Babyonline.pl
 
 
Rozwiń menu

Najważniejsze dać miłość

| 21.08.2007, aktualizacja: 22.11.2013 | 2

Od chwili, kiedy urodził się Karolek, jego mama marzy o tym, aby każdy widział w nim po prostu małego chłopca.

separator
Wyślij e-mailem
separator
Oceń :
(2)
Jest takim samym dzieckiem jak każde inne. Tylko wszystko przychodzi mu trudniej – mówi Monika, której synek ma zespół Downa.

Pewnego dnia przyszedł do redakcji e-mail zatytułowany „Dzieci z zespołem Downa”. Od Moniki, mamy Karolka. Napisała, że „Mamo, to ja” towarzyszyło jej od lat: „Byliście przy narodzinach obu córeczek. Dzięki wam problemy, które wyglądały poważnie, okazywały się błahe”. A teraz jest roczny Karolek... „Ma zespół Downa. Takie dzieci też się rodzą i potrzebują miłości jak inne”. I jeszcze o tym, że trudno być rodzicem niepełnosprawnego malca. „Nie dlatego, że jest inny. Bo Karolek to słodki i pogodny niemowlak. Problemem są tylko wizyty u lekarzy i rehabilitacja. Nic więcej”.

To nie miało tak być
Nic nie zapowiadało, że Karolek ma wadę genetyczną. Wprawdzie Monika ciężko znosiła ciążę, ale przecież podobnie było, gdy spodziewała się Julii i Darii. – A do tego badanie USG nic nie wykazało – wspomina. – Badanie prenatalne? Nie skończyłam 35. roku życia. Córeczki rodziły się zdrowe, nikt w rodzinie nie miał wady genetycznej. Nie było potrzeby. I dobrze, bo... Bo nie musiałam, nie musieliśmy podejmować żadnych trudnych decyzji. Karolek się urodził i już!
A urodził się bardzo szybko. Cztery godziny nie minęły, a jego mama już trzymała go w objęciach. Wyglądał jak każde inne dziecko. Tylko nie płakał... Później okazało się, że ma wadę serca i musi być operowany. Na drugi dzień Karolka przewieziono do Centrum Zdrowia Dziecka. – Mąż już wiedział, że synek ma zespół Downa. Poprosił tylko lekarzy, aby mi o tym nie mówili. Sam chciał to zrobić. Gdy pomyślę, że był z tym sam...

On żyje!
Każdemu rodzicowi serce pęka na widok kruszynki podłączonej rurkami do urządzeń, które utrzymują ją przy życiu. To wtedy Monika i Piotr zdali sobie sprawę, że najważniejsze jest, aby ich maleństwo przeżyło. Na samą myśl, że mogliby je stracić... Łatwiej im było pogodzić się z tym, że synek jest upośledzony. Co było później? Kłopoty z krzepliwością krwi, pękające żyłki na główce, naświetlanie, bo żółtaczka, i oczekiwanie na operację.
separator
Wyślij e-mailem
separator separator
Komentarze (2)
avatar

Kasia18lat
Kasia18lat | 2007-09-29 16:01 Zgłoś komentarzZgłoś komentarz do moderacji

jeszcze nie jestem mamusia, jestem zwyczajna, a moze wrecz przeciwnie nie przecietna18-latka. mianowicie juz mysle o zalozeniu rodziny, ale to nie jest zwykle widzimisie.. naprawde tego pragne.. Dzieki takim dzieciom, mozna sie przekonac, jak wiel my mamy od zycia, dopiero dostrzegamy to co my posiadamy, a w zciu zawsze tyle zarzekamy..po co..?

Odpowiedz

Mamusia
Mamusia | 2007-09-20 22:05 Zgłoś komentarzZgłoś komentarz do moderacji

Bardzo się wzruszyłam po przeczytaniu tego artkułu i bardzo współczuje Monice.Napewno wróce tu jeszcze,bo jak tytuł brzmi:Najważniejsze to dać miłość.

Odpowiedz
X

Logowanie

avatar

Nie masz jeszcze konta ?

Zarejestruj się




Zapomniałeś hasła?