadu? Weź je za rękę, opowiedz, że teraz musicie wracać do domu, bo obiad czeka (możesz też spróbować odwrócić uwagę dziecka, np. powiedzieć, co smacznego będziecie dziś jedli). I konsekwentnie odejdź z dzieckiem w kierunku domu.

Czytaj też: Jak radzić sobie z dziecięcą histerią? Sprawdź porady eksperta

separator
Wyślij e-mailem
separator separator
Komentarze (10)
avatar

agn
agn | 2016-08-10 19:07 Zgłoś komentarzZgłoś komentarz do moderacji

Łatwo powiedzieć wziąśc za rączke i powiedziec ze teraz pora na obiad.Kiedy dziecko nie reaguje na slowa wogole i krzyczy placze wyrywa sie.... mojej corce tak nieraz probuje powiedziec spokojnie ale mam wrazenie ze ona wogole nierozumie co ja do niej mowie ,bedzie miala 3 latka w pazdzierniku.Jak wpadnie w histerie to zadne moje slowa spokojne nie pomagają.

Odpowiedz

KN
KN | 2013-03-12 20:24 Zgłoś komentarzZgłoś komentarz do moderacji

Niestety zgadzam się z jednymi jak i drugimi opiniami, mam dwoje dzieci-dwoje skrajnie różnych dzieci i np. starsza córka bardziej sprawna fizycznie też mi wchodziła na parapety stoły i wszelakie tego typu nie mówię nie raz krzyknęłam miała karę, ale teraz gdy ma ponad 4 lata jest bardzo usłuchana i widzę że wszystkie tłumaczenia po stokroć nawet razy dały efekty, młodsza za to to typ złośnicy, wymuszacza i spazmatyka potrafi mi dać w kość i doprowadzić do nerwicy, niestety często na nią krzyczę nawet mąż oaza spokoju nie wytrzymuje a tłumaczenia to jak grochem o ścianę nawet te po 100 razy, starszą mi chwalą jaka grzeczna, jaka uprzejma i w sklepie aż dziwią że nie woła nie wymusza itd a z młodszą boję się iść do sklepu...a obie dziewczynki, z niedużą różnicą wieku, obie chowane jedną metodą na jednych warunkach i zasadach...

Odpowiedz

KN
KN | 2013-03-12 20:24 Zgłoś komentarzZgłoś komentarz do moderacji

Niestety zgadzam się z jednymi jak i drugimi opiniami, mam dwoje dzieci-dwoje skrajnie różnych dzieci i np. starsza córka bardziej sprawna fizycznie też mi wchodziła na parapety stoły i wszelakie tego typu nie mówię nie raz krzyknęłam miała karę, ale teraz gdy ma ponad 4 lata jest bardzo usłuchana i widzę że wszystkie tłumaczenia po stokroć nawet razy dały efekty, młodsza za to to typ złośnicy, wymuszacza i spazmatyka potrafi mi dać w kość i doprowadzić do nerwicy, niestety często na nią krzyczę nawet mąż oaza spokoju nie wytrzymuje a tłumaczenia to jak grochem o ścianę nawet te po 100 razy, starszą mi chwalą jaka grzeczna, jaka uprzejma i w sklepie aż dziwią że nie woła nie wymusza itd a z młodszą boję się iść do sklepu...a obie dziewczynki, z niedużą różnicą wieku, obie chowane jedną metodą na jednych warunkach i zasadach...

Odpowiedz

elka
elka | 2013-03-11 09:01 Zgłoś komentarzZgłoś komentarz do moderacji

Przepraszam, ale kiedy czytam takie artykuły to mnie krew zalewa. To wszystko TEORIA, która nijak się ma do rzeczywistości. Wyobraźcie sobie sytuację kiedy 3-latek uparcie pcha różne rzeczy do kontaktu. Tłumaczę mu, że to niebezpieczne, że go może prąd kopnąć i będzie go bolało, ale on twierdzi... że chce aby go bolało. Oczywiście gdyby go naprawdę prąd kopnął to byłby płacz, ale mimo tłumaczenia dziecko nadal nie rozumie konsekwencji (i nie, nie pozamykam wszystkich kontaktów, bo to akurat nie jest metoda - wtedy wystarczy, że znajdzie się w miejscu gdzie kontakty nie są ukryte i wtedy chęci pchania przedmiotów do kontaktów wrócą). A wierzcie mi, że próbowałam wszystkich możliwych tłumaczeń - od słownych po obrazkowe. I nic!!!! W teorii dziecko powinno to pięknie zrozumieć i zaprzestać tej formy zabawy. Ale to tylko teoria! A ja nie mam możliwości 24h na dobę stać nad dzieckiem i patrzeć co robi! I co zadziałało? Kara. Tak, ta straszna kara. Zaczęłam stawiać dziecko do kąta. I zadziałało! Po kilku razach skończyło się zainteresowanie kontaktami! Podobnie miałam z wchodzeniem na parapet. Też piękne psychologiczne przemowy nic nie dawały. Dziecko wręcz twierdziło, że chce spać (co ewidentnie wynika z niezrozumienia tej konsekwencji). Co zadziałało? Przestraszenie dziecka. Dość gwałtownie ściągnęłam je z parapetu, jakby spadało, chociaż miałam go cały czas w rękach. Efekt? Dziecko tak się wystraszyło (i przy okazji zobaczyło jak to jest jak się spada, chociaż nic mu się nie stało), że włażenie na parapet się skończyło.

Reasumując - uwielbiam te przemądrzałe artykuły, z których wynika, że rozmowa i tłumaczenie jest remedium na wszystkie bolączki wychowawcze. Może i jest, ale tylko wtedy kiedy dziecko jest książkowe i reaguje na słowne ostrzeżenia tak jak się zakłada. Problem pojawia się wtedy kiedy dziecko reaguje irracjonalnie ("chcę spaść", "chcę złamać nogę", a już najlepsze było, kiedy przypomniałam dziecku szpital, w którym kiedyś był co dość ciężko zniósł - "chcę iść do szpitala!") i nadal robi to samo. Po raz 5-ty, 10-ty i 15-ty.

Odpowiedz Pokaż odpowiedzi

iskao
iskao | elka | 2013-03-11 12:00 Zgłoś komentarzZgłoś komentarz do moderacji

Zgodzę się z moją poprzedniczką. Coraz częściej mam wrażenie, że te artykuły piszą osoby, które nie mają w ogóle kontaktu z dzieciakami - nie są rodzicami, nie wychowują dzieci. Czyjeś dziecko na dwie czy trzy godziny to nie to samo. Też jestem mamą i doskonale wiem co znaczy mieć 2,5 letnie dziecko w domu, a wiem że będzie jeszcze gorzej. Żadne tłumaczenia nie przynoszą żadnych skutków. Zresztą biorąc pod uwagę charakterność dzieci w dzisiejszych czasach, o całym tym bezstresowym wychowaniu można zapomnieć. Potłumaczyć to można sobie było do dzieci 10 lat temu, a nie tych, co teraz się rodzą.

Odpowiedz

Teresa
Teresa | iskao | 2016-11-03 12:09 Zgłoś komentarzZgłoś komentarz do moderacji

Dzieci rodzą sie takie same. To rodzice są inni, zaganiani robią wiele rzeczy jednoczesnie i dzieciom poświęcają mniej czasu niż inni kilkanaście lat temua dzieci patrzą i obserwują i to jest ich najważniejsze chowanie. To co zrobisz źle przy dzieciach one zrobią to samo tobie lub innym. różnica jest taka ze ty sie zorientujesz że źle robisz a dziecko nie. Aby usunąć złą minutę wychowania u dziecka potrzeba czasem setki godzin.

Odpowiedz

talka
talka | elka | 2016-11-30 12:58 Zgłoś komentarzZgłoś komentarz do moderacji

zgadzam sie w 100%

Odpowiedz

edorka
edorka | elka | 2013-03-11 12:09 Zgłoś komentarzZgłoś komentarz do moderacji

Krzyk, kara, szantaż - dają szybką, ale tylko chwilową "poprawę". Mam dwójkę dzieci - też ruchliwych, upartych i ciekawych świata... czasem aż do granic wytrzymałości rodziców. Też nieraz zdarza mi się na nie nakrzyczeć, niestety. Ale zawsze potem wiem, że to było złe. Tłumaczenie - może i trzeba powtarzać kilka razy, ale ono działa na dłużej, uczy myślenia.
Też przerabiałam z córką "chcę spaść" i też z parapetu. Zrozumiała konsekwencje, kiedy opowiedziałam jej bajkę jak miś spadł, złamał nóżkę, nie mógł chodzić na plac zabaw, biegać, skakać, bolało, był smutny itd, a kiedy wyzdrowiał, to postanowił już nie wchodzić na parapet - bo do wspinania są drabinki na placu zabaw. Podziałało. Czasem wystarczy danie alternatywy - "parapet nie jest do wspinania, od tego jest plac zabaw".
Czasem nie da się nie krzyknąć - w obliczu bezpośredniego zagrożenia, kiedy trzeba natychmiastowo powstrzymać dziecko, np. gdy sięga do kuchenki. Ale potem i tak lepiej wytłumaczyć co i dlaczego.
Takie podejście jest trudne, ale popłaca.
Dziecko to taki sam człowiek jak my, tylko mniejszy. Kto z nas by chciał, żeby ktoś się na niego stale wydzierał? I ile byśmy z tego zapamiętali?

Odpowiedz

jovi
jovi | edorka | 2013-03-11 14:51 Zgłoś komentarzZgłoś komentarz do moderacji

zgadzam się z edorką. Też mi się zdarzy krzyknąć, głownie w sytuacjach zagrożenia dzieci -ostatnio ganiali się w kuchni jak przenosiłam gorący garnek itp. zawsze tłumaczę wszystkie zasady życia codziennego podając jakieś przykłady na bajkach lub wymyślam historię z jakimś misiem-to działa na wyobraźnię. Dzieci chodzą już do przedszkola, gdzie różnie bywa, przynoszą do domu przedziwne i złe zachowania od kolegów-ostatnio było plucie. Pogadanka z nimi trwała może z 2-3 minutki i problem znikł. Zawsze rozmawiam z nimi siedząc na dywanie, że czują że mamy czas dla siebie. Rzucanie pouczeń przy garach czy komputerze nic nie daje-trzeba poświęcić im czas i znaleźć dla Maluchów inne zajęcie jeśli dotychczasowe jest nie akceptowane. Dzieci chcą nas słuchać i się od Nas uczyć chcą czuć że jesteśmy z nimi, głównie w czasie zabawy:) a wtedy można im wiele przekazać!!!
Powodzenia Mamuśki!
Zawsze słyszę komplementy na temat mych dzieci, że są tak spokojne i o wszystko pytają, bardzo grzeczne! Wtedy jest mi bardzo miło i wiem że czas im poświęcony oraz rozmowy nie wylatują drugim uchem-hihi

Odpowiedz

gość
gość | elka | 2015-04-09 12:13 Zgłoś komentarzZgłoś komentarz do moderacji

A zapytałaś chociaż dlaczego chce żeby je "kopnął prąd", albo dlaczego chce spaść? Jak będzie miało lęk wysokości, to już będziesz wiedziała dlaczego...

Odpowiedz
X

Logowanie

avatar

Nie masz jeszcze konta ?

Zarejestruj się




Zapomniałeś hasła?