Babyonline.pl
 
 
Rozwiń menu

„Nie, czyli tak”

Mój syn słowa „nie“ używa co najmniej dziesięć razy częściej niż słowa „tak”. Nie lubi się ubierać. Nie lubi się rozbierać przed prysznicem, nie lubi nocnika, nie lubi rysować, nie lubi obiadu... Z trudem znajduję choć parę spraw, na które reaguje pozytywnie. To słodycze i towarzystwo innych dzieci, najchętniej starszych o parę lat, ładnych dziewcząt. Czy każde małe dziecko jest malkontentem? Czy spółgłoska „t” przy „tak” jest trudniejsza do wymówienia niż „n” przy „nie”?
Zdaje się, że dziecko rodzi się z ogromną dawką przekory i buntu, natomiast umiejętność aprobaty i chwalenia jest mu obca. Ciekawe, że jako dzieci jesteśmy obdarzeni talentem asertywności, którą potem wielu z nas traci. Dzieci bez żadnych oporów odmawiają wszystkim: dziadkom, niańkom, matkom. Gdyby Królowa Elżbieta podała Kubusiowi pieczeń jagnięcą albo zaproponowała kolorowanie obrazków, zobaczyłaby ten sam wyraz tetmajerowskiego znużenia na jego twarzy.

Gdy dziecko na każde żądanie lub propozycję rodzica odpowiada „nie, nie, nie”, rodzicowi zdarza się tracić panowanie nad sobą. Zaś po latach rodzice martwią się, że ich nastoletnie dzieci są nieśmiałe, dają się wykorzystywać, są niepewnymi siebie mięczakami. Usprawiedliwiamy wady charakteru własnych dzieci ich „wrodzoną naturą”. Tymczasem co najmniej połowa z tych wad wynika z naszych ograniczeń. Świadomość tej odpowiedzialności czasem odbiera radość z rodzicielstwa, zagłusza intencjonalne decyzje.
Gdy wieczne „nie, nie, nie” Kubusia daje mi w kość, próbuję je zrozumieć. Po pierwsze, może taka reakcja na wszelkie pytania czy propozycje jest dla dziecka deklaracją siły. Mówiąc „nie”, podkreśla swą moc decyzyjną.

Po drugie, Kubuś tak często odpowiada wszystkim „nie”, iż stało się to mechaniczne. Często zaprzecza z przyzwyczajenia. Po chwili okazuje się, że jednak kanapkę chętnie zje, a odtrącony rower po paru minutach wraca do łask. Jest to psychologicznie trudna sytuacja. Jako dziennikarka i humanistka przywiązuję wielką wagę do języka. Lubię, gdy ludzie posługują się piękną polszczyzną i biorą odpowiedzialność za słowo. Nie szanuję tych, którzy permanentnie mówią „nie”, a myślą „tak”. Ta gra niedojrzałych kochanków może prowadzić nawet do przemocy seksualnej. Okropna, a tak powszechna u dzieci. Syn mnie oszukuje, ale muszę go szanować i pamiętać, że jesteśmy partnerami w tej grze słownej.

Po trzecie, być może mój syn ma rację. Może nasze propozycje są nudne, głupie? Po co ciągle chodzić w ubraniu, skoro ubieranie jest nudne. Słusznie, warto pobiegać sobie nago. Wielu rodziców nagminnie każe dzieciom siedzieć. Siedzenie na kanapie i gapienie się w telewizor powoduje nadwagę i opieszałość umysłową, więc dzieci mają rację, gdy mówią nam: „nie, nie, nie”. Niestety, dobry rodzic nie może być leniwy. Jeśli chce zasłużyć na przyjaźń dziecka, musi znaleźć sposób na to, by zachęcić je do siebie. Tak, tak, tak!


Tekst: Agata Passent/Syndykat Autorów.
X

Logowanie

avatar

Nie masz jeszcze konta ?

Zarejestruj się




Zapomniałeś hasła?