Babyonline.pl
 
 
Rozwiń menu

Moja stara

Mamo, jesteś najukochańszą mamą na świecie – oznajmił mój syn przed zaśnięciem, gdy skończyliśmy czytanie historii Tomka na Dzikim Zachodzie. Tłumaczenie synowi, co to jest Zachód i dlaczego jest dziki, wypaliło ostatki mej energii. – Zachód jest nadal dziki, synu. Tylko granice się przesunęły  – zakończyłam.

Jestem najukochańszą mamą nie tylko na Dzikim Zachodzie, ale i na świecie!
Najpierw poczułam się cudownie. Według Kuby, który jest co prawda dopiero czterolatkiem i jako mój syn może być mało obiektywnym obserwatorem, ale jednak: nie dość, że jestem ukochana, to w dodatku najukochańsza na świecie. Moja próżność i głęboko spychane oczekiwanie docenienia przez syna zostały przyjemnie połaskotane. Uczucie sympatycznego łaskotania szybko jednak minęło, gdyż stwierdziłam, że przecież dzieci nie mają wyboru. Do wieku maturalnego są w zasadzie (poza skrajnymi przypadkami) skazane na rodziców i muszą lubić to, co mają. Wiemy wszyscy, że są ukochańsze, bardziej cierpliwe, lepiej zorganizowane mamy ode mnie. Ale Kuba ich nie zauważył.

Ostatnie 20 lat to lata poszerzających się wyborów.
Galopujący kapitalizm i rzekomo kwitnąca demokracja zaserwowały nam do wyboru szkoły o różnych profilach: społeczne, prywatne, państwowe. Przedszkola wegetariańskie. Naukę arabskiego, wyjazdy nie tylko do Bułgarii, pracę w Europie i sto kanałów w telewizji i radiu. Nikt już nie siada przy trójkowej liście przebojów i nie przegrywa piosenek na kasety. Wybór piosenek dosłownie zalewa nas w necie i mediach. Tymczasem supermarkety z mamusiami jeszcze nie powstały. Mamy do wyboru do koloru, mamy z dolnej i górnej półki, mamy w promocji z szamponem. Raczej odwrotnie. Poszerzają się, nie zawsze w sposób etyczny, wybory, których dokonują mamusie, a nie dzidziusie. In vitro, handel dziećmi, surogatki, dzieci adoptowane z Afryki itd.

Teraz mój syn czuje, że jestem ukochaną mamusią na świecie, ale co będzie, gdy jako dwudziestolatek zasiądzie nad kuflem z piwem z kumplami?
Czy faza freudowska przeminie z wiatrem i będzie mówił: „Masakra, mówię wam, ta moja stara to normalnie przegina. Przegląda moje stopnie, trzyma stronę tego psychopaty od statystyki. Po co mi statystyka na studiach humanistycznych? Nie jadę z wami na deskę w Alpy, bo w ferie zimowe to stara normalnie pracować mi każe, że niby za swoją kaskę mam na wakacje jeździć. A stary to się nie odzywa, bo za granicą siedzi”.

Zauważyłam, że syn wyznaje mi miłość najczęściej przed zaśnięciem. Tak jakby nagle zapominał wszystkie nasze kłótnie, które trwały w ciągu dnia. Ostatnio sporo napięć generują posiłki. – Kubusiu, ale warzywa trzeba jeść pięć razy dziennie. Chcesz brokuły, pomidora czy sałatę? – zachęcam. „Kotlecik, mamo”. Próby przemycania parówek z soi czy kotletów z kaszy gryczanej spaliły na panewce. Kuba jest mięsożercą. Porady dietetyków i kardiologów ma za nic. Przy stole dochodzi do płaczów i szantażowania. Tymczasem przed zaśnięciem jakby zapomina, że przed chwilą jego mama była tyranką wciskającą pomidory zamiast schabowych i cukierków. Freud i natura sprytnie to wszystko urządzili, choć logiki i sprawiedliwości w tym wszystkim nie widzę. Pomyślmy racjonalnie – jak można nie dostrzegać, że jest wiele wspanialszych mamuś na świecie, mamuś, które pozwalają jeść cukierki trzy razy dziennie, a schabowego podają na kiwnięcie palcem.


Tekst: Agata Passent/Syndykat Autorów.
X

Logowanie

avatar

Nie masz jeszcze konta ?

Zarejestruj się




Zapomniałeś hasła?