Babyonline.pl
 
 
Rozwiń menu

Czy warto namawiać mężczyznę do porodu rodzinnego?

| 15.09.2011, aktualizacja: 04.07.2014 | 0

Kobiety krzyczą czasem na mężów przy porodzie. Ale obecność faceta zazwyczaj pomaga. Tatusiowie często się boją, choć „po wszystkim” są dumni i szczęśliwi. O mężczyznach na porodówce opowiada położna Katarzyna Rzeszotarska.

separator
Wyślij e-mailem
separator
Oceń :
(3)
mężczyzna, kobieta, mama, tata, ciąża
fot. Panthermedia

Niedawno moja ciężarna znajoma oznajmiła, że porody rodzinne to moda. „Moda?” – byłam zaskoczona. Bo ona przemija, a ja mam nadzieję, że porody rodzinne zostaną. Bo rodzić z kimś to nie jakiś tam trend, to niezwykłe przeżycie dla wszystkich. Potwierdza to Katarzyna Rzeszotarska, położna z Gdańska, która jest fanką wspólnego rodzenia.

Czy zawsze warto namawiać partnera na poród rodzinny?

Rodzinny poród ma wiele plusów. Trwa krócej, przebiega harmonijniej, mniej nerwowo. Rodząca nie jest taka spięta, zestresowana, bo obecność kogoś bliskiego sprawia, że czuje się bezpieczniej, ma też poczucie, że w każdej chwili może liczyć na wsparcie.
W szpitalu, w którym pracuję, zdarzają się kobiety rodzące same, ale to są wyjątki. U nas normą jest, że kobieta do porodu idzie z kimś. Zwykle z partnerem. Oczywiście mają oni wątpliwości. Czy sprostają wyzwaniu? Czy nie zemdleją?

Czy mężczyzna na porodówce się sprawdza?

I to jak! Dlatego szkoda rezygnować z tych emocji, jeśli nie ma się stuprocentowej pewności, że nie chce się brać udziału w porodzie. Wiele par opowiada później, że wspólny poród był ich najpiękniejszym przeżyciem. Że zbliżył ich do siebie.

Przeczytaj: Historia taty, który uczestniczył w porodzie

A o co pytają panowie, gdy rozważają poród rodzinny?

„Czy na pewno muszę?”, „Co ja będę tam robić?” i „Czy będę musiał oglądać krew?”. Zdarza się, że obecność mężczyzny przy porodzie jest wymuszona. Wtedy atmosfera jest napięta. Partner wręcz przeszkadza kobiecie, a ta pewnie żałuje, że na niego naciskała. Dlatego jeśli on nie chce, to lepiej go nie zmuszać. Dla swojego komfortu.

Czy mężczyźni na porodówce rzeczywiście mdleją?

Zdarzyło mi się to dwa razy. I zawsze byli to postawni panowie, których trudno było „zebrać” z podłogi. Mdleją na widok krwi, ale to zadanie położnej, by mężczyźni jej nie widzieli. Rodzące nawet tego nie zauważają. Są tak skupione na bólu, skurczach...

Jeśli tak jest, to po co rodzącym kobietom osoby towarzyszące?

Rodzące potrzebują wsparcia nie tylko przed porodem, ale i po nim. Zresztą nie tylko ciężarna, ale też położne. Panowie dodają otuchy, masują swoje panie, ale i zaalarmują, gdy coś dzieje się z rodzącą. Co ciekawe, nawet jeśli para się umówi, że partner wyjdzie w czasie porodu, to on zazwyczaj zostaje, bo tak go wciąga akcja porodowa, że o tym zapomina. 
Osoba towarzysząca kobiecie rodzącej na porodówce nie tylko pomaga, ale również rozładowuje napięcie.

A czy zdarzają się sytuacje komiczne, które wywołują uśmiech na twarzy?

Pamiętam wiele takich sytuacji. Na przykład wykończona rodząca próbowała się przespać między skurczami. Nie udało jej się zmrużyć oka, bo jej partner przerażony krzyczał, by ją budzić, by porodu nie przespała. Tłumaczyliśmy, by dał spokój żonie, bo porodu naprawdę nie da się przespać.
Inny pan... Poprosiliśmy go o przecięcie pępowiny, a on na to zaskoczony: „Ale dlaczego ja?”. Więc mówimy, że jest ojcem i że taki zwyczaj… Na co on: „A to co innego, to ja chętnie”. Nie miał już oporów.
Kiedyś pewien pan, gdy zauważył główkę malca, krzyknął, by ciągnąć to dziecko, bo wejdzie z powrotem. Aż wstał z tych emocji. Kupa śmiechu!

Warto przeczytać: Zdarzają się ucieczki z sali porodowej

separator
Wyślij e-mailem
separator separator
Komentarze (0)
avatar
X

Logowanie

avatar

Nie masz jeszcze konta ?

Zarejestruj się




Zapomniałeś hasła?