Babyonline.pl
 
 
Rozwiń menu

„Nie było mi dane karmić piersią i wcale tego nie żałuję!” Przeczytajcie apel mamy butelkowej

| aktualizacja: 11.03.2017 | 0

Przeczytajcie historię Natalii, mamy ponad 2-letniej dziś Blanki, która karmiła prawie wyłącznie odciąganym mlekiem z butelki. Dlaczego dziś nie żałuje karmienia piersią i dlaczego wylała morze łez po wizycie w przychodni z córeczką?

separator
Wyślij e-mailem
separator
Oceń :
(2)
natalia-kosznik-z-coreczka-blanka
fot. Natalia Kosznik/chichotkitrzpiotki.pl
Karmienie piersią to nie jest wcale taka łatwa i intuicyjna sprawa, jak się może niektórym przyszłym mamom wydawać. Przekonała się o tym na własnej skórze Natalia Kosznik - autorka bloga ChichotkiTrzpiotki.pl. Tak o tym pisze, zaczynając „z grubej rury”:

Nie było mi dane karmienie piersią. Nie żałuję tego jakoś specjalnie.  Nie żałowałam na samym początku w ogóle . Powiem szczerze, że gdy zaprzestałam walki o to, żeby mała zaczęła ssać pierś, poczułam ulgę. Nie udawało się. Na wiele sposobów. W różnych pozycjach, z nakładkami, czy bez. Nawet jak laktator już tak rozkręcił mi „produkcję”, że z piersi leciała kropla za kroplą bez uciskania.
 

Niewielki odruch ssania potwierdzony przez neurologa

Córeczka Natalii - Blanka, urodziła się dużo przed terminem porodu, przez cesarskie cięcie i bez rozpoczęcia akcji porodowej. Miała tak niewielki odruch ssania, potwierdzony przez neurologa dziecięcego, że nawet smoczek symulujący pierś nie wchodził w grę. Natalia na początku chciała zrobić wszystko, by nauczyć siebie i swoje dziecko karmienia piersią, ale dla małej to nie było wcale takie proste. Jadła niewielkie ilości pokarmu, nawet z butelki, takie jej to sprawiało trudności. Natalia opisując swoją historię od razu też zastrzega:

Na pewno, znajdą się mądre osoby, które powiedzą, że mogłam spróbować jeszcze tego, czy tamtego sposobu. Już po czasie. Próbowałam. Gdy się poddałam, dopiero zaczęłam czerpać radość z karmienia małej. Butelką. Wcześniej skupiałam się tylko na tym, że kure**ko bolały mnie cycki, gdy przystawiałam ją do piersi. A widok tego, jak po „karmieniu” przysysała mi się do bluzki, z głodu, jeszcze bardziej mnie wykańczał. Także psychicznie. Gdy dawałam jej odciągnięty pokarm z butelki, miałam siłę i nastrój do tego, żeby głaskać ją po głowie i szeptać czułe słówka. Nigdy nie zdarzyło się to w naszych „sesjach” przy cycku.

Sprawdź także: Produkty i akcesoria do karmienia niemowląt i dzieci

Karmienie piersią tak, ale nie za wszelką cenę

Natalia zrozumiała, że mama z dzieckiem muszą się dopasować, że czasami nauka karmienia piersią może trwać kilka miesięcy, ale nie za wszelką cenę. Bo robienie tego na siłę może sprawić, że te pierwsze miesiące z dzieckiem będą istnym horrorem i mogą zaważyć na całym macierzyństwie. Kiedy zrezygnowała z karmienia piersią i zaczęła odciągać pokarm, by karmić wyłącznie butelką czuła się z tym świetnie.

Miałam tak fantastycznie opracowaną produkcję mleczarską, że nawet opisywałam mleko z danych pór dnia. Nocne dawałam na noc, poranne, na pierwsze karmienie po najdłuższym spaniu. Choć ja sama spałam mało, bo odciąganie pokarmu pochłania dużo więcej czasu niż podanie piersi. Jeszcze lepiej zrobiło mi się, gdy Blanki lekarz, uznany w Warszawie neonatolog, szczerze mnie pochwalił, za to, że tak dzielnie odciągam pokarm i nie przechodzę na mieszankę. Uznał, że to niełatwe w organizacji i bardziej męczące. Miał rację. Nie robiłam tego z lenistwa, tylko dlatego, że inaczej nie umiałam.

I tak właśnie, dobrze nam się żyło. Miałam komfort psychiczny, że daję Blance wszystko to co ważne i wartościowe w pokarmie mamy, mimo wszystko. A  jednocześnie nie martwiłam się już własnym bólem i całą tą negatywną otoczką, o której tak rzadko się mówi, bo przecież karmienie piersią przedstawia się teraz jako same cudowności i dla mamy i dla dziecka. Nie zawsze tak jest…

Kobieta kobiecie wilkiem. "Wypłakałam morze łez..."

Najtrudniejszy moment nastąpił jak się okazało dopiero później, po wizycie w przychodni, kiedy wybrała się z córeczką na jedną z wizyt szczepiennych dla niemowlaków. Dziewczynka świetnie przybierała na wadze, była zdrowa, rumiana. Natalia rozmawiała z lekarką, której asystowała pielęgniarka:
 
– Karmi pani? – lekarka zadała pytanie, którego nienawidzę. Tak jakby którakolwiek matka o zdrowych zmysłach dziecko głodziła. Przecież mleko modyfikowane to też pokarm!

– To znaczy, córka dostaje moje mleko, ale z butelki. Odciągam pokarm, bo nam nie szło z piersi. Córka ma słaby odruch ssania.  – odpowiedziałam, a lekarka pokiwała głową porozumiewawczo i miałam wrażenie, że z aprobatą.
 Na to wszystko wtrąciła się pielęgniarka. Od samego wejścia do gabinetu, miałam wrażenie, że nie spodobałam się jej i już mi intuicja podpowiadała, że się do mnie przyczepi. Nie myliłam się.
Ooo. To bardzo źle. – powiedziała.
– Dlaczego? – po cichu liczyłam, na jakąś fachową poradę, o której nikt nie pamiętał, a która sprawiłaby,  że uda nam się to karmienie piersią.
Nie będziecie mieć bliskiej relacji. Dzieci, co są karmione z piersi są bardziej czułe, bardziej mamy potrzebują. I to się utrzymuje przez lata. A butelkę to każdy może dać. Tata, babcia. Źle, źle, że pani piersi nie podaje.

"Poczułam się niepotrzebna, bezużyteczna i niekochana przez własne dziecko..."

Po tym co usłyszała Natalia przepłakała wiele nocy. Jak to możliwe, że (pomijając już fakt, że to przecież służba zdrowia!) kobieta innej kobiecie może tak podcinać skrzydła, zamiast wspierać? Przez te kilka złośliwych zdań Natalia nie mogła patrzeć, gdy Blanka spokojnie karmiła się z tatą, czy z babcią. Czuła się niepotrzebna, bezużyteczna, bo nie umiała zrobić czegoś, żeby to karmienie piersią im się udało. Czasami nawet jej się wydawało, że dziecko jej nie kocha, skoro tej piersi nie chce, a woli butelkę…

Szczęśliwe macierzyństwo bez karmienia piersią?

Sporo czasu jej zajęło zrozumienie, że to był tylko złośliwy komentarz bezczelnej i bezdusznej pielęgniarki i że wiele mam, które karmią dzieci butelką mają wzorowe i bardzo bliskie relacje ze swoimi dziećmi. Jaki z tego płynie morał dla innych mam? Natalia podkreśla, że można mieć szczęśliwe macierzyństwo bez karmienia piersią:

Można stworzyć świetną relację mimo towarzystwa laktatora i butelki, czy nawet mleka modyfikowanego. Związek mamy i dziecka to coś o wiele bardziej złożonego niż tylko wykarmienie własnym mlekiem. Lepiej iść tą drogą niż skończyć z depresją. Mówię to ja, matka butelkowa, która ten wpis pisze ze skaczącą po brzuchu, głowie i nogach dwulatką, która co chwile każe się przytulać.

Kobiety i mamy wspierajmy się nawzajem!

Wiadomo, że karmienie piersią, własnym mlekiem to najlepsze, co można dać dziecku, ale czasami to po prostu niemożliwe. Z różnych przyczyn. Czasami bardzo chce się karmić piersią, ale nie można. Każda „mleczna droga” jest inna, każda kobieta i każde dziecko ma swoją historię, a karmienie to tak naprawdę intymna sprawa matki i dziecka. I nikomu nic do tego. Kropka. A kobiety i mamy powinny się wzajemnie wspierać, a nie dołować i umniejszać.

Źródło: chichotkitrzpiotki.pl

Zobacz także:
separator
Wyślij e-mailem
separator separator
Komentarze (0)
avatar
X

Logowanie

avatar

Nie masz jeszcze konta ?

Zarejestruj się




Zapomniałeś hasła?