Babyonline.pl
 
 
Rozwiń menu

Czemu dzieci szły do Powstania Warszawskiego – mówi najmłodszy żołnierz PW

| 02.08.2016, aktualizacja: 03.08.2016 | 1
separator
Wyślij e-mailem
separator
Oceń :
(4)
Pomnik Małego Powstańca
fot. Fotolia
Najmłodsi powstańcy mieli po 9-11 lat. Roznosili wodę, opatrunki, powstańczą prasę. Pomagali przy budowie barykad, opatrywali rany. Wielu zginęło. Jerzy Grzelak przeżył, choć walka była makabryczna, a jej obrazy ma wciąż przed oczami. Gdy wybuchło powstanie, miał 9 lat.
Miał 4 lata, gdy wybuchła wojna, 9 lat - kiedy rozpoczęło się Powstanie Warszawskie. Tak małym dzieciom nie pozwalano walczyć. Do metryki dodał sobie ponad 5 lat, żeby móc brać udział w powstaniu.
Jak dowiedział się o jego wybuchu? Dzięki ojcu, który działał w konspiracji, on też już wcześniej miał pierwsze konspiracyjne zadania. - 1 sierpnia ojciec założył marynarkę w angielskim stylu, czapkę i wyszedł z domu. Mama płakała, bo przyznał się jej, że to dziś. Przed wyjściem uspokajał ją, powiedział, że powstanie "potrwa kilka godzin, najwyżej trzy dni".
Ojciec zginął w Śródmieściu, trzeciego dnia powstania.

Dzieci i Powstanie Warszawskie

Dlaczego dzieci szły do powstania? Chłopcy w wieku 11-18 lat zgłaszali się sami do oddziałów powstańczych, wręcz żądając, by pozwolono im podjąć walkę ze znienawidzonym wrogiem. Część z nich już wcześniej działała w strukturach Szarych Szeregów.
- Proszę wyobrazić sobie sytuację młodego chłopaka, którego ojca wyciągnięto z tramwaju i rozstrzelano, a matkę wywieziono do obozu. Przecież on chciałby zamordować Niemców, choćby gołymi rękami - mówi Jerzy Grzelak. Swój udział w powstaniu wspomina tak:
- Miałem opaskę, przepustkę, żeby móc przechodzić przez nasze posterunki, zadania. Zlecano mi głównie przenoszenie listów, paczek, lekarstw, czasami amunicji.
Tak małym dzieciom nie pozwalano walczyć z bronią, choć było to marzeniem większości małych powstańców.
- Stale przynosili martwych kolegów. W Parku Dreszera wszystkich się chowało, to było straszne. To jest dosłownie jedno, wielkie cmentarzysko - wspomina Jerzy Grzelak.
Ogromnym problemem był brak wody i jedzenia.
- Czołgałem się po kilkanaście pomidorów. Gdy wróciłem z tą "zdobyczą" oraz dwoma melonami, które udało mi się zgarnąć za jednym zamachem, zostałem lokalnym bohaterem. A smaku melona, a głównie jego zapachu, nie zapomnę do końca życia! - opowiada.
Miał też zadanie podtrzymywania na duchu ludzi poukrywanych w piwnicach. 25 września zaczął się nalot dywanowy nad Mokotowem. – To była makabra. Część kolegów w obliczu kapitulacji chciała przejść kanałami do Śródmieścia. Weszli przy Racławickiej, ale Niemcy wpuścili gaz.

 
 
Mali bohaterowie – warszawscy powstańcy
 

Losy po powstaniu

Niemcy nakazali wszystkim opuścić Warszawę. Mały Jerzy z mamą został, bo była tuż po operacji przepukliny. Ukrywali się w piwnicy, wraz z kilkoma rodzinami. Za pozostanie w Warszawie groziła śmierć. Niemcy burzyli miasto.
Nie było nic do jedzenia. Jerzy wspomina, jak kiedyś poczuł w jednej z piwnic zapach smalcu i po zapachu znalazł słoiczek z odrobiną smalcu na dnie: "to była rozkosz"!
Zimą do Warszawy weszli Węgrzy, zaczęli wysadzać po kolei budynki. - Mama wybiegła z naszego domu i zaczęła krzyczeć, by tego nie robili, bo przecież tu jesteśmy - opowiada. Zgarnęli ich na Aleję Szucha. Mieli rozstrzelać, uratowała ich znajomość niemieckiego przez mamę i jej zaświadczenie, że z powodu operacji nie mogli opuścić domu.
Trafili do obozu w Pruszkowie. Tam, w głodzie, dotrwali do czasu, gdy Niemcy zaczęli uciekać z Warszawy. Wrócili do Warszawy: – Księżycowy krajobraz, pustynia! Gdzieś jakiś koń leży jeszcze, tramwaj przewrócony. Nasz dom cudem ocalał, zniszczony, ale ocalał - opowiada.
Zaczęli organizować nowe życie.
- Walka o wolność była makabryczna. Mam to wszystko przed oczami. Mogę nie pamiętać, co działo się 5 lat temu, ale okresu Powstania nie zapomnę nigdy! Mam to w głowie jak film, który slajd po slajdzie odwijam.
 
11-letni powstaniec Jędruś Szwajkert, ps. "Jędrek" budował barykady, pomagał przy opatrywaniu ran, roznosił wodę. Zginął 29 września 1944 r.


Źródła informacji o Jerzym Grzelaku: www.polityka.pl, www.1944.pl, legionisci.pl

 

Jerzy Grzelak jako dowódca sztafety pamięci rozpala ognień na Kopcu Powstania Warszawskiego 1.08.2016

Jerzy Grzelak, pseudonim „Pilot” w czasie powstania był łącznikiem i kurierem pułku AK Baszta. Od kilku lat jest dowódcą sztafety pokoleń, która 1 sierpnia przenosi symboliczny ogień pamięci z grobu Nieznanego Żołnierza na warszawski Kopiec Powstania Warszawskiego

Czytaj też: Jak pokazywać dzieciom historię Polski
 
separator
Wyślij e-mailem
separator separator
Komentarze (1)
avatar
X

Logowanie

avatar

Nie masz jeszcze konta ?

Zarejestruj się




Zapomniałeś hasła?